Pinned Tweet
To dla mnie ważny tekst. Długo do niego dojrzewałem. 36 lat. Czy zadaliście sobie kiedyś pytanie, jaka jest różnica między Matejką, Paderewskim, a Holland lub Zalewskim?
To będzie dłuższy tekst, ale są momenty, kiedy człowiek czuje, że musi coś powiedzieć. Nie dlatego, że to coś zmieni, ale dlatego, że milczenie byłoby współudziałem. A więc mówię: jesteśmy w stadium czwartego stopnia rozkładu i musimy zdecydować, co dalej.
To nie dzieje się z dnia na dzień. To nie wojna. To nie katastrofa naturalna. To coś gorszego – proces rozkładu, który zaczyna się od duszy narodu. A duszę narodu najpierw atakuje się przez kulturę.
Kiedyś rola artysty była jasna. Artysta był rycerzem ducha. Tworzył mit, cementował wspólnotę, dawał ludziom wyobrażenie o tym, kim są, skąd przyszli i dokąd zmierzają. Matejko nie malował obrazów, by ktoś mu poklepał plecy na wiedeńskim bankiecie. Malował, by w narodzie, który nie miał państwa, zostało jeszcze coś z ducha – z tego niepoddającego się rdzenia polskości.
Czy wiecie, że w 200. rocznicę bitwy pod Wiedniem, gdy Rzeczypospolitej nie było na mapie, a Wiedeń usilnie próbował przypiąć sobie polskie zasługi, Matejko wynajął w Wiedniu salę, za własne pieniądze i wystawił "Sobieskiego pod Wiedniem" za darmo. To było wówczas szokujące. Zobaczyły ją tłumy.
Rok wcześniej Matejko sprowadził z Paryża ogromne płótno (9×4,5 m) i zaczął wyścig z czasem. Po co? By ta gigantyczna kompozycja była gotowa na jubileusz. "Nigdy jeszcze żadnego dotąd z takim zawzięciem nie malował obrazu, wkładał on, rzec można, całą w ten obraz swą duszę. Zapał artysty do pracy był gorączkowy i nadzwyczajny!" – pisał jego powiernik Marian Gorzkowski. Podobnych rozmiarów "Bitwę pod Grunwaldem" Matejko malował przecież przez kilka lat.
Nie zrobił tego dla pieniędzy, bo kosztowało go to krocie. Nie zrobił tego dla nagrody, bo niczego nie dostał. Zrobił to dla pamięci. Dla przyszłości. Bo ukazanie zwycięstwa Jana III Sobieskiego nad wezyrem Kara Mustafą stało się dla Jana Matejki doskonałym pretekstem, by przypomnieć dawną potęgę Rzeczypospolitej oraz jej ważną rolę w dziejach Europy. Bo rozumiał, że naród bez dumy i pamięci o własnej przeszłości nie ma perspektywy przetrwania i istnienia.
A Paderewski? Jeden z największych pianistów w dziejach. Z każdej sali koncertowej czynił ambasadę sprawy polskiej. Każdą nutą, każdym gestem, każdym koncertem przygotowywał świat na przyjęcie idei niepodległości Polski. I kiedy nadszedł moment, usiadł do stołu jako polityk, bo wiedział, że Rzeczypospolita to idea większa i ważniejsza niż wszystkie nasze indywidualne osiągnięcia razem wzięte.
Będąc u szczytu sławy mówił: "Jestem Polakiem, wiernym synem Ojczyzny. Myśl o Polsce wielkiej i silnej, wolnej i niepodległej była i jest treścią mojego istnienia. Urzeczywistnienie jej było i jest jedynym celem mojego życia".
Jak trzeba kochać Rzeczpospolitą, by nie mieć jej, słyszeć o niej jedynie z opowieści i uczynić z niej cel swojego życia? Jakie wychowanie musieli dać mu jego rodzice i dziadkowie? W jakim środowisku trzeba dojrzewać, aby wzrosnąć z takim kręgosłupem wartości?
Zastanówcie się też, co zostanie po Agnieszce Holland, którą przedstawia się nam, jako artystkę? Jak ukazaliśmy samych siebie – za własne, publiczne pieniądze, filmem "Zielona Granica? Czy naprawdę szczyt naszych intelektualnych możliwości ma twarz Krzysia Zalewskiego, który wykrzykuje osiem gwiazdek i Konfederację na scenie, a w telewizyjnym studiu pyta o petycję, żeby odwołać Trumpa? Czas wyciągnąć wnioski.
