Pinned Tweet
Hay que enterrarse para volver a brotar
Sepultado bajo tierra y estiércol se resucita
Todos pueden caer
Hay algunos que rebotan
Si les cortan las piernas, vuelan
Si les cortan las alas, imaginan...
Hoy es primavera
Creer es crecer
No, no me llama la atención.. es un artista público, pero una pena enorme y el dolor de una familia en privado.
Lo que me llama la atención es el morbo público... – at Macul, Chile
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
Siento un profundo respeto por la Teletón como institución. Por todo lo que implica. Mis respetos totales. Pero el show televisivo me parece horrible. La figura de Don Francisco me repugna.
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
Se decretan dos días de duelo nacional por la muerte de Sebastian Lelio ❤️🩹
que importante reconocer a nuestros artistas
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
que pena Sebra #sebastianlelio que conocí como campos, perdón lo siútico querido, a veces recurrimos a frases celebres para interpretar el dolor y la sorpresa, pero como dice Shakespeare: "Los capullos más hermosos son a menudo los primeros en ser reclamados por el invierno."
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
People see the Oscar win and think of a great film, but forget A Fantastic Woman literally forced a country to change its laws
The political pressure from Lelio's film directly pushed Chile to pass its historic Gender Identity Law in 2018. He didn't just make cinema; he moved a nation.
The tragic part of losing him at just 52 is what we were about to get. He was mid-production on his new film in Santiago, right before he was set to direct Andrew Garfield as Carl Sagan
A genuine visionary whose best work was still ahead of him. RIP 💔
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
Dos mentes brillantes que nos dejaron este 2026 🖤
Gracias por tanto Sebastián Lelio (1974-2026) & Patricio Guzmán (1941-2026).
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
Da un poco de vergüenza ajena leer a gente de “izquierdas” hablar de esperanza o cambio real en Estados Unidos teniendo en cuenta que, hace SÓLO 3 AÑOS, Congreso y presidencia eran demócratas. Vosotros no os acordaréis, porque su función es tratar a la gente como imbécil sin memoria, pero fueron los años de mayor exterminio en el genocidio palestino, aplausos a Nazilensky y aprobación de entre cero y nada de iniciativas de impacto social real.
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
Kilka anegdot -Steven Spielberg kręcił Listę Schindlera w Polsce i był tym filmem psychicznie wycieńczony. Widząc, w jak głęboką depresję wpada reżyser, Robin Williams, który akurat kręcił wtedy "Aladyna" - dzwonił do Spielberga raz w tygodniu, dokładnie o stałej porze. Williams odpalał głośnik w telefonie i przez kilkanaście minut robił dla reżysera oraz wykończonej polskiej ekipy improwizowany stand-up. Spielberg wspominał - Nigdy nie mówił mi do widzenia. Po prostu po 15 minutach najgłupszych żartów świata rozłączał się, kiedy słyszał, że pękam ze śmiechu.
Christopher Reeve - odtwórca roli Supermana i najbliższy przyjaciel Robina ze studiów w Juilliard, po tragicznym upadku z konia został sparaliżowany od szyi w dół. Leżał w szpitalu, czekając na niezwykle ryzykowną operację kręgosłupa i miał głęboką depresję. Nagle drzwi jego sali otworzyły się z hukiem. Wpadł przez nie lekarz w żółtym fartuchu, z rosyjskim akcentem, krzycząc, że jest chirurgiem-proktologiem i musi natychmiast przeprowadzić badanie. Był to Robin Williams. Reeve zaczął się tak histerycznie śmiać, że aż zabolały go mięśnie. Po latach wspominał - "To był pierwszy raz od wypadku, kiedy się zaśmiałem. Wtedy zrozumiałem, że skoro nadal potrafię się śmiać, to wszystko będzie dobrze".
Williams był znany ze swojej działalności charytatywnej, ale dopiero po jego śmierci wyszedł na jaw niezwykły fakt. Pisarz i poszukiwacz talentów Brian Lord odkrył tzw. "rider" (listę wymagań) do kontraktu Robina. Aktor miał tam zapisany twardy warunek: każda firma, która zatrudniała go do filmu lub wydarzenia, musiała zatrudnić przy produkcji określoną liczbę osób bezdomnych. Williams dbał o to, by ci ludzie dostali uczciwą dniówkę, ciepły posiłek i wpis do CV, który ułatwi im powrót na rynek pracy. Sam nigdy się tym w mediach nie chwalił.
"„Jazda na rowerze to coś, co najbardziej przypomina latanie” – powiedział kiedyś Robin Williams.
Dla niego rower nigdy nie był tylko sposobem na poprawę kondycji czy zwykłą weekendową rozrywką. Był czymś znacznie ważniejszym. Nazywał go swoją osobistą formą medytacji w ruchu.
Kiedy obowiązki zawodowe, nieustanny pośpiech i presja związana z życiem w Hollywood zaczynały go przytłaczać, zakładał kask, wsiadał na jeden ze swoich rowerów i ruszał przed siebie. Najchętniej wybierał kręte drogi i strome podjazdy w okolicach swojego domu w Kalifornii.
