Chyba już MiGa więcej nie będzie...
Koniec Miga - śmierć, która przeszła bez echa.
W ZSRR biura konstrukcyjne funkcjonowały jako samodzielne jednostki organizacyjne, a zakłady były zupełnie oddzielnymi przedsiębiorstwami. Dlatego nie było czegoś takiego jak firma Tupolew czy firma Iliuszyn. Na przykład Iły-18 produkowano w Zakładzie „Znamia Truda” na moskiewskiej Chodynce, Ił-62 w zakładzie w Kazaniu, a Ił-86 i Ił-96 – w Woroneżu. Bombowce Tu-95 i pasażerskie Tu-154 powstawały w Kujbyszewie (dziś Samara), ale naddźwiękowe Tu-144 w Woroneżu, zaś bombowce naddźwiękowe Tu-22, Tu-22M i Tu-160 – w Kazaniu.
Kiedy rozpadł się ZSRR, biura konstrukcyjne zaczęto łączyć w korporacje z zakładami produkcyjnymi. Na przykład w skład RSK MiG, poza dawnym biurem konstrukcyjnym OKB-155 Mikojana i Gurewicza, weszły Zakłady „Sokół” w Niżnym Nowogrodzie, gdzie produkowano MiG-31, i Zakład Łuchowice pod Moskwą, gdzie powstawały MiG-29. W skład OAO Suchoja weszły zakłady w Komsomolsku nad Amurem (KNAAPO) produkujące Su-35, w Nowosybirsku produkujące Su-34 oraz w Irkucku, wytwarzające Su-30. Producentem Su-25 był zakład w Tbilisi, więc wyleciał z gry, bo został w Gruzji. Natomiast obecną AO Tupolew tworzy biuro konstrukcyjne w Moskwie i zakład w Kazaniu (KAZ). I właśnie ta korporacja ma największe możliwe zadłużenie w Rosji.
Legendarny RSK MiG przestał istnieć, a samoloty znane pod tą marką właściwie całkowicie przejdą do historii.
Dawne biuro konstrukcyjne na Polu Chodyńskim zlikwidowano, a grunty wyprzedano w czerwcu 2022 roku, wraz z ostatecznym włączeniem całości struktur do korporacji OAK (Zjednoczona Korporacja Lotnicza). W tym przełomowym momencie funkcję Dyrektora OKB im. A.I. Mikojana (oraz Zastępcy Dyrektora Zarządzającego ds. Lotnictwa Operacyjno-Taktycznego) pełnił Andriej Niedosiekin. Teraz przeszedł on do pracy w OKB Suchoja jako kierownik komórki wydzielonej z dawnego MiGa. W 2024 r. jego dotychczasowe stanowisko objął Aleksiej Matwiejew, wywodzący się bezpośrednio z biura Suchoja i to był właściwie koniec MiGa.
Z dawnego imperium MiGa pozostały jedynie rozproszone zakłady produkcyjne. Kompleks „Sokół” w Niżnym Nowogrodzie (niegdyś Gorki) jest utrzymywany przez państwo głównie z powodu wsparcia technicznego – remontów, napraw i produkcji części zamiennych dla ciężkich myśliwców przechwytujących MiG-31, ale już w ramach korporacji OAK. Ponadto fabryka produkuje komponenty dla samolotu szkolnego Jak-130 i miała dostarczać elementy dla pasażerskiego MS-21, jednak ten ostatni program zmaga się z ogromnymi opóźnieniami i problemami z substytucją importowanych części.
Z kolei Zakład Łuchowicki w ramach struktur OAK ma produkować nowe samoloty komunikacji regionalnej Ił-114. Ten program również faktycznie leży po katastrofie prototypu i z powodu permanentnych problemów z silnikami TW7-117ST. Choć OAK zapewnia wprawdzie, że marka „MiG” zostanie utrzymana w celach marketingowych, to bez nowych, własnych projektów i niezależnego zaplecza inżynieryjnego staje się ona jedynie historyczną maskotką i nie wiadomo, czy kiedykolwiek jeszcze pojawi się jakiś MiG.
Na zdjęciach
Lim-5 czyli MiG-17F produkowany z licencji w WSK Mielec.
Fot. Michał Fiszer
MiG-21MF Z 41. PLM Malbork, 1992 r.
Fot. Michał Fiszer
MiG-23MF z 28. PLM Słupsk w Powidzu, 1991 r.
Fot. Michał Fiszer
Para MiG-29 i MiG-29UB po starcie z Mińska, końcówka 1. PLM "Warszawa", 2008 r.
Fot. Michał Fiszer
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Musiało ich trafić, bo zalew russkich trolli (połowa po rosyjsku) pod tym postem wyrąbał w kosmos
Znaczy, na miękkie trafiło....
Pierwotne przyczyny wojny z Ukrainą
Według Putina
Prezydent Rosji Władimir Putin wykorzystał swoje rozmowy telefoniczne z 27 października z prezydentem Finlandii Alexandrem Stubbem oraz premierem Norwegii Jonasem Gahrem Store, aby powtórzyć długoletnie żądania Moskwy wobec Ukrainy i ponownie sformułować roszczenia Moskwy, że ekspansja NATO jest jedną z „przyczyn źródłowych” wojny. Putin stwierdził również, że „przyczyny źródłowe” (zwane też pierwotnymi) muszą zostać rozwiązane jako warunki wstępne dla jakichkolwiek przyszłych negocjacji pokojowych.
Zaraz, czyli napadł na Ukrainę, bo NATO się poszerzyło na wschód po 1997 r.? I to jest „pierwotna przyczyna wojny”? Powrót tych państw do rosyjskiej strefy wpływów? Wszystkich, łącznie z Finlandią i Szwecją? One nie mogą być w NATO, bo to wywołało wojnę, czyli Rosja napadła najpierw na Ukrainę, ale tak naprawdę to chodzi jej o wszystkie państwa, jakie wstąpiły do NATO po 1997 r. Wszystkie mają wrócić pod skrzydła Moskwy, bo nie ma czegoś takiego jak bycie neutralnym w tej części Europy. Albo się jest ze Wschodem, albo z Zachodem. A my głupi myśleliśmy, że wojna jest o Ukrainę… A tu nie, „pierwotne przyczyny wojny” dotyczą całek Europy Środkowej. I wojna się nie skończy, dopóki to one nie zostaną wyeliminowane.
Dotąd interpretowaliśmy (w gronie analityków) te „pierwotne przyczyny wojny” jako ogłoszone na początku wojny „denazyfikację” (zmiana władzy na spolegliwą wobec Moskwy) i „demilitaryzację” (zablokowanie integracji Ukrainy z NATO, a także z UE). A tymczasem to idzie dalej. To nie jest wojna z Ukrainą. Co prawda sama operacja militarna jest prowadzona póki co tylko w Ukrainie, ale inne rodzaje wojny (informacyjna, hybrydowa, agenturalna) już są rozkręcone na dobre. Jeśli te starcia przegramy, to mają nas w garści.
A jak już przejmą kontrolę nad Europą Środkową, to się nagle okaże, że teraz zagrożeniem są Niemcy. Ale to już kolejny etap, ogólnie zapisany w koncepcji „budowy świata wielobiegunowego” i bardziej szczegółowo ogłoszony przez Putina na ostatnim posiedzeniu Klubu Wałdajskiego.
Ale dobrze wiedzieć o co toczy się ta obecna wojna. To nie jest żart o czym codziennie trąbią rosyjscy propagandziści, że Rosja walczy z całym Zachodem, operacja wojskowa jest póki co tylko w Ukrainie, ale wojna jest już rozpoczęta. I Rosja jej nie skończy, dopóki nie „wyeliminuje pierwotnych przyczyn wojny” – nie wróci ze swoją władzą do całej Europy środkowej. Swoją drogą trzeba mieć tupet, żeby wprost powiedzieć to prezydentowi Finlandii, którą to również dotyczy. To będzie taki trochę nowy rosyjski nabytek, no ale póki co to dawnego NRD nie mogą jeszcze odzyskać. Wszystko w swoim czasie. Na NRD z zachodnią przystawką jeszcze przyjdzie czas.
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Pierwotne przyczyny wojny z Ukrainą
Według Putina
Prezydent Rosji Władimir Putin wykorzystał swoje rozmowy telefoniczne z 27 października z prezydentem Finlandii Alexandrem Stubbem oraz premierem Norwegii Jonasem Gahrem Store, aby powtórzyć długoletnie żądania Moskwy wobec Ukrainy i ponownie sformułować roszczenia Moskwy, że ekspansja NATO jest jedną z „przyczyn źródłowych” wojny. Putin stwierdził również, że „przyczyny źródłowe” (zwane też pierwotnymi) muszą zostać rozwiązane jako warunki wstępne dla jakichkolwiek przyszłych negocjacji pokojowych.
Zaraz, czyli napadł na Ukrainę, bo NATO się poszerzyło na wschód po 1997 r.? I to jest „pierwotna przyczyna wojny”? Powrót tych państw do rosyjskiej strefy wpływów? Wszystkich, łącznie z Finlandią i Szwecją? One nie mogą być w NATO, bo to wywołało wojnę, czyli Rosja napadła najpierw na Ukrainę, ale tak naprawdę to chodzi jej o wszystkie państwa, jakie wstąpiły do NATO po 1997 r. Wszystkie mają wrócić pod skrzydła Moskwy, bo nie ma czegoś takiego jak bycie neutralnym w tej części Europy. Albo się jest ze Wschodem, albo z Zachodem. A my głupi myśleliśmy, że wojna jest o Ukrainę… A tu nie, „pierwotne przyczyny wojny” dotyczą całek Europy Środkowej. I wojna się nie skończy, dopóki to one nie zostaną wyeliminowane.
Dotąd interpretowaliśmy (w gronie analityków) te „pierwotne przyczyny wojny” jako ogłoszone na początku wojny „denazyfikację” (zmiana władzy na spolegliwą wobec Moskwy) i „demilitaryzację” (zablokowanie integracji Ukrainy z NATO, a także z UE). A tymczasem to idzie dalej. To nie jest wojna z Ukrainą. Co prawda sama operacja militarna jest prowadzona póki co tylko w Ukrainie, ale inne rodzaje wojny (informacyjna, hybrydowa, agenturalna) już są rozkręcone na dobre. Jeśli te starcia przegramy, to mają nas w garści.