Matejko tworzył, by podnieść naród z kolan. Paderewski grał, by świat usłyszał, że Polska ma prawo istnieć. A dzisiejsza awangarda? Holland, Ostaszewska, Stuhr? Cała ta klasa etatowo zatrudniona w fabryce wstydu. Jaki jest ich cel, oprócz tego byśmy zniknęli? Milcząco. Pokornie. W poczuciu winy.
To nie są artyści. To są kołchoźnicy propagandy, których największym osiągnięciem jest owacja na stojąco w Berlinie po pokazie filmu, w którym pogranicznik ma twarz esesmana, a Polska jest laboratorium opresji.
Gdzie ta ich Polska? Gdzie jej bohaterowie? Gdzie wartości, które chcą ocalić? Otóż nigdzie. Bo oni nie chcą ocalać czegokolwiek. Oni chcą rozłożyć Polskę na części, zalać to winą historyczną, okadzić niemiecką nagrodą i pochować pod płaszczem "artystycznej wolności".
Nie da się zbudować państwa, którego elita artystyczna pracuje na jego demontaż. Nie da się zbudować państwa ludźmi, których bardziej obchodzi to, co powie krytyk we francuskiej gazecie, niż to, co poczuje dziecko w polskiej szkole. Nie da się ocalić duszy wspólnoty, w której środowisko artystyczne walczy z własnym narodem. Zastanówcie się nad tym, jak to się stało, że żyjemy w kraju, który sam sobie pisze nekrolog?
I kiedy tak patrzymy, jak nasz świat się rozmywa, jak słowo "Polska” znika z ust tych, którzy powinni je nieść wysoko, być może musimy zapytać nie o nich, ale o nas? Gdzie my w tym wszystkim jesteśmy?
Mam taki apel. Rodzice! Mówcie dzieciom o Polsce. Mówcie, jaka może być – silna, mądra, piękna, jeśli tylko stworzymy jej do tego warunki. Mówcie, że nie musi być obciachem, za który przeprasza się w Brukseli, ale marzeniem, które się realizuje – od szkoły po sejm, od warsztatu aż po scenę. Marzeniem każdego dnia.
Niech Twoje dzieci wiedzą, że nie trzeba się do niczego przypinać, by zmieniać świat. Nie trzeba przyklejać się do asfaltu, by zostawić po sobie ślad.
Trzeba kochać i pracować. Wierzyć i budować. Tak, jak robili to ci, których imiona dziś spychane są z podręczników przez "nowoczesność", "krytyczne myślenie" i grant z Fundacji Batorego.
Powiedzcie im, że z tą Polską – choć tak często wyszydzaną – mogą zrobić rzeczy wielkie. Naprawdę wielkie. Nie przez wstyd, lecz przez dumę.
Jeszcze możemy wygrać ten bój o kulturę, o sens, o narrację, ale nie zrobi tego Holland z tą dziwną panią, odbierającą niemiecką nagrodę w Berlinie, opowiadającą o tym, że to Rosja wybrała Polakom Nawrockiego.
Zrobią to ojcowie, którzy będą opowiadać synom o Pileckim. Matki, które pokażą córkom miłość do ojczyzny nie jako balast, ale jako zaszczyt. Rodziny, które przestaną milczeć, kiedy znów ktoś nazwie Polskę "ciemnogrodem". Rodziny, które powiedzą swoim dzieciom: "nie wstydź się być Polakiem, bo to najpiękniejsza rzecz, jaką możesz mieć w metryce". Proszę Was o to.
Ja takich rodziców miałem. W moim domu była książka o Cichociemnych, o Pileckim, o Wyklętych. Był proces toruński. Był poczet Królów Polskich i album z zamkami w Polsce w takiej grubej okładce. Były zdjęcia z Popiełuszką i ks. Suchowolcem. Ja tylko pytałem i szukałem więcej.
Mamo, Tato! Przepraszam, że czasem tego nie doceniałem. Z całego serca Wam dziękuję, że nadaliście mojemu życiu sens. Dziękuję, bo tak wielu go dziś nie ma.
Wasz 36-letni syn.
Jeśli też masz kogoś, kto zaraził Cię miłością do Polski:
👉Postaw kawę: suppi.pl/lemingopedia
👉Patronuj: patronite.pl/lemingopedia
Dziękuję za każde wsparcie! Dzięki temu powstają kolejne treści.