Właśnie wtedy, na dwóch kółkach, jego niespokojny umysł wreszcie zwalniał. Mógł odetchnąć, uporządkować myśli i odnaleźć spokój, którego tak często brakowało mu w codziennym życiu.
Za blaskiem reflektorów, sławą i niezapomnianymi rolami kryła się bowiem wielka, choć nie wszystkim znana pasja Robina Williamsa. Pasja, która dawała mu poczucie wolności i zwyczajną, dziecięcą radość.
Robin nie był jednak kimś, kto od czasu do czasu wyciąga rower z garażu, żeby przejechać się po okolicy.
Był prawdziwym miłośnikiem dwóch kółek. Przez lata zgromadził niezwykłą kolekcję aż 87 rowerów, z których każdy miał własną historię i niepowtarzalny charakter.
Wśród nich znajdowały się zabytkowe modele, ręcznie wykonywane ramy słynnych włoskich mistrzów, takich jak Ernesto Colnago i Dario Pegoretti, nowoczesne rowery wyścigowe z włókna węglowego, a nawet nietypowe monocyklowe konstrukcje.
Uwielbiał zaglądać do niewielkich sklepów i warsztatów rowerowych. Potrafił godzinami rozmawiać z mechanikami o przerzutkach, ramach, oponach i technicznych szczegółach, które dla przeciętnego człowieka mogły wydawać się zupełnie nieistotne.
Pracownicy tych miejsc wspominali go nie jako wielką hollywoodzką gwiazdę, lecz jako serdecznego, skromnego człowieka, który naprawdę interesował się ich pracą. Nie zachowywał się jak celebryta. Był po prostu jednym z nich – człowiekiem zakochanym w rowerach.
Ale najpiękniejsza część tej historii wydarzyła się już po jego śmierci.
Dwa lata po odejściu aktora, w październiku 2016 roku, jego dzieci postanowiły uczcić pamięć ojca w sposób, który doskonale oddawał jego charakter i niezwykłą hojność.
Wystawiły całą kolekcję 87 rowerów na aukcję charytatywną.
Chciały, aby pasja, która przez tyle lat dawała ich ojcu radość, mogła teraz przynieść coś dobrego innym ludziom.
Córka aktora, Zelda, wyraziła nadzieję, że aukcja nie tylko sprawi radość osobom, które kochały jej ojca, ale również pomoże wesprzeć organizacje i inicjatywy szczególnie bliskie jego sercu.
Zainteresowanie przerosło wszelkie oczekiwania.
Do licytacji przystąpili fani aktora, kolekcjonerzy i miłośnicy kolarstwa z różnych zakątków świata. Każdy chciał zdobyć choćby niewielką cząstkę historii człowieka, który przez lata potrafił rozśmieszać miliony.
Ostatecznie udało się zebrać ponad 600 tysięcy dolarów, czyli ponad dwukrotnie więcej, niż początkowo przewidywali eksperci.
Cały dochód z aukcji przekazano dwóm organizacjom, których działalność była Robinowi szczególnie bliska.
Pierwszą była Challenged Athletes Foundation, pomagająca sportowcom z niepełnosprawnościami ruchowymi. Fundacja zapewnia im między innymi specjalistyczny sprzęt sportowy oraz protezy, dzięki którym mogą trenować, startować w zawodach i realizować swoje marzenia.
Drugą była Christopher & Dana Reeve Foundation, wspierająca badania nad urazami rdzenia kręgowego oraz pomoc osobom dotkniętym paraliżem. Organizacja nosi imię Christophera Reeve’a, słynnego odtwórcy roli Supermana i wieloletniego, bliskiego przyjaciela Robina Williamsa.
Dzięki tej niezwykłej inicjatywie przedmioty, które kiedyś były osobistymi skarbami aktora, zamieniły się w realną pomoc dla ludzi zmagających się z ogromnymi życiowymi trudnościami.
Dla jednych oznaczało to szansę na powrót do sportu. Dla innych – większą samodzielność, możliwość poruszania się i odzyskanie wiary we własne możliwości.
I właśnie w tym tkwi coś wyjątkowego.
Robin Williams przez całe życie dawał ludziom uśmiech. A po jego śmierci nawet jego rowery zaczęły pomagać innym.
Każdy z tych 87 rowerów był kiedyś częścią jego świata. Towarzyszył mu w chwilach radości, pozwalał zapomnieć o problemach i dawał poczucie wolności.
Dziś ta wolność, choć w zupełnie innej postaci, stała się udziałem kolejnych ludzi.
Robin już nigdy nie wsiądzie na swój ukochany rower. Nie ruszy kalifornijską drogą, nie pokona kolejnego podjazdu i nie poczuje wiatru na twarzy.
Ale dobro, które po sobie zostawił, nadal jest w drodze.
Bo czasem najpiękniejsze dziedzictwo człowieka nie kryje się w jego sławie, majątku ani zdobytych nagrodach. Kryje się w tym, że nawet kiedy jego samego już nie ma, coś, co kochał, wciąż potrafi zmieniać życie innych na lepsze. Przytulność"
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
A mi me parecería horroroso vivir en un país en donde a *la gente común* no le importara el sufrimiento ajeno y le pareciera que el abuso de niños es un *asunto político* que no les afecta. Me daría miedo.