A jak już przejmą kontrolę nad Europą Środkową, to się nagle okaże, że teraz zagrożeniem są Niemcy. Ale to już kolejny etap, ogólnie zapisany w koncepcji „budowy świata wielobiegunowego” i bardziej szczegółowo ogłoszony przez Putina na ostatnim posiedzeniu Klubu Wałdajskiego.
Ale dobrze wiedzieć o co toczy się ta obecna wojna. To nie jest żart o czym codziennie trąbią rosyjscy propagandziści, że Rosja walczy z całym Zachodem, operacja wojskowa jest póki co tylko w Ukrainie, ale wojna jest już rozpoczęta. I Rosja jej nie skończy, dopóki nie „wyeliminuje pierwotnych przyczyn wojny” – nie wróci ze swoją władzą do całej Europy środkowej. Swoją drogą trzeba mieć tupet, żeby wprost powiedzieć to prezydentowi Finlandii, którą to również dotyczy. To będzie taki trochę nowy rosyjski nabytek, no ale póki co to dawnego NRD nie mogą jeszcze odzyskać. Wszystko w swoim czasie. Na NRD z zachodnią przystawką jeszcze przyjdzie czas.
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Michał Fiszer retweeted
Tupolew na kroplówce
Kondycja finansowa OA Tupolew jest po prostu katastrofalna. Firma generuje miliardowe straty, tonie w długach, a jej przetrwanie zależy wyłącznie od kroplówki finansowej z budżetu państwa (Rostiechu). Do tego doszedł wyrok sądu nakazujący natychmiastową zapłatę 11,7 miliarda rubli z powodu prawomocnie przegranego procesu z koncernem naftowym Tatnieft. Zakłady w Kazaniu miały dostarczyć liniom UVT Aero (zależnm od Tatnieftu) cztery samoloty Tu-214, ale nie zdołano wyprodukować dla nich ani jednego. Łącznie od 1996 r. zbudowano ich tylko 36, z czego jeden w 2024 r. i jeden w 2025 r. Jeden dla Ministerstwa Przemysłu i Handlu (Minpromtorg), a drugi dla państwowej grupy ubezpieczeniowej SOGAZ, która ubezpiecza m.in. projekty Gazpromu i Rostiechu. W 2026 r. zbudowano w Kazaniu cały jeden samolot Tu-214, który ma zostać przekazany Ministerstwu ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Rosji. Najśmieszniejsze jest to że Aerofłot, który wcześniej zamówił 40 Tu-214, od 2024 r. ich nie chce, bo samoloty te są kompletnie przestarzałe, mają m.in. trójosobową załogę (z inżynierem pokładowym), podczas gdy świat od lat 70. przeszedł na dwuosobowe załogi lotnicze. Aby całkowicie nie pogrążyć Tupolewa wizerunkowo, Kreml zmusił Aerofłot do zachowania szczątkowego zamówienia na 11 Tu-214. Problem polega na tym, że Aerofłot zgodził się na to, ale postawił warunki unowocześnienia samolotu, czego OA Tupolewa nie jest w stanie zrobić wobec sankcji i braku wolnych środków finansowych. A zatem te 11 zamówionych Tu-214, to kompletnie martwy zapis.
Właściwie Tupolew mógłby upaść z hukiem, gdyby nie zamówienie na nowe bombowce strategiczne Tu-160M. W rzeczywistości od ogłoszenia reaktywacji programu w 2015 roku i podpisania kontraktu w 2018 roku na 10 maszyn, do końca 2026 roku zdołano dostarczyć zaledwie od cztery. Pierwszy nowy egzemplarz oblatano w styczniu 2022 r. (o nazwie własnej „Walentina Tierieszkowa”) i wraz z drugim zbudowanym w lutym 2024 r. przekazano go wojsku. Ale to było oszustwo, te niby „fabrycznie nowe” w rzeczywistości powstało przy użyciu niedokończonych kadłubów i elementów skrzydeł z czasów ZSRR, które przez trzy dekady gniły w halach kazańskich zakładów KAZ. Jakimś cudem w 2025 r. i 2026 r. oddano kolejne dwa, choć odbyło się to z wielkim trudem. Jednocześnie trwają remonty starszych Tu-160 połączonych z ich modernizacją do wersji Tu-160M2, ale te potrafią się przeciągać nawet do pięciu lat! Gdyby nie ta produkcja jednego starego samolotu pasażerskiego i jednego bombowca rocznie, to całe przedsiębiorstwo Tupolewa już by zostało wyprzedane przez syndyka. Najgorzej jednak, że kończą się zapasy zgromadzonych części i komponentów powstałych jeszcze w latach 90., nie jest więc pewne czy Kazań będzie w stanie wytwarzać kolejne „nowe” samoloty…
Tymczasem propagandziści poinformowali o dostawie nowych, nowo wyprodukowanych Tu-160M. Ale to już taka fikcja literacka, że dla ilustracji posłużono się paskudnym AI slopem, który został wykonany wyjątkowo nieudolnie. Samolot ma tu... sześć silników!
Zamieszczam te nieudolne AI, żeby pokazać, jak bardzo leży Tu(pełny)polew.
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Tupolew na kroplówce
Kondycja finansowa OA Tupolew jest po prostu katastrofalna. Firma generuje miliardowe straty, tonie w długach, a jej przetrwanie zależy wyłącznie od kroplówki finansowej z budżetu państwa (Rostiechu). Do tego doszedł wyrok sądu nakazujący natychmiastową zapłatę 11,7 miliarda rubli z powodu prawomocnie przegranego procesu z koncernem naftowym Tatnieft. Zakłady w Kazaniu miały dostarczyć liniom UVT Aero (zależnm od Tatnieftu) cztery samoloty Tu-214, ale nie zdołano wyprodukować dla nich ani jednego. Łącznie od 1996 r. zbudowano ich tylko 36, z czego jeden w 2024 r. i jeden w 2025 r. Jeden dla Ministerstwa Przemysłu i Handlu (Minpromtorg), a drugi dla państwowej grupy ubezpieczeniowej SOGAZ, która ubezpiecza m.in. projekty Gazpromu i Rostiechu. W 2026 r. zbudowano w Kazaniu cały jeden samolot Tu-214, który ma zostać przekazany Ministerstwu ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Rosji. Najśmieszniejsze jest to że Aerofłot, który wcześniej zamówił 40 Tu-214, od 2024 r. ich nie chce, bo samoloty te są kompletnie przestarzałe, mają m.in. trójosobową załogę (z inżynierem pokładowym), podczas gdy świat od lat 70. przeszedł na dwuosobowe załogi lotnicze. Aby całkowicie nie pogrążyć Tupolewa wizerunkowo, Kreml zmusił Aerofłot do zachowania szczątkowego zamówienia na 11 Tu-214. Problem polega na tym, że Aerofłot zgodził się na to, ale postawił warunki unowocześnienia samolotu, czego OA Tupolewa nie jest w stanie zrobić wobec sankcji i braku wolnych środków finansowych. A zatem te 11 zamówionych Tu-214, to kompletnie martwy zapis.
Właściwie Tupolew mógłby upaść z hukiem, gdyby nie zamówienie na nowe bombowce strategiczne Tu-160M. W rzeczywistości od ogłoszenia reaktywacji programu w 2015 roku i podpisania kontraktu w 2018 roku na 10 maszyn, do końca 2026 roku zdołano dostarczyć zaledwie od cztery. Pierwszy nowy egzemplarz oblatano w styczniu 2022 r. (o nazwie własnej „Walentina Tierieszkowa”) i wraz z drugim zbudowanym w lutym 2024 r. przekazano go wojsku. Ale to było oszustwo, te niby „fabrycznie nowe” w rzeczywistości powstało przy użyciu niedokończonych kadłubów i elementów skrzydeł z czasów ZSRR, które przez trzy dekady gniły w halach kazańskich zakładów KAZ. Jakimś cudem w 2025 r. i 2026 r. oddano kolejne dwa, choć odbyło się to z wielkim trudem. Jednocześnie trwają remonty starszych Tu-160 połączonych z ich modernizacją do wersji Tu-160M2, ale te potrafią się przeciągać nawet do pięciu lat! Gdyby nie ta produkcja jednego starego samolotu pasażerskiego i jednego bombowca rocznie, to całe przedsiębiorstwo Tupolewa już by zostało wyprzedane przez syndyka. Najgorzej jednak, że kończą się zapasy zgromadzonych części i komponentów powstałych jeszcze w latach 90., nie jest więc pewne czy Kazań będzie w stanie wytwarzać kolejne „nowe” samoloty…
Tymczasem propagandziści poinformowali o dostawie nowych, nowo wyprodukowanych Tu-160M. Ale to już taka fikcja literacka, że dla ilustracji posłużono się paskudnym AI slopem, który został wykonany wyjątkowo nieudolnie. Samolot ma tu... sześć silników!
Zamieszczam te nieudolne AI, żeby pokazać, jak bardzo leży Tu(pełny)polew.
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Jeszcze przypomnę
Dalsze użycie bojowe F-16 w Izraelu
Fragment książki, jaka poszła do korekty
W 1993 r. F-16C/D Block 30 i Block 40 z baz Ramat Dawid i Chacor zaczęły operować z amerykańskimi zasobnikami nawigacyjno-celowniczymi AN/AAQ-13 i AN/AAQ-14 LANTIRN. Operacja „Odpowiedzialność” (Mivtza Din VeHeshbon) była tygodniową, zmasowaną kampanią lotniczo-artyleryjską Sił Obronnych Izraela (IDF) w południowym Libanie w okresie 25 lipca – 31 lipca 1993 r. W jej ramach 101. Dywizjon wykonał 18 uderzeń na cele naziemne, a 117. Dywizjon - 22 uderzenia na cele naziemne, a także wiele misji osłony powietrznej własnych wojsk. Pierwsza faza skupiła się na izolacji pola walki. Myśliwce F-16C/D zaatakowały mosty na rzekach (Litani i Zahrani), paraliżując drogi ucieczki i zaopatrzenia. Potem zgodnie ze strategią premiera Icchaka Rabina, lotnictwo i artyleria zaczęły systematycznie bombardować obrzeża oraz centra blisko 90 libańskich wiosek i miast (takich jak Tyr, Nabatija czy Sydon), w których Hezbollah ukrywał składy amunicji. Mieszkańcy otrzymali wcześniejsze ostrzeżenia radiowe nakazujące ucieczkę.
Spowodowało to migrację ponad 300 tysięcy cywilów w kierunku Bejrutu, co kompletnie sparaliżowało libańską stolicę i zmusiło tamtejszy rząd do podjęcia rozmów międzynarodowych. Operację zakończył wynegocjowany przez USA czasowy rozejm.