Niemieckie uderzenie Onetem idzie w prezydenta akurat wtedy, gdy USA decydują się zacieśnić z nami współpracę wojskową.
Nie wiem czy TVN24 to wiarygodne źródło, ale zakładam, że tak.
Lemingopedia retweeted
Podsumujmy dzisiejszy cyrk Onetu w sądzie:
> świadek gubi się w zeznaniach za co upomina ją sam sąd
> ciągłe nie wiem, wydaje mi się, odniosłam wrażenie
> zapytana o rozmowę ze Stankiewiczem nie pamięta jej przebiegu ani ile trwała, ale pamięta co jej powiedział Nawrocki 20 lat temu
> w sumie to pamięta tylko to, ale nie ile tych dziewczyn było, z kim przychodziły, żadnych szczegółów
> jest absolutnie niewiarygodna, współpracowała z Krytyką Polityczną, jest naczelną fighterką ze Strajku Kobiet i marszów równości oraz pracowała w słynnej, owianej złą sławą Zatoce Sztuki i protestowała przeciwko jej zamknięciu
> na domiar TVP i Onet usłużnie tną wypowiedzi lub nie publikują całych żeby narracja się zgadzała
Kompletny blamaż i kompromitacja XD
Lemingopedia retweeted
Poland Selected to Host Historic PAC-3 Missile Maintenance Facility, Strengthening Allied Burden-Sharing and Transatlantic Security - U.S. Department of War - Release | @DeptofWar
war.gov/News/Releases/Releas…
Czyżby to ten profesor, co wdał się w taką wojnę w kampanii wyborczej @NawrockiKn? Naprawdę?! 😂
Ciekawy wpis pani Nataszy Geldon. Autorka opisuje wewnętrzną walkę dotyczącą picia. Przyznaje, że dylemat "pić czy nie pić" stanowi jej osobistą walkę ze stresem, problemami i codziennością.
Zastanawia się nad własnymi nawykami. Pisze o piramidzie butelek pod zlewem i rozważa, co by się stało, gdyby nie miała z czego jej budować.
Sugeruje wykorzystywanie alkoholu do radzenia sobie z rzeczywistością. Zadaje sobie pytanie, czy pije dlatego, że lubi, czy dlatego, że potrzebuje łatwiej znosić otaczający ją świat.
Najważniejszy jest ostatni fragment artykułu. Po rozważaniach o przymusie picia autorka kończy tekst słowami: Hello, I’m Natasha and I think I have a problem after all.
Myślę, że w tej chwili @onetpl też ma problem. Pytanie czy wykorzystał tę kobietę do zbudowania narracji dotyczącej bądź co bądź prezydenta kraju.
medium.com/@natashageldon/co…
No przecież to będzie druga Joanna z Krakowa 😂Reporterka TVN: poza panią Geldon o pracy w Grand Hotelu mówił mężczyzna. - Mówił, że po prostu znał Karola Nawrockiego, że też chodzili razem na piłkę, że byli kolegami, chociaż głównie była to relacja służbowa - relacjonowała reporterka.
- Mówił, że widywał w Grand Hotelu prostytutki, że był to hotel pięciogwiazdkowy. Na pytanie sądu, skąd wie, że były to prostytutki, powiedział, że jest to jego subiektywna ocena wizualna, tak to relacjonował świadek - mówiła Ziółkowska.
- Natomiast powiedział, że nigdy nie widział, żeby Karol Nawrocki miał coś załatwiać, kogoś przyprowadzać. Mówił, że w żadnej rozmowie nie pojawił się ten temat - dodała.
Tymczasem pani Geldon:
Proszę Państwa! O co się zakładamy, że ta pani Natasza Geldon, która zeznaje przed sądem przeciwko Karolowi Nawrockiemu będzie nową Joanną z Krakowa?
Ze śmiechem na ustach czytam relacje z dzisiejszego procesu Onetu z Nawrockim, w którym wystąpiła pani Natasza Geldon, która jest świadkiem, jak na razie jedynym, który nie wycofał się rakiem z zarzutu sutenerstwa wobec prezydenta Nawrockiego. Jak na razie to pani powiedziała, że jej się wydaje, że Nawrocki był alfonsem i jej kiedyś proponował współudział. Dowody? Nie ma i nikt ich nie potwierdza.