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
🇮🇹 Le 12 attrici iconiche del cinema di Tinto Brass 🎬
1.Debora Caprioglio
2.Anna Ammirati
3.Cinzia Roccaforte
4.Sara Cosmi
5.Anna Galiena
6.Claudia Koll
7.Anna Jimskaia
8.Stefania Sandrelli
9.Yuliya Mayarchuk
10.Francesca Dellera
11.Teresa Ann Savoy
12.Serena Grandi
Bellezza, sensualità e provocazione: un capitolo indimenticabile del cinema italiano.
Tinto Brass ha segnato un'epoca, nel bene e nel male.
Quale di queste attrici vi è rimasta più impressa? E chi manca secondo voi in questa lista?
🤖 Made with AI
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
The man who had Tit, Bra & Ass in his name is no more. He lived true to his name through his movies.
Farewell, Tinto Brass (1933-2026)!
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
El cine italiano de los 80 tenía un secreto: sabía cómo filmar el deseo sin perder jamás la elegancia.
💃...
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
Yo sé que esto le va a importar a un grupo muy pequeño (y muy viejo) de cinéfilos: se murió Tinto Brass.
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
En 1977, Rolf Mengele viajó a Brasil para pedirle explicaciones a su padre por los crímenes de Auschwitz. Pasaron catorce días juntos. Al terminar aquel encuentro, comprobó que Josef Mengele seguía sin reconocer ninguna culpa.
Habían transcurrido más de treinta años desde el final de la Segunda Guerra Mundial.
Durante su servicio como médico de las SS en Auschwitz, Mengele había seleccionado prisioneros destinados a las cámaras de gas y realizado experimentos médicos con seres humanos, especialmente gemelos y niños.
Ahora vivía escondido en Sudamérica, lejos de los tribunales que lo buscaban.
Rolf había crecido prácticamente sin conocerlo. En 1956, cuando tenía doce años, pasó unas vacaciones en Suiza con un hombre que le presentaron como su tío Helmut. Años después descubrió que aquel supuesto familiar era su verdadero padre.
Desde entonces mantuvieron correspondencia, pero las cartas comenzaron a reflejar diferencias profundas. Rolf exigía respuestas sobre Auschwitz. Su padre defendía sus decisiones y rechazaba las acusaciones.
En 1977 decidió encontrarse personalmente con él.
Un conocido de Mengele, Wolfram Bossert, lo recibió en São Paulo y lo condujo hasta el lugar donde se ocultaba.
Rolf encontró a un hombre envejecido, temeroso y preocupado por la posibilidad de ser descubierto. Según contó posteriormente, su padre sufría episodios depresivos e incluso hablaba de quitarse la vida.
Pero aquella angustia no estaba acompañada de arrepentimiento.
Durante las conversaciones, Mengele continuó defendiendo las ideas raciales del nazismo. Hablaba de personas cuyas vidas consideraba indignas y se negaba a reconocer su responsabilidad en las atrocidades del campo.
Cuando Rolf planteó la posibilidad de que se entregara a la justicia, su padre respondió que no encontraría jueces, sino personas interesadas en vengarse.
Esa actitud también aparecía en las cartas que había enviado durante años. En una de ellas sostuvo que no tenía motivos para justificar ni disculpar sus decisiones.
Lo desconcertante era que Mengele había conseguido vivir durante años sin ocultarse completamente.
En 1956 obtuvo documentación alemana con su verdadero nombre en Buenos Aires. Su familia conocía su paradero y le enviaba dinero regularmente. Cuando la búsqueda internacional se intensificó, se refugió en Brasil utilizando identidades falsas.
El 7 de febrero de 1979 sufrió un accidente cerebrovascular mientras nadaba en una playa brasileña y murió ahogado. Fue enterrado bajo el nombre de Wolfgang Gerhard.
Rolf conoció la muerte de su padre, pero guardó silencio durante seis años.
En junio de 1985 entregó fotografías, cartas y documentos que permitieron reconstruir parte de aquella vida clandestina. Los restos fueron exhumados y posteriormente identificados mediante pruebas forenses.
Josef Mengele había conseguido escapar de la justicia durante treinta y cuatro años después de la guerra.
Murió sin haber comparecido ante un tribunal por sus crímenes en Auschwitz y, según el testimonio de su propio hijo, sin haber reconocido jamás su responsabilidad.
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
🚨 عاجل:
الرئيس البرازيلي لولا دا سيلفا:
"ما تفعله إسرائيل في غزة يشبه ما فعله هتلر باليهود".
انشروها على لتصل رسالتهم للعالم 🙏
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
En Texas ganó un tipo que hizo campaña diciendo que la minoría más peligrosa son los millonarios. Es por ahí.
Cristian Figueroa Acevedo retweeted
Mucho tiempo que no pasaba de un control azul (demócrata) de ambas cámaras (en realidad desde 2006-2010).
Gran victoria, sobre todo en el Senado.





