Operacja „Grona Gniewu” (Mivtza Anvei Za'am) była drugą, znacznie potężniejszą i bardziej intensywną lotniczo-artyleryjską kampanią Sił Obronnych Izraela (IDF) w Libanie, przeprowadzona w okresie 11 kwietnia – 27 kwietnia 1996 r. Celem operacji było całkowite zniszczenie potencjału rakietowego Hezbollahu, wymuszenie nowego porozumienia zabraniającego atakowania terytorium Izraela oraz zablokowanie operacyjne Libanu za pomocą blokady morskiej i powietrznej. Ponownie 101. Dywizjon z Chacor i 117. Dywizjon z Ramat Dawid wykonały (odpowiednio) 71 i 47 uderzeń na cele naziemne na F-16C, natomiast 105. Dywizjon na F-16D wykonywał misje przełamywania obrony powietrznej (głównie syryjskiej). Całość dopełniał 109. Dywizjon, który na F-16D wykonywał ataki w głębi, na odleglejsze cele w Libanie. Operacja rozpoczęła się 11–12 kwietnia od nalotów w samym Bejrucie. Dwumiejscowe F-16D Barak zniszczyły centralne biuro operacyjne i kwaterę główną Hezbollahu w południowej dzielnicy Haret Hreik.
Równolegle zrzucono bomby precyzyjne na bazy logistyczne w pobliżu obozów uchodźców palestyńskich (m.in. w Burdż al-Baradżina). W okresie 12-15 kwietnia dokonano uerzeń na libańską energetykę. Zbiornikami z napalmem i bombami zniszczono główne stacje transformatorowe i podstacje elektryczne w Dżumhur (Badaoun) pod Bejrutem oraz w Al-Dżijja, co natychmiast pozbawiło libańską stolicę oraz większość kraju dostaw prądu.
W okresie 15-18 kwietnia F-16C/D Block 40, wykorzystując debiutujące wówczas, izraelskie zasobniki celownicze Rafael Litening, polowały nocą na zamaskowane w jaskiniach i gęstych lasach południowego Libanu wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe. Wprowadzono też całkowitą blokadę morską portów w Bejrucie, Trypolisie i Sydonie, myśliwce F-16 patrolowały wybrzeże, będąc w gotowości do zatopienia każdego statku próbującego dostarczyć irańską broń.
18 kwietnia doszło do dramatycznego wydarzenia. Hezbollah celowo wystrzelił rakiety z pozycji położonej w bezpośrednim sąsiedztwie bazy sił pokojowych ONZ (POLBAT/Fidżi) w miejscowości Kana. Izraelska artyleria lądowa (nie lotnictwo), wykonując ogień kontrbateryjny, omyłkowo wstrzeliła się w obóz ONZ, zabijając 106 libańskich cywilów, którzy tam się schronili. Wywołało to potężny skandal międzynarodowy. Mimo potępienia przez ONZ, premier Szimon Peres kontynuował operację przez kolejny tydzień 19–27 kwietnia, ale wprowadzono surowe restrykcje dotyczące unikania celów w pobliżu miast. F-16 skupiły się na niszczeniu pozycji wojsk syryjskich w dolinie Bekaa, które dostarczały Hezbollahowi dane o lotach lotnictwa Izraela. Zniszczono tam kilka syryjskich punktów dowodzenia i posterunków radiolokacyjnych. Operacja zakończyła się 27 kwietnia 1996 r. podpisaniem pisemnego porozumienia o zawieszeniu broni (Grapes of Wrath Understandings).
W czasie wojny w Libianie w 2006 r. flota izraelskich F-16C/D oraz F-16I wykonała większość z tysięcy lotów bojowych IAF. Ich głównym zadaniem było niszczenie ruchomych wyrzutni rakietowych Hezbollahu.
Operacja „Orzechowy Sad” (Mivtza Bustan) z nocy z 5 na 6 września 2007 r. była jednym z najbardziej precyzyjnych rajdów lotnictwa. Choć główny ciężar uderzeniowy (przenoszenie ciężkich bomb penetrujących) powierzono czterem maszynom F-15I Ra'am z 69. Dywizjonu, to myśliwce F-16I Sufa odegrały ważną rolę w powodzeniu tej misji, działając jako eskorta, ale też jako samoloty uderzeniowe. W rajdzie wzięły udział cztery dwumiejscowe maszyny F-16I Sufa ze 119. Dywizjonu. Lot odbywał się w reżimie całkowitej ciszy radiowej i na skrajnie niskiej wysokości. Formacja uderzeniowa (4 F-15I oraz 4 F-16I) wystartowała z baz Tel Nof i Ramon, poleciała na północ nad Morze Śródziemne, a następnie gwałtownie skręciła na wschód, wchodząc w syryjską przestrzeń powietrzną wzdłuż granicy syryjsko-tureckiej. Zanim F-16I weszły nad Syrię, izraelskie systemy walki radioelektronicznej (prawdopodobnie za pomocą specjalistycznego systemu Suter) włamały się do syryjskiej sieci obrony powietrznej. Włamano się do łącza danych do rosyjskich systemów przeciwlotniczych Peczora-2M (S-125 modernizacji), Kwadrat (eksportowe 2K12 Kub) oraz S-75M3 Wołchow i przesłano im fałszywy obraz czystego nieba. Dzięki temu F-16I Sufa leciały wewnątrz syryjskiego systemu przeciwlotniczego „niewidzialne” dla operatorów na ziemi, którzy nie uruchomili własnych radarów.
Cztery F-16I Sufa były wyposażone w konforemne zbiorniki paliwa (CFT), co pozwoliło im dolecieć do prowincji Dajr az-Zaur na wschodzie Syrii bez tankowania w powietrzu. Maszyny przenosiły precyzyjne uzbrojenie kierowano laserowo i satelitarnie (bomby z rodziny GBU). Po dotarciu nad Al-Kibar, załogi F-16I, piloci i nawigatorzy operujący zasobnikami celowniczymi Litening, zaatakowały i zniszczyły pomocnicze instalacje reaktora, laboratoria, systemy chłodzenia oraz podstacje logistyczne, podczas gdy F-15I zrzuciły ciężkie bomby burzące bezpośrednio na główny rdzeń budynku. Po zrzuceniu bomb załogi natychmiast przeszły w reżim walki powietrznej, monitorując przestrzeń za pomocą radarów AN/APG-68(V)9 i pozostając w gotowości do użycia pocisków AIM-120 AMRAAM oraz Python-4 na wypadek, gdyby lotnictwo syryjskie zdołało poderwać myśliwce MiG-29. Syryjscy nawigatorzy naprowadzania byli jednak oszukani brakiem danych z radarów, że nie podjęli przeciwdziałania.
Użycie izraelskich F-16 w trwających od 2008 do 2014 r. operacjach w Strefie Gazy zmieniło charakter współczesnych miejskich działań lotniczych. To właśnie w tych trzech konfliktach asymetrycznych wdrożono na masową skalę koncepcję „cyfrowego potoku celów” – błyskawicznego przekazywania danych rozpoznawczych i wywiadowczych (z dronów i podsłuchów Szin Bet) bezpośrednio na ekrany w kabinach pilotów F-16.
Operacja „Płynny Ołów” (Mivtza Oferet Yetzuka) w których wzięły udział 101. Dywizjon z Chacor i 117. Dywizjon z Ramat Dawid na F-16C oraz 253. Dywizjon z Ramon na F-16I Sufa.
27 grudnia o godzinie 11:30 formacja ponad 50 myśliwców (w większości F-16) uderzyła jednocześnie w około 100 celów w ciągu zaledwie czterech minut. F-16 zniszczyły kwatery główne policji Hamasu, obozy szkoleniowe oraz centralne archiwa rządowe w Strefie Gazy. F-16I Sufa, operujące wzdłuż tzw. Korytarza Filadelfijskiego (granica Gazy z Egiptem), zrzuciły setki bomb penetrujących z opóźnionym zapalnikiem (m.in. GBU-31 z głowicami BLU-109), wywołując sztuczne wstrząsy sejsmiczne, które zapadały podziemne tunele logistyczne Hamasu. W tej operacji po raz pierwszy w warunkach bojowych piloci F-16C wykorzystali zintegrowany cyfrowy system dowodzenia i mapowania „Kraj Przeznaczenia” (Eretz Hatzvi), który wyświetlał pozycje własnych oddziałów lądowych z wielką dokładnością, eliminując przypadki "friendly fire" podczas bliskiego wsparcia (CAS).
W okresie 14 listopada – 21 listopada 2012 r. przeprowadzono kolejną operację „Filar Obrony” (Mivtza Amud Anan) w których wzięły udział F-16D Block 40 ze 105. Dywizjonu "Skorpion" z Chacor oraz 119. i 201. Dywizjony z bazy Ramon na F-16I Sufa. Operację otworzyło uderzenie wykonane 14 listopada przez F-16D 105. Dywizjonu. Pocisk kierowany trafił precyzyjnie w jadący ulicą Gazy samochód, w którym poruszał się Ahmed Jabari, szef skrzydła wojskowego Hamasu (Brygad al-Kassam). Likwidacja ta całkowicie sparaliżowała system dowodzenia bojowników na pierwsze 48 godzin konfliktu.
Głównym zadaniem maszyn F-16I Sufa wyposażonych w radary o wysokiej rozdzielczości (SAR) było niszczenie ukrytych w improwizowanych wyrzutniach wkopanych w ziemię rakiet taktycznych produkcji irańskiej (Fajr-5). F-16 niszczyły wzmocnione, otwierane hydraulicznie klapy improwizowanych silosów ukrytych na polach uprawnych i prywatnych posesjach, zanim Hamas zdążył odpalić rakiety w stronę Tel Awiwu.