"Taka była moja pierwsza myśl, jako bardzo młodej dziewczyny, że to jest prostytutka z alfonsem wchodząca do hotelu" - mówiła przed sądem Natasza Geldon. Jej relacje były podstawą do publikacji, po której Nawrocki wytoczył proces Onetowi. Przypomnę, że pani miała wówczas 19 lat. Nie takie rzeczy się wydają dziewczynom w tym wieku, ale ok.
Screeny z jej profili wrzucam Wam w pierwszym komentarzu, to sobie zobaczcie z kim mamy do czynienia. Najbardziej rozbawiła mnie relacja TVN24. Komedia. Reporterka TVN: poza panią Geldon o pracy w Grand Hotelu mówił mężczyzna. - Mówił, że po prostu znał Karola Nawrockiego, że też chodzili razem na piłkę, że byli kolegami, chociaż głównie była to relacja służbowa - relacjonowała reporterka.
- Mówił, że widywał w Grand Hotelu prostytutki, że był to hotel pięciogwiazdkowy. Na pytanie sądu, skąd wie, że były to prostytutki, powiedział, że jest to jego subiektywna ocena wizualna, tak to relacjonował świadek - mówiła Ziółkowska.
- Natomiast powiedział, że nigdy nie widział, żeby Karol Nawrocki miał coś załatwiać, kogoś przyprowadzać. Mówił, że w żadnej rozmowie nie pojawił się ten temat - dodała. Iks de.
A zobaczcie jakie grzanie ma temat w polskojęzycznych mediach.
Kim jest pani Natasza Geldon? Dziewczyną wspierającą Homokomando, wieloletnią współpracującą Krytyki Politycznej, pracownikiem słynnej Zatoki Sztuki w Sopocie, dziewczyną z profilami społecznościowymi wypełnionymi "wyp***", pisoff i wściekłymi macicami. Natomiast i tak brawa! Dostrzegam progres. To jest faktycznie nieco lepszy materiał na świadka niż Jacula Murański.
Efekt przewiduję ten sam. Tusk przepieprzy wybory, ale najpierw zorganizuje jakiś marsz poparcia dla KO, na który nawet pani Nataszy nie zaprosi, jebaćpisy będą bić pianę przez tydzień, a potem wszystko wróci do normy. I tak poczekamy do kolejnej gównoafery, którą niemieckie media spróbują obrzygać wybranego przez Polaków prezydenta Rzeczpospolitej, bo im nie pasuje.
W tej całej polityczno-medialnej wojnie coraz mniej liczy się to, co można udowodnić, a coraz bardziej to, co można zasugerować. I proszę mnie źle nie zrozumieć. Każdy świadek ma prawo zeznawać. Każdy dziennikarz ma prawo zadawać trudne pytania. Nawet prezydentowi Rzeczypospolitej. Tylko między zeznaniem świadka a telewizyjnym wyrokiem znika najważniejszy etap całej tej zabawy: udowodnienie, że oskarżenie jest prawdziwe. I tego w zeznaniach tej pani nie znajdziecie. Ona nie ma żadnego dowodu i nikt nie chce potwierdzić jej słów.
Popatrzcie, jaki to jest genialny interes. Ktoś przedstawia swoją relację sprzed dwudziestu lat, redakcje robią z tego wielodniowy spektakl, politycy dostają paliwo do kolejnej awantury, Wysockie-Schnepf i Justyny Dobrosz-Oracz będą dziś ślinić mikrofony pianą z ust, a widz ma odnieść wrażenie, że sprawa została już rozstrzygnięta. Jebaćpisom wystarczy.
I tylko ten nieszczęsny sąd psuje całą zabawę, bo zamiast efektownych pasków informacyjnych domaga się dowodów. Nie wiem, jak zakończy się ten proces. Nie wiem, jak sąd oceni wiarygodność poszczególnych świadków. Wiem natomiast, że żadna liczba publikacji, żadna liczba telewizyjnych materiałów i żadna liczba oburzonych komentatorów nie zastąpi ustalenia prawdy.
Po sieci już lata żart, że sąd potwierdził obecność ku*ew w pobliżu prezydenta, ale okazało się, że wszystkie są dziennikarzami Onetu. I tym radosnym akcentem zakończę tekst.
Jeśli też uważasz, że to powtórka z rozrywki i doceniasz moją pracę, postaw kawkę: suppi.pl/lemingopedia
Ta sytuacja jeszcze raz pokazuje, że trzeba zrobić porządek na tym utytłanym niemieckim obornikiem polu medialnym i nigdy więcej nie cofnąć nogi, bo potem miotają Polakami jak najgłupszą masą, bo zwyczajnie mogą. Bo nikt im nic nie zrobi.
Lemingopedia retweeted
Sąd potwierdził obecność kurew w pobliżu prezydenta, okazało się jednak, że wszystkie są dziennikarzami Onetu.
Lemingopedia retweeted
Człowiek głęboko uwikłany w powiązane z Rosją sieci utkane przez Gerharda Schrodera i Waltera Steinmeiera. Według przecieków, jako doradca Olafa Scholza usiłował powstrzymać partnerów Niemiec przed wsparciem obrony Ukrainy. Forsował strategię spokojnego wyczekiwania upadku Kijowa - im szybciej, tym lepiej. Według doniesień mediów rosyjskich - w regularnym kontakcie z doradcą Władimira Putina - Jurijem Uszakowem. Z polskiego punktu widzenia - osoba szalenie niebezpieczna.
Bezpieczeństwo Polski, ale też całej Europy wymaga silnych partnerstw, współdziałania i koordynacji działań w ramach NATO oraz Unii Europejskiej.
Polska i Niemcy mają wspólne interesy w obszarze bezpieczeństwa i wiele wyzwań, na które musimy odpowiadać razem. Dlatego konsekwentnie rozwijamy nasze relacje bilateralne, stawiając na dialog i konkretne działania w obszarze obronności.
Ciekawe jak inwestorzy zagraniczni odbiorą informację o tym, że wicepremierem rządu zostaje gość, który zadłużył własne państwo na niebotyczną kwotę, a nie ma żadnych efektów, żadnych inwestycji strategicznych?
Andrzej Domański i TVP kręcą spin, że inwestorzy zagraniczni będą zaniepokojeni oraz źle przyjmą informację o braku powołania go na stanowisko wicepremiera XD
Już widzę, jak międzynarodowe korporacje czy całe państwa spoglądają z ekstazą na tę wielką, historyczną nominację XDDDDDDDD
Zaraz się okaże, że ego Domańskiego przebije nawet ego dwugodzinnego prezydenta.
U nas to maski spadają szybciej niż turbany. Czarno na białym możecie zobaczyć, komu służą media w Polsce, kogo biorą w obronę, kogo niszczą i kto w tej palecie stara się robić Was w maharadżę.
Chciałbym, żebyście poświęcili chwilę na porównanie dwóch wydarzeń z ostatnich tygodni. Pamiętacie wizytę prezydenta @NawrockiKn na Filipinach? Podczas oficjalnego wyjazdu spotkał się z Mannym Pacquiao, jedną z największych legend światowego boksu, byłym senatorem i człowiekiem zaangażowanym w życie publiczne swojego kraju. Panowie odbyli krótki trening bokserski, którego nagranie obiegło świat, wolumen liczony w miliardach. Top liga jeśli chodzi o komunikację.
Wydawałoby się, że trudno zrobić z tego narodową tragedię. A jednak! Tomasz Lis nazywał prezydenta gangusem, @poselTTrela mówił o kompromitacji, wstydzie i dziadostwie, a Michał Szczerba kpił, że to poziom gangusów z miasta. Skala politycznych emocji wokół krótkiego treningu była naprawdę zastanawiająca.
Przenieśmy się teraz do Indii. @donaldtusk podczas oficjalnej wizyty otrzymuje od premiera stanu Karnataka tradycyjne nakrycie głowy, będące wyrazem szacunku wobec gościa. Warto to podkreślić: sam gest gospodarzy ma określone znaczenie kulturowe i nie ma niczego niewłaściwego w jego przyjęciu. Tyle że internet rządzi się własnymi prawami. Zdjęcia premiera w turbanie błyskawicznie stają się materiałem na memy, żarty i przeróbki. Przerobiony Tusk, któremu Nawrocki zdejmuje czapeczkę, musiał strasznie zaboleć...
I nie uwierzycie! @bweglarczyk i @sekielski, prowadzący program "Naczelni" w Onecie, również zakładają turbany. Zamiast odcinać się od internetowych żartów, sami stają się ich uczestnikami. Można uznać, że to po prostu humorystyczny gest. Nic bardziej mylnego. W socjotechnice i komunikacji istnieje zjawisko przechwytywania narracji. Wyobraźcie sobie, że ktoś zostaje obiektem masowych żartów. Internet produkuje kolejne memy, ludzie się śmieją, a bohater wydarzenia nie kontroluje już sposobu, w jaki jest przedstawiany. Można próbować walczyć z każdym żartem. Można się oburzać, tłumaczyć i protestować, ale często prowadzi to tylko do jeszcze większej popularności memów.