Operacja „Ochronny Brzeg” (Mivtza Tzuk Eitan) przeprowadzona w okresie 8 lipca – 26 sierpnia 2014 r. Była to pierwsza operacja, w której celem o tak dużej skali stała się podziemna sieć kilkudziesięciu betonowych tuneli ofensywnych i obronnych Hamasu. F-16 zrzuciły tysiące ciężkich bomb penetrujących (m.in. GBU-24 i GBU-31), niszcząc podziemne węzły komunikacyjne, fabryki broni pod ziemią oraz bunkry dowodzenia. Brały w niej udział liczne F-16 z różnych dywizjonów, w tym F-16C/D i F-16I. Na terenach Gazy ze względu na konieczność prowadzenia ataków w gęstej zabudowie miejskiej i chęć ograniczenia strat cywilnych, F-16 na szeroką skalę używały bomb małogabarytowych GBU-39 Small Diameter Bomb. Podczas tej operacji F-16 rutynowo realizowały procedurę ostrzegania cywilów przed bombardowaniem budynku. Myśliwiec zrzucał najpierw mały, nieuzbrojony ładunek ćwiczebny lub lekką rakietę na dach budynku, wywołując głośny huk i wstrząs. Mieszkańcy mieli od 5 do 15 minut na ewakuację, zanim drugi F-16 doszczętnie niszczył obiekt bombami bojowymi. W toku trwającej 50 dni operacji Siły Powietrzne Izraela nie utraciły w powietrzu ani jednego F-16, pomimo wystrzelenia przez bojowników setek pocisków z naramiennych wyrzutni oraz prób ostrzału baz lotniczych rakietami ziemia-ziemia z terenu Gazy.
W czasie tzw. „Wojny Między Wojnami” w Syrii (2015–2023) izraelskie F-16, najczęściej F-16I, przeprowadziły bardzo wiele ataków na cele naziemne przeciwko jednostkom irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej operujących w Syrii oraz przeciwko obiektom związanym z Hezbollahem. Dla uniknięcia strat w silnej teraz obronie przeciwlotniczej (syryjskie Pancyr, rosyjskie Tor), F-16 rutynowo stosowali taktykę uderzeń z przestrzeni powietrznej Libanu lub znad Morza Śródziemnego, odpalając lekkie pociski manewrujące Delilah (zasięg 250 km) oraz zrzucając bomby szybujące Spice 1000 (zrzut z odległości do 60 km).
10 lutego 2018 r. podczas nalotu odwetowego po naruszeniu izraelskiej przestrzeni przez irański dron, F-16I Sufa ze 119. Dywizjonu „Nietoperz” została trafiona nad Izraelem odłamkami syryjskiej rakiety systemu S-200 Wega. Załoga pomyślnie wykatapultowała się nad Galileą. Była to pierwsza i jak do tej pory jedyna strata bojowa izraelskiego F-16 od 1980 r.
Operacja „Strażnik Murów” (Mivtza Shomer HaChomot) przeprowadzona w dniach 10-21 maja 2021 r. Flota F-16C/D oraz F-16I zrzuciła setki ciężkich bomb penetrujących, niszcząc dziesiątki kilometrów betonowych tuneli Hamasu (tzw. „Metra Gazy”). F-16 zniszczyły też wieżowce w Gazie (m.in. wieżę Al-Jalaa), które były wykorzystywane przez wywiad wojskowy Hamasu do montażu urządzeń zakłócających sygnał GPS.
Po masowym ataku Hamasu z 7 października 2023 r., Izrael wszedł w stan permanentnej wojny na wielu teatrach działań wojennych jednocześnie. Choć medialną uwagę przyciągają najnowsze F-35I Adir, to flota F-16 (Sufa i Barak) wykonuje do dziś ponad 60% wszystkich uderzeń bombowych IAF. W drugiej połowie 2024 r. wysiłek F-16 przeniósł się na północ. Dywizjony F-16I Sufa z bazy Ramon oraz F-16C/D z bazy Chacor przeprowadziły serie nalotów, niszcząc tysiące małych wyrzutni rakietowych Hezbollahu w południowym Libanie i dolinie Bekaa.
Podczas zmasowanych irańskich ataków odwetowych (m.in. w kwietniu i październiku 2024 r.), piloci F-16 działając nocą, naprowadzani przez systemy radarowe, zestrzeliwali dziesiątki dronów Shahed-136 oraz irańskich pocisków manewrujących Paveh za pomocą pocisków Python-5.
19 lipca 2024 r. wystrzelony przez Hutich z Jemenu zmodernizowany dron dalekiego zasięgu Samad-3 (nazwany przez nich Jaffa) uderzył w kamienicę w samym centrum Tel Awiwu, zabijając jednego cywila i raniąc kilku innych. 20 lipca 2024 r. przeprowadzono dość spektakularne uderzenie na Jemen w ramach operacji „Wyciągnięte Ramię” (Mivtza Yad Arucha).
Główny komponent uderzeniowy sformowały dywizjony F-16I Sufa z bazy Ramon – 119. Dywizjon „Nietoperz” oraz 253. Dywizjon „Negev”. Towarzyszyły im myśliwce F-15I Ra'am oraz niewykrywalne F-35I Adir, które leciały jako grupa obezwładnienia OPL. Trasa lotu została zaplanowana tak, aby całkowicie ominąć systemy radiolokacyjne Egiptu, Arabii Saudyjskiej oraz Jordanii. Formacja wystartowała po południu 20 lipca i skierowała się na południowy zachód nad Morze Śródziemne, a następnie prześlizgnęła się na bardzo małej wysokości nad międzynarodowymi wodami Morza Czerwonego. Nad wodami Morza Czerwonego formacja spotkała się ztankowcami Boeing 707 Re'em ze 120. Dywizjonu IAF. Operacja była ekstremalnie trudna ze względów bezpieczeństwa. Około godziny 18:00 czasu lokalnego izraelskie F-16I Sufa weszły nad cel od strony morza. Piloci i nawigatorzy, wykorzystując zasobniki celownicze Litening, przeprowadzili atak z lotu nurkowego na infrastrukturę portową Al-Hudaidy. Użyto bomb kierowanych z rodziny Spice oraz JDAM.
Zaledwie dwa miesiące później Huti ponowili próby ataków, wystrzeliwując w stronę lotniska Ben Guriona pod Tel Awiwem rakiety balistyczne Palestine-2. 29 września 2024 r. formacja złożona z kilkudziesięciu samolotów IAF, w tym ponownie F-16I Sufa z bazy Ramon, uderzyła nie tylko na port w Al-Hudaidzie w którym naprawiono wcześniejsze szkody, ale również na sąsiedni port naftowy Ras Isa oraz kluczowe elektrownie w rejonie Al-Katib. W tym rajdzie F-16I Sufa wykorzystały izraelskie pociski manewrujące i bomby szybujące nowej generacji, co pozwoliło na odpalenie ładunków spoza zasięgu jemeńskich systemów przeciwlotniczych.
Izraelskie F-16 brały też bezpośredni udział w ataku na Iran. Doszło do tego podczas operacji o kryptonimie „Dni Pokuty” (Mivtza Yamei Teshuva), przeprowadzonej w nocy z 25 na 26 października 2024 r. Było to pierwsze w historii uderzenie lotnicze Izraela na terytorium Islamskiej Republiki Iranu. W ataku brały udział F-16I Sufa z 119. i 253. Dywizjonu z bazy Ramon. Trasa lotu wiodła głównie przez przestrzeń powietrzną Syrii i Iraku, gdzie Izraelczycy obezwładnili lokalną OPL. W samym Iranie OPL obezwładniły F-35I Nadir, dzięki czemu F-16I mogły działać bezpieczniej. Atakowano cele główne pociskami manewrującymi Rampage i Delilah nie podlatując do nich.
Operacja „Strzały Północy” (Mivtza Jicajon HaCafon) to prowadzona przez Siły Obronne Izraela (IDF) wielomiesięczna kampania lądowo-powietrzna wymierzona w strukturę dowódczą, finansową i militarną Hezbollahu w Libanie. W operacji tej flota myśliwców F-16 wykonuje ponad 60% wszystkich misji uderzeniowych, od początku 23 września 2024 r. Do dziś ta kampania trwa praktycznie nieprzerwanie.
Poza tradycyjnie już F-16I Sufa ze 119. i 253. Dywizjonu z Ramon, w atakach biorą udział też mocno zmodernizowane F-16C/D Barak-2020 ze 101. i 105. Dywizjonu z bazy Chacor. Na samym początku operacji F-16I Sufa przeprowadziły zmasowaną falę uderzeń precyzyjnych na zidentyfikowane przez wywiad wojskowy (Aman) magazyny rakietowe Hezbollahu ukryte w domach prywatnych i budynkach gospodarczych w setkach libańskich wiosek.
Choć eliminacja lidera organizacji Hassana Nasrallaha w podziemnym bunkrze została zrealizowana przez ciężkie F-15I Ra'am, to formacje F-16 systematycznie likwidowały kolejne szczeble dowódcze. Myśliwce F-16C/D Barak za pomocą bomb małogabarytowych GBU-39 SDB precyzyjnie niszczyły konkretne piętra wieżowców w bejruckiej dzielnicy Dahije, eliminując dowódców elitarnych sił Radwan oraz szefów jednostek logistycznych i rakietowych bez niszczenia sąsiednich budynków. W ostatnim okresie, w nocnych nalotach na Bejrut, Tyr i Nabatiję, załogi F-16 zrównały z ziemią kilkadziesiąt placówek i podziemnych skarbców instytucji bankowej Al-Qard Al-Hassan. Naloty te, poprzedzone ostrzeżeniami ewakuacyjnymi dla cywilów, odcięły organizację od rezerw gotówki i złota służących do finansowania operacji terrorystycznych. Był to pierwszy przypadek w historii, kiedy F-16 niszczą zasoby... finansowe!
Na zdjęciach dwumiejscowe izraelskie. F-16B Netz w bardzo ciekawym wariancie. Po prawej stronie wlotu ma zasobnik elektrooptyczny AN/ASQ-153 Pave Penny do wykrywania zewnętrznego podświetlenia laserowego, co pozwalało na nakierowanie czujników podwieszonych bomb Paveway II na podświetlenie celów laserem przez naziemnego kontrolera.
Fot. Wikipedia
Na kolejnym, F-16D Block 40 ze 105. Dywizjonu „Skorpiony” (Ha-Akrab) Sił Powietrznych Izraela. Izrael jako pierwszy stosował dwumiejscowe z garbem, i to chyba jedyne Block 40 z garbem (szeroko wprowadzono je na Block 50+/52+ i kolejnych).
Fot. Wikipedia
F-16I Sufa, dwumiejscowa bojowa odmiana, która jak widać różni się od F-16D z garbem dodatkowymi innymi antenami systemów WRE na bokach nosa i wlotów powietrza do silnika i z tyłu, a także antena łączności satelitarnej nieco widoczna pod pokrywą na grzbiecie. Samolot należy do 107. Dywizjonu „Rycerze Pomarańczowego Ogona” (Abiri HaZanav HaKatom) Sił Powietrznych Izraela z bazy Ramon.