Istnieje jednak inna możliwość. Skoro nie można zatrzymać żartu, można spróbować stać się jego współautorem. Wtedy symbol, który miał ośmieszać, zostaje przejęty. Żart zaczyna funkcjonować również po stronie tych, którzy sympatyzują z jego pierwotnym bohaterem. Krytycy tracą wyłączność na nadawanie mu znaczenia. To jest właśnie istota przechwytywania narracji, a zarazem zmiany ramy interpretacyjnej.
Widz nie musi już oglądać polityka jako obiektu drwin. Może zobaczyć człowieka z dystansem do siebie, a wokół niego dziennikarzy, którzy potrafią zażartować z sytuacji. W ten sposób potencjalna kompromitacja może zostać przekształcona w sympatyczną anegdotę. Co więcej, taki zabieg może również odwrócić uwagę od pierwotnej krytyki. Zamiast rozmawiać o zachowaniu polityka, zaczynamy rozmawiać o poczuciu humoru jego przeciwników. Ci, którzy żartują, mogą zostać przedstawieni jako ludzie pozbawieni szacunku dla tradycji albo zwyczajnie przesadzający.
Czy właśnie taki cel przyświecał dziennikarzom Onetu? Oczywiście, że tak! Tego samego dnia Donald Tusk wypuszcza roleczkę gdzie śmieje się z generowanego filmiku, jak wcina ciastko na tle hinduskich dzieciaków. Szłapka tego nie wymyślił więc brawo panowie naczelni za obronę Tuska, choć trzeba przyznać, wyraźnie spóźnioną, przez co nieskuteczną. Dla bańki wystarczy :)
Dziękujemy panie Donaldzie! Dzięki temu obnażył pan znów partię Onet, współkoalicjanta i potulnych redaktorów dziennikarzy, którzy wciąż szukają dowodów na to, że Nawrocki woził dziewczyny do Grand Hotelu, bo na razie nawet kurtyzany nie chciały zeznać nieprawdy i okazały się bardziej honorowe niż kudemą Jacula Murański. Znamienne, nie?
I dlatego zachęcam Państwa do prostego eksperymentu. Porównajcie sami komentarze po treningu Nawrockiego z Pacquiao z reakcjami na turban Tuska w Indiach.
Zobaczcie, kto kpił, kto bronił, kto tłumaczył kontekst i kto potrafił zachować jednakowe standardy wobec obu polityków. Sprawdźcie również, kto jest właścicielem mediów, które kształtują Waszą opinię o Polsce - czy są to polskie firmy, czy koncerny niemieckie, szwajcarskie albo należące do innych zagranicznych inwestorów.
A przede wszystkim oceńcie, czy otrzymujecie informacje, na podstawie których możecie wyrobić sobie własne zdanie, czy gotowe interpretacje, podporządkowane sympatiom politycznym komentatorów.
Uderzyliśmy w stół, odezwały się nożyce.
👉 Doceniasz to, co piszę? Postaw kawę tutaj: suppi.pl/lemingopedia
Znacie @dagmara_adamiak? To taka aktywistka od wszystkiego, po której Tusk wjechał na stołek jak po łysej kobyle i wesoło intonował "tabadej", a tej nawet teraz z pańskiego stołu okruszek nie spadł?
Otóż Dagmara nie zbacza z raz obranej drogi. W obliczu demolowania francuskich miast nagrała filmik, w którym tłumaczyła - i tu naprawdę nie żartuję - że, "młodzi wyszli we Francji na ulice, żeby zawalczyć z drożyzną, a prawaki kłamią, że to imigranci robią zamieszki".
Pomyślcie sobie, jak trzeba nienawidzić prawdy, żeby wobec wszystkich, absolutnie wszystkich faktów w tej sprawie, robić taką kurtyzanę z logiki pod własnym nazwiskiem? A ona robi. Ludzie są niesamowici.
Zgłębiłem jednak kilka artykułów i muszę powiedzieć Wam, że po tym wszystkim co przeczytałem, gdybym miał wyobrazić sobie taką umowną rozemocjonowaną "Dżesikę", którą TVN z Tuskiem wykorzystał do cna i wytarł o nią buty wchodząc do Sejmu, to miałaby twarz Dagmarki.