Fot. IDW
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Jeszcze podam :)
Początki programu F-16
Kolejny fragment książki - na zachętę
Pierwsze studia nad lekkim myśliwcem
Pomysł wprowadzenia do uzbrojenia lekkiego, nieskomplikowanego samolotu myśliwskiego, mogącego również w ograniczonym zakresie zwalczać cele naziemne pojawił się w USAF w pierwszej połowie lat 60., czyli jeszcze przed rozpoczęciem wojny wietnamskiej. Bezpośrednią reakcją na zmianę doktryny obronnej było podjęcie w 1965 r. dwóch programów o charakterze studiów nad przyszłym samolotem bojowym – myśliwiec przewagi powietrznej – program FX oraz studia nad lekkim myśliwcem dziennym – Advanced Day Fighter – ADF. Ten ostatni stanowił zalążek przyszłego F-16. Wstępne wymagania mówiły o opracowaniu samolotu o masie startowej mieszczącej się w granicach 25 000 funtów (11 340 kg), przy takim dobraniu stosunku ciągu do masy i obciążenia powierzchni nośnej, by jego osiągi oraz manewrowość były w przybliżeniu o 25 % lepsze, niż MiG-21, ówczesnego podstawowego myśliwca sowieckiego lotnictwa frontowego, wchodzącego szeroko do uzbrojenia nie tylko ZSRS, ale też i pozostałych państw Układu Warszawskiego.
Studia ADF prowadzono równolegle z F-X jako alternatywę dla tego ostatniego programu, jednak pojawienie się myśliwca MiG-25, o którym pewne informacje zdobyto 1967 r. (i nie wiązało się to jedynie z prezentacją tego samolotu w Domodiedowo), spowodowało zwrot w stronę cięższego samolotu o wysokich osiągach i możliwościach bojowych. Dlatego w 1967 r. sprawę studiów ADF odłożono na kilka lat. Powodem powrotu do takiej koncepcji była wojna wietnamska, i to nie tylko w sensie zdobytych doświadczeń, ale także wskutek olbrzymich wydatków na tę wojnę i przyznania w związku z tym większej roli relacji „koszt-efekt”.
„Myśliwska Mafia”
Decyzja USAF o dalszym rozwijaniu ciężkiego, skomplikowanego myśliwca przewagi powietrznej nie przekonała wszystkich specjalistów. Wokół zarzuconych w 1967 r. studiów ADF zgromadziło się pewne lobby, które szybko zyskało sobie przydomek „Fighter Mafia” – „Mafia” zwolenników klasycznego samolotu myśliwskiego. Jednym z głównych zwolenników takiego samolotu był mjr John Boyd (później ppłk), pilot myśliwski i doświadczony instruktor, zajmujący się praktycznym opracowaniem i wdrażaniem taktyki walk powietrznych. Co ciekawe, John Boyd, który swego czasu opracował teorię tzw. „manewrowania energetycznego”, czyli sposób wykonywania manewrów przez ciężki, ale dysponujący dużym nadmiarem mocy samolot myśliwski ery naddźwiękowej, był powszechnie uważany za „ojca” F-15. Mjr Boyd dostrzegł, że manewrowe walki powietrzne ery samolotów naddźwiękowych różnią się znacznie od taktyki walk powietrznych z okresu II wojny światowej, czy nawet wojny koreańskiej. Wynikało to nie tylko ze zdecydowanie gorszej zwrotności tego typu samolotów, ale też z ich nadmiaru ciągu oraz z możliwości zastosowania kierowanych pocisków rakietowych z termiczną głowicą samonaprowadzającą w czasie walki manewrowej.
To ostatnie sprawiło, że odległość rażenia celu manewrującego wzrosła z przedziału 100-400 m do odległości rzędu 0,5-2 km. Natomiast duża bezwładność ciężkich samolotów, w połączeniu z dużym rozporządzalnym ciągiem zespołu napędowego, pozwalało skutecznie zamieniać prędkość w wysokość i odwrotnie, w stopniu zupełnie nieznanym na myśliwcach tłokowych. Umożliwiało to przeniesienie typowej dla II wojny światowej kołowej walki powietrznej w płaszczyznę pionową, a gdy nawet wykonywano manewry poziome, to w istocie ustąpiły one miejsca manewrom w płaszczyźnie pochyłej, z maksymalnym wykorzystaniem nadmiaru ciągu i bezwładności samolotu. Ponieważ manewrom tym towarzyszyła ciągła zmiana energii kinetycznej (prędkość) w potencjalną (wysokość), to nowy sposób manewrowania nazwano „energy maneuvering” – manewrowanie energetyczne. F-15 został zbudowany dokładnie w tej filozofii, m.in. właśnie dzięki majorowi Johnowi Boydowi. Jednak jeszcze w trakcie prac projektowych mjr Boyd przeszedł na stronę zwolenników lekkiego samolotu myśliwskiego, uważając, że maszyna taka, pomimo mniejszej skuteczności zwalczania celów na średnich odległościach (lub nawet braku możliwości w tym zakresie), jest w stanie skutecznie prowadzić manewrowe walki powietrzne, w ostatecznym bilansie skuteczniej pokonując przeciwnika. Boyd uważał też, że duże zdolności manewrowe umożliwią uniknięcie ataku pocisków rakietowych odpalanych z większych odległości, nawet gdy przeciwnik będzie takimi możliwościami dysponował (MiG-23, MiG-25).
Drugą czołową postacią „Mafii Myśliwskiej” był Pierre Sprey, cywilny analityk pracujący w Sekretariacie Obrony, zajmujący się analizami różnych systemów uzbrojenia lotniczego. Sprey wychodził z nieco innego założenia niż Boyd. Wierząc, że mniejsze możliwości samolotu da się zrównoważyć ich zwiększoną liczbą, dużą wagę przykładał do jego wielozadaniowości, tj. do możliwości równoległego zwalczania celów naziemnych uzbrojeniem konwencjonalnym i jądrowym.
Możliwości zwalczania celów naziemnych przez lekki samolot myśliwski wymagają pewnego komentarza. Teoretycznie bowiem samolot taki przenosił identyczne uzbrojenie, jak F-15. W latach 60. nie przewidywano wyposażenia lekkiego myśliwca w uzbrojenie precyzyjne, a F-15 też mógł przenosić zwykłe bomby. Jednak możliwości zaatakowania celu przy ograniczonej widzialności i przy niskiej podstawie chmur nie były identyczne. Duża zwrotność lekkiego samolotu pozwalała mu na szybki dowrót w stronę późno wykrytego celu i zaatakowanie go z pierwszego zajścia. Dopuszczalne były też mniejsze prędkości ataku, co pozwalało na bardziej precyzyjne celowanie. Łatwiej było też utrzymać ugrupowanie kilku samolotów w czasie ciasnych manewrów. Ponadto po wykryciu celu zbyt późno możliwy był ciasny manewr ponownego wyjścia na niego z innego kierunku, przy utrzymaniu atakowanego obiektu w zasięgu widzialności wzrokowej przez znaczną część manewru. I wreszcie jeszcze jedna ważna rzecz – dzięki większej liczbie samolotów (dzięki niższej cenie można było mieć ich w uzbrojeniu więcej) można było liczebnie potęgować uderzenia na cele naziemne. Chodzi tu przede wszystkim o fakt atakowania większej liczby celów punktowych jednocześnie, czego nie rekompensuje większy udźwig pojedynczej maszyny.
Warto w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednym członku grupy entuzjastów lekkiego samolotu myśliwskiego, zwanej potocznie „mafią myśliwską” – był nim Harry Hillaker, główny konstruktor w zakładach General Dynamics. Firma General Dynamics, powstała z Convaira (wcześniej znany jako Consolidated Vultee) do lat 70. budowała raczej ciężkie samoloty. Tu od II wojny światowej powstawały bombowce strategiczne B-24 Liberator, B-36 Peacemaker i B-58 Hustler. Pierwsza próba zbudowania samolotu wielozadaniowego – F-111 – zakończyła się niepowodzeniem, właśnie z powodu jego zbyt wielkiej masy i stopnia komplikacji konstrukcji. Dwoma najbardziej znanymi myśliwcami firmy były samoloty przechwytujące przeznaczone dla NORAD – F-102 Delta Dagger i F-106 Delta Dart.
Były to również ciężkie, skomplikowane samoloty, ale spełniające wymagania amerykańskiego systemu OP. General Dynamics nie miał więc żadnego doświadczenia w budowie lekkich samolotów bojowych, doświadczenie to miało raczej charakter “jak nie należy tego robić”. Pod względem dotychczasowych osiągnięć w tej dziedzinie przodował głównie Northrop, zajmujący się problemem lekkich myśliwców od lat 50., kiedy to w firmie tej powstał projekt N-102 Fang.
Northropowi udało się sprzedać ponad 3800 lekkich myśliwców F-5 Freedom Fighter/Tiger, które były jednak produkowane niemal wyłącznie na eksport, USAF używała samolotu w dosłownie śladowych ilościach, nie traktując F-5 jako wartościowego samolotu bojowego. Pomimo to Harry Hillaker był gorącym zwolennikiem koncepcji lekkiego samolotu myśliwskiego, mając dobry pomysł na rozwiązanie problemu jego opracowania.
Pomimo działalności „mafii myśliwskiej” idea wprowadzenia lekkiego samolotu myśliwskiego do uzbrojenia miała wielu przeciwników w dowództwie USAF. Przeważało tu tradycyjne dążenie do dysponowania najlepszym sprzętem, zdecydowanie przewyższającym parametrami i możliwościami bojowymi podobne samoloty przeciwnika. Czynnikiem decydującym było tu utrzymanie strat na minimalnym poziomie, co też było nie bez znaczenia – pozwalało bowiem utrzymać morale i wolę walki personelu na wysokim poziomie. Uważano też, że jakościowa przewaga pozwala na skuteczne zrekompensowanie przewagi liczebnej przeciwnika.
Wdrażanie coraz lepszych samolotów umożliwia też coraz większe pogłębianie przewagi jakościowej, gwarantującej pewne zwycięstwo w przyszłości. Ostatecznie więc F-15 rozwijano dalej i wprowadzono do uzbrojenia. Program lekkiego myśliwca chwilowo zarzucono.
Nowa administracja i zmiany w systemie obronnym USA
W wyniku wyborów w grudniu 1968 r. na początku 1969 r. władzę w Waszyngtonie objął Republikanin, Richard Nixon. Nowym Sektretarzem Obrony został Melvin R. Laird. Jednak z punktu widzenia programu lekkiego samolotu myśliwskiego najważniejszą postacią w administracji Nixona był podsekretarz obrony David Packard. Pod jego kierunkiem zmieniono dotychczasowe procedury zakupu nowych samolotów dla USAF. Przede wszystkim nastąpił pewien odwrót od wstępnego obliczania całych kosztów programu i tworzenia na wstępnym etapie programu tzw. Fixed Unit Price, czyli jednostkowego kosztu zakupu samolotu, który nie może już ulec zmianie. Obliczanie kosztów podzielono na etap od projektu do oblotu prototypów, fazę Full Scale Development i wreszcie kolejne zamówienia produkowanych kolejno serii. Dzięki takiemu posunięciu firmy uzyskały więcej swobody finansowej na usunięcie stwierdzonych w toku prób usterek, zmniejszono też wpływ inflacji na długoterminowe kontrakty.
Nowa administracja ponownie powróciła też do lekkiego samolotu myśliwskiego. Główną tego przyczyną były olbrzymie nakłady, ponoszone na prowadzenie wojny w Wietnamie, a jednocześnie doświadczenia z pierwszej fazy konfliktu. Zgodnie z nową doktryną obronną nie można było wykluczyć szerokiego zaangażowania się Stanów Zjednoczonych w konflikty lokalne o różnym natężeniu, które w dwubiegunowym świecie były jedną z form konfrontacji przeciwstawnych bloków. W tego rodzaju konfliktach amerykańskie lotnictwo walczyło często z nienowoczesnymi już myśliwcami przeciwnika, narażanie kosztownych maszyn o dużych możliwościach bojowych na przypadkowe straty było więc niecelowe. Do prowadzenia lokalnych kampanii powietrznych lekki samolot myśliwski nadawał się wręcz idealnie. Natomiast w konflikcie pełnoskalowym, samoloty tego typu, walczące w ugrupowaniu ciężkich maszyn o większych możliwościach skutecznie potęgowały całościowy wysiłek lotnictwa.
Ustalenia nowej administracji było tym zwrotem w poglądach, o który chodziło „mafii myśliwskiej”. Nie próbowano teraz walczyć o zastąpienie lekkim samolotem myśliwskim maszyn o wysokich możliwościach bojowych, udało się natomiast skutecznie wpleść go w istniejący system, jako uzupełnienie myśliwców przewagi powietrznej F-15 i ciężkich uderzeniowych F-111. Nowa koncepcja nie oznaczała też zwiększenia liczby typów w uzbrojeniu, gdyż „lekki samolot myśliwski” faktycznie zastąpiłby w przyszłości wielozadaniowe samoloty F-4C/D/E Phantom II, których to nie można było wycofać dysponując li tylko F-15, F-111 i A-10.
Program Lightweight Fighter – LWF
W końcu 1969 r. Pentagon wystosował memorandum do dowództw sił powietrznych i marynarki wojennej, proponując zastąpienie kosztownych programów budowy myśliwców F-15 (dla USAF) i F-14 (dla US Navy) lekkim samolotem wielozadaniowym, budowanym wspólnie – jako program F-XX. Memorandum to oceniono bardzo krytycznie w obu dowództwach, udowadniając, że nawet duża liczba lekkich myśliwców nie jest w stanie wykonać zadań przewidzianych dla F-15 i dla F-14. W wyniku zdecydowanego sprzeciwu obu służb od pomysłu na F-XX odstąpiono.
Nie przerwało to jednak trwających dyskusji nad przyszłością samolotu myśliwskiego. Spory te były wyjątkowo ostre, o czym może świadczyć przypadek płk Everesta Riccioni, szefa oddziału studiów i analiz USAF. W grudniu 1970 r. o opinię na temat lekkiego samolotu myśliwskiego zapytał go zastępca szefa sztabu sił powietrznych gen. John C. Meyer. Riccioni, uważany za członka „mafii myśliwskiej”, wydał bardzo entuzjastyczną opinię o takiej maszynie. Następnego dnia płk Riccioni otrzymał przydział do Korei.
W pierwszej połowie lat 70. koncepcja uzupełnienia nowego samolotu przewagi powietrznej (F-15, jeszcze wówczas nie oblatanym) dojrzała do realizacji. Tym razem siły powietrzne nie wyrażały tak zdecydowanego sprzeciwu, jak w przypadku wcześniejszej propozycji F-XX (alternatywy dla F-X – F-15). Koncepcja LWF pozwalała bowiem na kontynuowanie kosztownego programu nowoczesnego samolotu myśliwskiego przewagi powietrznej, a także na utrzymanie stanów liczebnych USAF na niezbędnym (zdaniem samego dowództwa sił powietrznych) poziomie, zagrożonego redukcjami w wyniku wchłaniania znacznej ilości pieniędzy przez wojnę wietnamską.
Program LWF rozpoczął się 6 stycznia 1972 r. Tego dnia wydano dokument Request for Proposal – RFP, czyli prośbę o zgłaszanie rozwiązań. RFP rozesłano do ośmiu firm lotniczych, przy czym założono krótki, niespełna dwumiesięczny (do 18 lutego) termin składania wstępnych propozycji. Wśród wymienionych ośmiu firm były: Boeing, General Dynamisc, Grumman, Fairchild, Lockheed, LTV, McDonnell Douglas i Rockwell.
Program LWF opiewał na zbudowanie raczej demonstratora technologii, a nie prototypu samolotu bojowego, choć wymagano takiego przygotowania samolotu, by mogło się na nim znaleźć podstawowe wyposażenie do prowadzenia działań bojowych. Postanowiono skoncentrować się na stworzeniu myśliwca do manewrowych walk powietrznych, z możliwością wykonywania uderzeń na cele naziemne uzbrojeniem niekierowanym, w dzień, przy wzrokowej widzialności obiektu ataku. Początkowo dyskutowano nawet, czy samolot tego typu ma dysponować pokładową stacją radiolokacyjną, ale ostatecznie zdecydowano się na jej zastosowanie. Miała to być niewielka stacja, umożliwiająca wykrycie przeciwnika na odległość nieznacznie tylko przekraczającą zasięg wykrycia wzrokowego. Stacja miała umożliwić zajęcie dogodnej do walki powietrznej pozycji, ale na tym jej rola się kończyła. Nie przewidywano bowiem jej bezpośredniego wykorzystania do kierowania uzbrojeniem.
Po raz pierwszy w konstrukcji amerykańskiego samolotu myśliwskiego zrezygnowano z wymagania uzyskiwania dużej prędkości. Uznano, że z samolotami MiG-25 będzie prowadził walkę F-15, natomiast LWF miał działać na małych i średnich wysokościach w strefie przyfrontowej, gdzie operujące samoloty nie rozwijały dużych prędkości przekraczających Ma=1,6. Do tej wartości ograniczono też wymagania. Aby jednak samolot przeciwnika nie mógł swobodnie wyjść z nawiązanej walki, założono uzyskiwanie dobrych przyśpieszeń w zakresie od Ma=0,6 do Ma=1,6. W praktyce oznaczało to zbudowanie samolotu, zdolnego do rozwijania prędkości w granicach Ma=1,8-1,9 na średnich wysokościach (szczególnie w przedziale 8000-12 000 m).
Wymagania mówiły o uzyskaniu maksymalnych własności manewrowych w przedziale prędkości Ma=0,6 do Ma=1,6, zoptymalizowanych do wysokości 10 000-13 000 m (30 000 – 40 000 stóp). W wymaganiach manewrowości zawarto uzyskiwanie minimalnego możliwego promienia zakrętu w locie poziomym, dobrych własności w manewrach pionowych, korzystnego stosunku ciągu zespołu napędowego do masy samolotu i dobrych własności przyśpieszania/hamowania.
Bardzo ważnym wymaganiem było zachowanie niewielkiej masy. W wymaganiach określono, że masa bojowa z 2/3 zapasu paliwa i z uzbrojeniem do prowadzenia walk powietrznych nie może przekroczyć 20 000 funtów, czyli 9070 kg. Było to w przybliżeniu dwukrotnie mniej, niż w przypadku F-15. Poza wymienionymi, przed konstruktorami postawiono też trzy inne zadania.
Po pierwsze RFP zachęcał do szerokiego wykorzystania nowoczesnych technologii, gdyż uznano, że jedynie ta droga prowadzi do spełnienia wymagań. W pewnej sprzeczności z powyższym stało kolejne zadanie, by ryzyko opracowania ograniczyć do minimum, co w zasadzie eliminowało zbyt „rewolucyjne” konstrukcje. Nowe technologie należało więc stosować szeroko, ale rozważnie, a tam gdzie to tylko było możliwe trzeba było wykorzystać sprawdzone rozwiązania konstrukcyjne. I wreszcie ostatnie zadanie, co jak się później okazało – bardzo ważne – to nakaz takiego opracowania samolotu, by zachować odpowiedni potencjał modernizacyjny w przyszłości.
W lutym 1972 r. do Departamentu Obrony wpłynęło pięć propozycji firm, które zdecydowały się podjąć wyzwanie: Boeinga, General Dynamics, Lockheed, LTV i Northropa. W marcu 1972 r. dokonano wstępnej analizy projektów i do dalszej realizacji wybrano trzy z nich. Za najlepszy uznano projekt Boeing 908-909, na drugim miejscu znalazł się General Dynamics Model 401, a na trzecim – Northrop P-600. Odrzucono natomiast projekty Lockheed CL-1200 Lancer (oparty o dalekie rozwinięcie F-104) i Vought (LTV) V-1100.
Dalsze analizy prowadziła wyznaczona przez Departament Obrony (DoD) komisja Source Selection Authority, złożona z niezależnych specjalistów z DoD i z Departamentu Sił Powietrznych. Po bardziej wnikliwej analizie odrzucono uważany początkowo za najlepszy projekt Boeinga i w efekcie 13 kwietnia 1972 r. dwie pozostałe firmy otrzymały kontrakty na budowę prototypów do prób porównawczych. Jednocześnie obu nadano oznaczenia USAF: Model 401-16B General Dynamics otrzymał oznaczenie YF-16, a P-600 Northropa – YF-17.
Mało znana makieta projektu Boeing 908-909
Fot. Boeing
Dwaj konkurenci we wspólnym locie, YF-16 i YF-17
Fot. NARA
Płk John Boyd, "ojciec" F-16.