Zupełnie szczerze, to jest mi jej nawet szkoda. Trochę. No dobra... prawdę powiem, bo szczery chłopak jestem. W ogóle nie jest mi jej szkoda i uważam, że o takich pożytecznych idiotach to powinno się filmy katastroficzne robić.
Jest sierpień 2021 rok. Wszyscy na wakacjach, lody, piwerko, a Dagmara drze ryja na proteście w sprawie tzw. "lex TVN". Cytuję: "Jest bardzo źle. Cieszę się, że stawiliście się tutaj tak licznie, ale ja robię mnóstwo protestów i was tam nie ma. Stoimy w 5-10 osób i piszą do mnie młodzi ludzie, że jest im bardzo źle! Wolicie grillować, siedzieć w Kaskadzie, a to jest nasze życie. Myślicie sobie "To tylko TVN, tylko media". Tylko konstytucja, tylko prawa kobiet, tylko sądy, tylko Trybunał Konstytucyjny, tylko Unia Europejska, tylko Stany Zjednoczone, tylko dzieci, pielęgniarki, nauczyciele, rolnicy, system edukacji, marsze równości, geje, lesbijki, dyskryminacja, mowa nienawiści, wykluczenie, poniżanie, przemoc policyjna, gazowanie, przesłuchiwanie na komisariatach, pałowanie nas! Czy wiecie jaka to jest poważna sprawa?!".
No wiecie jaka to jest poważna sprawa? Dobro strategiczne! Najśmieszniejsze, że ten TVN sprzedano bez żadnych ceregieli właśnie za Tuska.
Jest styczeń 2021 roku. Piździ jak w budżecie u Domańskiego. A Dagmara? A Dagmara drze ryja: "Od trzech miesięcy kobiety w miastach i miasteczkach wychodzą na ulice i mówią, że nie! Że chcemy decydować o sobie, o swoim życiu! Że nie możemy być rozliczani na podstawie moralności Kościoła, bo nie jesteśmy państwem wyznaniowym! Nie zgadzamy się na to, aby nas tak traktowano. Jesteśmy państwem świeckim, więc, Julio Przyłębska, to nieprawda, że postępujesz zgodnie z prawem i że nie ma na to wpływu polityka. Ten wyrok jest całkowicie polityczny. Nie, nie będziemy rodzić dzieci, które zaraz po urodzeniu umrą, bo nie zasługujemy na takie cierpienie.".
No i niby nie państwo wyznaniowe, a Dagmarce Tusk obiecał nawet likwidację Funduszu Kościelnego, ale... no nie zgadniecie... nie zostało to zrealizowane. Mało tego! Jak rządził ten pieprzony PiS, to na Fundusz Kościelny wydawano rocznie 140 mln, a w projekcie budżetu na 2027 rok przewidziano na niego... 283,56 mln zł, czyli kolejny rekord.
A i to jeszcze nic. Jest lipiec 2023. Nastroje rewolucyjne. Pamiętacie Joannę z Krakowa, co w sumie okazała się draq qeen z zaburzeniami fest, na opowieści której Tusk zrobił cały marsz, a jej nawet nie zaprosił na niego?
Domyślacie się, kto wtedy darł japę? Dobrze myślicie. Dagmara: "Wrzucając głos do urny, głosujcie na ludzi, dla których ważne są nasze prawa i nasze wolności. A wy, policjanci i ginekolodzy oraz faceciki z samochodu (to była riposta skierowana do przejeżdżających w aucie mężczyzn, którzy krzyczeli: "zamknij tą mordę") albo jesteście z nami, albo jesteście przeciwko nam, albo jesteście ze swoimi żonami, partnerkami, córkami, siostrami, matkami, babciami, przyjaciółkami, koleżankami, albo wybieracie niskie podatki ponad wszystko, bo nie wiecie, jak to jest nie mieć podstawowego prawa do swojego ciała.".
No i jak tam Dagmara? Zagłosowałaś na tych ludzi, dla których Twoje prawa i Twoje wolności są ważne? I teraz koleżaneczki zapieprzają po Polsce w poszukiwaniu porodówki, bo te Twoje prawa były dla nich tak ważne, że kazali rodzić kobietom na SOR, między pijanymi i poszkodowanymi? Aborcji jak nie miałaś, tak nie masz, ale za to starsze koleżanki mają biuro pod samym Sejmem i rozstawiły abortomaty, żeby na większą skalę handlować francuskimi specyfikami.