Fot. Wikipedia
Pierre Sprey, analityk Pentagonu wspierający pomysł na lekki myśliwiec
Fot. Wikipedia
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Michał Fiszer retweeted
Koniec Miga - śmierć, która przeszła bez echa.
W ZSRR biura konstrukcyjne funkcjonowały jako samodzielne jednostki organizacyjne, a zakłady były zupełnie oddzielnymi przedsiębiorstwami. Dlatego nie było czegoś takiego jak firma Tupolew czy firma Iliuszyn. Na przykład Iły-18 produkowano w Zakładzie „Znamia Truda” na moskiewskiej Chodynce, Ił-62 w zakładzie w Kazaniu, a Ił-86 i Ił-96 – w Woroneżu. Bombowce Tu-95 i pasażerskie Tu-154 powstawały w Kujbyszewie (dziś Samara), ale naddźwiękowe Tu-144 w Woroneżu, zaś bombowce naddźwiękowe Tu-22, Tu-22M i Tu-160 – w Kazaniu.
Kiedy rozpadł się ZSRR, biura konstrukcyjne zaczęto łączyć w korporacje z zakładami produkcyjnymi. Na przykład w skład RSK MiG, poza dawnym biurem konstrukcyjnym OKB-155 Mikojana i Gurewicza, weszły Zakłady „Sokół” w Niżnym Nowogrodzie, gdzie produkowano MiG-31, i Zakład Łuchowice pod Moskwą, gdzie powstawały MiG-29. W skład OAO Suchoja weszły zakłady w Komsomolsku nad Amurem (KNAAPO) produkujące Su-35, w Nowosybirsku produkujące Su-34 oraz w Irkucku, wytwarzające Su-30. Producentem Su-25 był zakład w Tbilisi, więc wyleciał z gry, bo został w Gruzji. Natomiast obecną AO Tupolew tworzy biuro konstrukcyjne w Moskwie i zakład w Kazaniu (KAZ). I właśnie ta korporacja ma największe możliwe zadłużenie w Rosji.
Legendarny RSK MiG przestał istnieć, a samoloty znane pod tą marką właściwie całkowicie przejdą do historii.
Dawne biuro konstrukcyjne na Polu Chodyńskim zlikwidowano, a grunty wyprzedano w czerwcu 2022 roku, wraz z ostatecznym włączeniem całości struktur do korporacji OAK (Zjednoczona Korporacja Lotnicza). W tym przełomowym momencie funkcję Dyrektora OKB im. A.I. Mikojana (oraz Zastępcy Dyrektora Zarządzającego ds. Lotnictwa Operacyjno-Taktycznego) pełnił Andriej Niedosiekin. Teraz przeszedł on do pracy w OKB Suchoja jako kierownik komórki wydzielonej z dawnego MiGa. W 2024 r. jego dotychczasowe stanowisko objął Aleksiej Matwiejew, wywodzący się bezpośrednio z biura Suchoja i to był właściwie koniec MiGa.
Z dawnego imperium MiGa pozostały jedynie rozproszone zakłady produkcyjne. Kompleks „Sokół” w Niżnym Nowogrodzie (niegdyś Gorki) jest utrzymywany przez państwo głównie z powodu wsparcia technicznego – remontów, napraw i produkcji części zamiennych dla ciężkich myśliwców przechwytujących MiG-31, ale już w ramach korporacji OAK. Ponadto fabryka produkuje komponenty dla samolotu szkolnego Jak-130 i miała dostarczać elementy dla pasażerskiego MS-21, jednak ten ostatni program zmaga się z ogromnymi opóźnieniami i problemami z substytucją importowanych części.
Z kolei Zakład Łuchowicki w ramach struktur OAK ma produkować nowe samoloty komunikacji regionalnej Ił-114. Ten program również faktycznie leży po katastrofie prototypu i z powodu permanentnych problemów z silnikami TW7-117ST. Choć OAK zapewnia wprawdzie, że marka „MiG” zostanie utrzymana w celach marketingowych, to bez nowych, własnych projektów i niezależnego zaplecza inżynieryjnego staje się ona jedynie historyczną maskotką i nie wiadomo, czy kiedykolwiek jeszcze pojawi się jakiś MiG.
Na zdjęciach
Lim-5 czyli MiG-17F produkowany z licencji w WSK Mielec.
Fot. Michał Fiszer
MiG-21MF Z 41. PLM Malbork, 1992 r.
Fot. Michał Fiszer
MiG-23MF z 28. PLM Słupsk w Powidzu, 1991 r.
Fot. Michał Fiszer
Para MiG-29 i MiG-29UB po starcie z Mińska, końcówka 1. PLM "Warszawa", 2008 r.
Fot. Michał Fiszer
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Koniec Miga - śmierć, która przeszła bez echa.
W ZSRR biura konstrukcyjne funkcjonowały jako samodzielne jednostki organizacyjne, a zakłady były zupełnie oddzielnymi przedsiębiorstwami. Dlatego nie było czegoś takiego jak firma Tupolew czy firma Iliuszyn. Na przykład Iły-18 produkowano w Zakładzie „Znamia Truda” na moskiewskiej Chodynce, Ił-62 w zakładzie w Kazaniu, a Ił-86 i Ił-96 – w Woroneżu. Bombowce Tu-95 i pasażerskie Tu-154 powstawały w Kujbyszewie (dziś Samara), ale naddźwiękowe Tu-144 w Woroneżu, zaś bombowce naddźwiękowe Tu-22, Tu-22M i Tu-160 – w Kazaniu.
Kiedy rozpadł się ZSRR, biura konstrukcyjne zaczęto łączyć w korporacje z zakładami produkcyjnymi. Na przykład w skład RSK MiG, poza dawnym biurem konstrukcyjnym OKB-155 Mikojana i Gurewicza, weszły Zakłady „Sokół” w Niżnym Nowogrodzie, gdzie produkowano MiG-31, i Zakład Łuchowice pod Moskwą, gdzie powstawały MiG-29. W skład OAO Suchoja weszły zakłady w Komsomolsku nad Amurem (KNAAPO) produkujące Su-35, w Nowosybirsku produkujące Su-34 oraz w Irkucku, wytwarzające Su-30. Producentem Su-25 był zakład w Tbilisi, więc wyleciał z gry, bo został w Gruzji. Natomiast obecną AO Tupolew tworzy biuro konstrukcyjne w Moskwie i zakład w Kazaniu (KAZ). I właśnie ta korporacja ma największe możliwe zadłużenie w Rosji.
Legendarny RSK MiG przestał istnieć, a samoloty znane pod tą marką właściwie całkowicie przejdą do historii.
Dawne biuro konstrukcyjne na Polu Chodyńskim zlikwidowano, a grunty wyprzedano w czerwcu 2022 roku, wraz z ostatecznym włączeniem całości struktur do korporacji OAK (Zjednoczona Korporacja Lotnicza). W tym przełomowym momencie funkcję Dyrektora OKB im. A.I. Mikojana (oraz Zastępcy Dyrektora Zarządzającego ds. Lotnictwa Operacyjno-Taktycznego) pełnił Andriej Niedosiekin. Teraz przeszedł on do pracy w OKB Suchoja jako kierownik komórki wydzielonej z dawnego MiGa. W 2024 r. jego dotychczasowe stanowisko objął Aleksiej Matwiejew, wywodzący się bezpośrednio z biura Suchoja i to był właściwie koniec MiGa.
Z dawnego imperium MiGa pozostały jedynie rozproszone zakłady produkcyjne. Kompleks „Sokół” w Niżnym Nowogrodzie (niegdyś Gorki) jest utrzymywany przez państwo głównie z powodu wsparcia technicznego – remontów, napraw i produkcji części zamiennych dla ciężkich myśliwców przechwytujących MiG-31, ale już w ramach korporacji OAK. Ponadto fabryka produkuje komponenty dla samolotu szkolnego Jak-130 i miała dostarczać elementy dla pasażerskiego MS-21, jednak ten ostatni program zmaga się z ogromnymi opóźnieniami i problemami z substytucją importowanych części.
Z kolei Zakład Łuchowicki w ramach struktur OAK ma produkować nowe samoloty komunikacji regionalnej Ił-114. Ten program również faktycznie leży po katastrofie prototypu i z powodu permanentnych problemów z silnikami TW7-117ST. Choć OAK zapewnia wprawdzie, że marka „MiG” zostanie utrzymana w celach marketingowych, to bez nowych, własnych projektów i niezależnego zaplecza inżynieryjnego staje się ona jedynie historyczną maskotką i nie wiadomo, czy kiedykolwiek jeszcze pojawi się jakiś MiG.
Na zdjęciach
Lim-5 czyli MiG-17F produkowany z licencji w WSK Mielec.
Fot. Michał Fiszer
MiG-21MF Z 41. PLM Malbork, 1992 r.
Fot. Michał Fiszer
MiG-23MF z 28. PLM Słupsk w Powidzu, 1991 r.
Fot. Michał Fiszer
Para MiG-29 i MiG-29UB po starcie z Mińska, końcówka 1. PLM "Warszawa", 2008 r.
Fot. Michał Fiszer
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Proszono mnie o krótkie posty to będą
Błąd uproszczenia na którym gra dezinformacja
Celowo piszę dezinformacja, a nie "rosyjska dezinformacja", ponieważ powiedzmy sobie: metodę działań informacyjnych, socjotechniki, manipulację, stosują WSZYSCY.
I tu jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach. Każdy ma jakieś cele wobec nas, mniej lub bardziej dla nas szkodliwe. Czy można się obrażać na KIA Automotives, że manipulują w reklamach, podobnie zresztą jak każdy inny koncern? Widzieliście kiedyś w reklamie, jak do samochodu sapiąc i kaszląc wsiada jakiś obleśny, niedomyty facet? Zawsze jest to jakaś piękna kobieta i hollywoodzki amant, a w tle zachód słońca, piękna przyroda, no sam miód. To JEST manipulacja. Ale nie robi nam krzywdy, bo i tak kupimy jakiegoś złoma na auto-moto. Nie czepiajcie się tego, taki sucharek, żeby się kawki napić.
Ale wracając do sedna. Rosja prowadzi BARDZO intensywną dezinformacje w celach imperialnych. Z drugiej strony oceanu płynie wojna informacyjna zmierzająca do rozbicia UE i pozbycia się konkurencji. Podobnie bardzo subtelna dezinformacja z Chin, która ma uzależnić Zachód na różnych polach. To samo robią formacje polityczne. I... żony na skale mikro. A co, może nie?