A wiecie kto protestował, żądając pomocy dla "uciekających przed talibami Afgańczyków i koczujących na granicy polsko-białoruskiej uchodźców"? Dobrze myślicie! Dagmara!
"Ja chcę krzyczeć. Dla wszystkich kobiet w Afganistanie, w Białorusi, z Ukrainy i z całego świata, które każdego dnia walczą o naszą wolność" – darła japę, tradycyjnie.
No i elegancko. Donald z pogłosem do dziś chwalą się, że uszczelnili płot, piszą wpisy, że znów tam kogoś deportowali, a skuteczność polskich służb granicznych to 99%.
I wiesz Dagmara, co jest w tym wszystkim najbardziej zastanawiające? Że Ty nie wyciągasz żadnych wniosków. Bo przecież nie chodzi o to, żeby wyśmiewać człowieka za to, że w coś wierzył, wychodził na ulice, protestował i próbował zmieniać świat. Nawet jeżeli robił to w sposób, który innym wydawał się kompletnie absurdalny.
Natomiast przychodzi taki moment, w którym trzeba sobie odpowiedzieć na jedno, cholernie niewygodne pytanie: czy naprawdę walczyło się o wartości, czy tylko o to, żeby władzę sprawowali ludzie, którym te wartości najgłośniej wychodziły z ust?
Bo wiecie, w Polsce krzyczeć przeciwko władzy to żadna sztuka. W Polsce można z tego zrobić zawód, karierę, a przy odpowiednio głośnym darciu japy, nawet posłem się zostaje.
Prawdziwy egzamin zaczyna się dopiero wtedy, kiedy do władzy dochodzą ci, którym wcześniej biliśmy brawo. Wtedy dopiero okazuje się, czy prawa kobiet były prawami kobiet, czy tylko hasłem na transparent. Czy świeckie państwo było rzeczywistym postulatem, czy takim lepem na rozemocjonowane Dagmarki. Czy uchodźca pozostaje człowiekiem również wtedy, kiedy deportuje go nasz ulubiony premier. I czy wolność, konstytucja oraz praworządność znaczą dokładnie to samo niezależnie od tego, kto akurat siedzi w ministerialnym fotelu.
I widzisz Dagmara? Jest problem. Bo okazało się, że zasady zmieniają się wraz z nazwiskiem premiera. Czyli to nie były żadne zasady, tylko polityczne dekoracje.
Polityków można wymienić. Premierów można odwołać. Partie można wysłać do opozycji, ale czasu, który człowiek poświęcił na bezkrytyczną wiarę w polityczne obietnice, nikt mu już nie odda.
I z takiej lekcji to już warto wyciągać wnioski. I z tej Francji też. Bo nie wiem Dagmara, kto ci jeszcze uwierzy, że te rosłe, silne chłopy, okradające dobytek życia rdzennych Francuzów, palące wszystko, co spotkają na drodze, to zatroskana o poziom kształcenia młodzież gimnazjów, którą głód wiedzy spowodowany przedłużającym się remontem biblioteki, pcha do wynoszenia dobytku z Louis Vuitton.
Słowem mówiąc, Dagmara zlituj się. Masz 30 lat dziewczyno i nie będziesz miała mniej. Czas na dorosłość. Ogarnij się. Jak długo można bezrefleksyjnie drzeć japę? Ile razy można dać się nabrać na te same obietnice, ile razy wyjść na ulicę w obronie tych samych haseł, żeby w końcu zorientować się, że ktoś zrobił sobie z naszego zaangażowania trampolinę do władzy? Przecież w życiu każdego człowieka powinien nadejść taki moment, w którym emocje ustępują miejsca refleksji, a ślepa wiara zaczyna przegrywać ze zdrowym rozsądkiem. Nawet w Twoim. Jesteś bystrą dziewczyną i musisz to widzieć.
👉 Jeśli też uważasz, że przez takie bezrefleksyjne "Dżesiki" ubabrano nas w trwający już trzy lata syf, postaw poniedziałkową kawkę: suppi.pl/lemingopedia
Dziękuję za każde wsparcie, bo to dla mnie ogromna motywacja! Wspólnie uświadamiajmy Polaków i pokazujmy im, w co naprawdę wdepnęli.

