Odbiorca oczekuje jasnej, prostej odpowiedzi. Winni są kosmici. Albo chemtralsy. Konic, kropka, jasne? Jasne, a ONI ci tego nie powiedzą.
No nie powiedzą, bo to gówno prawda.
Weźmy te zamieszki w Europie zachodniej. Podsuwają nam proste odpowiedzi. Emigranci zarobkowi, a na polu ekonomicznym - winna jest pomoc Ukrainie. A rzeczywistość jest o WIELE BARDZIEJ ZŁOŻONA.
Problemem SĄ emigranci, którzy się nie integrują i nie przejmują NASZYCH obyczajów.
Ale po pierwsze są tacy, którzy się integrują, a po drugie - ta reszta to NIE JEST JEDYNY PROBLEM.
Kolejna grupa o wiele bardziej zintegrowana to pochodzący z Afryki czy Azji ludzie z epoki kolonialnej, mieszkający w takiej Francji od 100 lat i pięciu pokoleń. Ich aparycja się nie zmieniła, bo coś tam mają w genach. Ale to żadni emigranci.
Problemem jest rozdmuchanie oczekiwań na polu ekonomicznym, edukacyjnym, socjalnym, itp. Populistyczne rządy (niezależnie od opcji) obiecują coraz więcej, bo nie wygrają wyborów. Nikt ci tyle nie da, ile ja ci mogę obiecać. Zadłużają się, społeczeństwa żyją na kredyt. Bańka pęka i gówno się wylewa. Ludzie są wkurwieni. WSZYSCY. Biali, niebiali, lokalsi, emigranci, bez różnicy. Każdego to dotyka.
To jest właśnie GŁÓWNE podłoże obecnych protestów. ALE NIE JEDYNY. Emigranci również się burzą, bo się rozczarowali.
I jeszcze jest rosyjska wojna informacyjna. Łapie okazję, wzmacnia, podsyca, nakręca, wypacza. Podsuwa fałszywe, jedne, proste wyjaśnienia. Kanalizuje emocje tam, gdzie chce, gdzie potrzebuje. Na władze państwowe, na wartości. Działa instrumentalnie, w dupie ma czy Europa ma problem z emigrantami czy nie ma, ale jak się da rozegrać, wprowadzić na tej fali prorosyjskie rządy głoszące tzw. "tradycyjne wartości" (jakie k... tradycyjne? Kochaj bliźniego swego jak siebie samego? No bez jaj...).
Nie oceniam polityki. Mam swoje zdanie na temat emigracji, ale nie ujawniam się tu, bo nie o to chodzi. Ja w ogóle nie o tym.
To przykład. Pokazuje mechanizm. Wszystko się miesza jak w tyglu, nie ma jednej przyczyny, nie ma jasnej, prostej odpowiedzi. Składa się na to wiele czynników i często niemierzalnych by móc określić procentowy wpływ.
Życie. Nic nie jest proste. Szukajcie, dociekajcie, a poznacie coraz więcej okoliczności, kontekstu, coraz lepiej zrozumiecie mechanizmy. Ale pamiętajcie: NIC NIE JEST PROSTE.
Dlatego moje krótkie posty też są długie, a te długie - bardzo długie...
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Myślę, że warto przeczytać. Co prawda sam Andrij Biłecki pod względem poglądów (nacjonalista) nie jest z mojej bajki, ale dowódcą, oceniając obiektywnie, jest dobrym. I myślę, że warto uważnie przeczytać co mówi.
Michał Fiszer retweeted
Fragment książki o F-16 która jest właściwie napisana
Modernizacja PoBIT (Post Block Integration Team)
W 2019 r. zdecydowano się na zmodernizowanie aż 608 samolotów F-16C/D Block 40/42/50/52 należących do USAF do standardu zbliżonego w wersji F-16V Block 70/72 poprzez bardzo głęboką modernizację wyposażenia i uzbrojenia. Modernizacja dotyczyła używanych w USAF samolotów tych wersji. Program ruszył z początkiem 2022 r. i zgodnie z planem modernizacje PoBIT mają zostać sfinalizowane w 2028 r. Jest on połączony z remontami płatowców i kolejnymi programami SLEP zmierzającymi do wzmocnienia struktury płatowca oraz wydłużenia resursów. Prace remontowe i modernizacyjne wykonuje się w wojskowym zakładzie remontowym Ogden Air Logistics Complex (baza Hill, Utah).
Plan modernizacji obejmuje:
Block) F-16C F-16D Łącznie wariantu
Block 40 (silniki GE) 197 25 222
Block 42 (silniki PW) 65 14 79
Block 50 (silniki GE) 224 33 257
Block 52 (silniki PW) 42 8 50
RAZEM FLOTA PoBIT 528 80 608
Stary radar mechaniczny AN/APG-68 jest zastępowany radarem z aktywnym skanowaniem fazowym (AESA) Northrop Grumman AN/APG-83 SABR (Scalable Agile Beam Radar). Pozwala on na jednoczesne śledzenie ponad 20 celów, wyraźnie zwiększa zasięg wykrywania celów powietrznych, ma zwiększoną odporność na zakłócenia elektroniczne (ECM) oraz generuje mapy terenu o o jeszcze większej rozdzielczości na zakresie SAR. Na architekturę opartą o radar AN/APG-81 z samolotu F-35A.
W ramach programu PoBIT dokonywana jest wymiana dotychczasowego komputera misji na nowoczesny komputer MMC (Modular Mission Computer) serii 7000, dysponujący zwielokrotnioną mocą obliczeniową, która jest niezbędna do przetwarzania danych strumieniowych z nowego radaru AESA. W kabinie instalowany jest nowy, centralny wyświetlacz ciekłokrystaliczny CPD (Center Pedestal Display) o wysokiej rozdzielczości i powierzchni wyświetlania 152 x 203 mm, który prezentuje pilotowi zintegrowany, syntetyczny obraz sytuacji taktycznej.
Głęboką modernizację przechodzą również systemy transmisji danych. Wdrażany jest terminal standardu Link 16 typu MIDS JTRS (Multifunctional Information Distribution System Joint Tactical Radio System) w standardzie Concurrent Multi-Netting-4 (CMN-4). Umożliwia on płynną, szerokopasmową i cyfrową wymianę informacji o celach z maszynami V generacji (F-35 i F-22), a także z systemami przeciwlotniczymi Patriot i samolotami wczesnego ostrzegania AWACS.
Równolegle na pokładzie montowany jest zmodernizowany modem danych taktycznych SADL (Situation Awareness Data Link), poprawiający współdziałanie z siłami lądowymi. Główna różnica polega na tym, że Link 16 to globalny standard wielozadaniowy dla całego NATO, podczas gdy SADL to wyspecjalizowane, lokalne łącze stworzone do bezpośredniej współpracy lotnictwa z wojskami lądowymi. Link 16 (MIDS JTRS) operuje w paśmie UKF na częstotliwościach 960–1215 MHz, a SADL działa w niższym paśmie UKF, na częstotliwościach 420–450 MHz.
Dotychczasowe, analogowe radiostacje AN/ARC-164 HAVE QUICK II oraz AN/ARC-222 wylatują z luku awioniki. Ich miejsce u boku terminala MIDS zajmuje fabrycznie nowa, wielopasmowa radiostacja definiowana programowo (SDR) typu AN/ARC-238 (produkcji Rohde Schwarz), obsługująca najnowszy natowski protokół bezpiecznej łączności głosowej SATURN. Wymianie podlegają także urządzenia identyfikacji swój-obcy – stare transpondery są zastępowane przez nowoczesny system IFF Mode 5 (w wersji AN/APX-126 lub pokrewnej), który wykorzystuje zaawansowane kryptograficznie, zmienne algorytmy szyfrowania, odporne na podsłuch i próby zakłócenia przez przeciwnika.
Wybrane dywizjony Post-Block (zwłaszcza z zadań SEAD/DEAD) otrzymują zintegrowany system walki cyfrowej nowej generacji, który potrafi wykrywać, lokalizować i cyfrowo zagłuszać najnowocześniejsze systemy radiolokacyjne przeciwnika. Jest to Northrop Grumman AN/ALQ-257 IVEWS (Integrated Viper Electronic Warfare Suite). W przeciwieństwie do starszych systemów, które działały w ograniczonych zakresach częstotliwości, IVEWS operuje w bardzo szerokim, ciągłym paśmie radiowym. Oznacza to, że system potrafi jednocześnie wykrywać, identyfikować i cyfrowo zakłucać radary przeciwnika działające na falach o różnej długości, od radarów wczesnego ostrzegania po stacje naprowadzania pocisków rakietowych. Sercem systemu jest technologia DRFM (Digital Radio Frequency Memory), która pozwala na przechwycenie sygnału wrogiego radaru, błyskawiczne jego zmodyfikowanie i odesłanie z powrotem fałszywej informacji, co całkowicie oszukuje systemy radarowe wroga. Northrop Grumman, będąc producentem zarówno radaru AN/APG-83 SABR, jak i systemu IVEWS, zaprojektował oba urządzenia tak, aby działały w idealnej synergii. Systemy te „rozmawiają” ze sobą w ułamkach milisekund, dzięki czemu IVEWS może prowadzić agresywne zakłócanie elektroniczne wroga dokładnie w tym samym momencie, w którym radar SABR bez żadnych przeszkód śledzi cele powietrzne i naziemne. Jest to system całkowicie wewnętrzny, montowany w strukturze płatowca F-16.
Stara szyna danych standardu MIL-STD-1553 miała zbyt małą przepustowość, by obsłużyć wielką ilość informacji z nowego radaru. W ramach PoBIT instaluje się szybką, światłowodową sieć Ethernet, która pozwala na szybki transfer danych o celach pomiędzy radarem, komputerem misji a wyświetlaczami w kabinie.
Dokonywana jest też unifikacja komputerów sterowania lotem (Fly-By-Wire) do najnowszego standardu, co poprawia charakterystyki pilotażowe maszyn Post-Block i pozwala na bezproblemową współpracę z automatycznymi systemami antykolizyjnymi. Dodatkowo instaluje się Programowalny Cyfrowy Generator Map (TAMMAC), który dostarcza pilotowi trójwymiarowe, cyfrowe mapy rzeźby terenu o wysokiej rozdzielczości, zintegrowane z systemem ostrzegania o bliskości ziemi (Auto-GCAS). System automatycznie nanosi na mapę strefy rażenia wykrytych wrogich baterii przeciwlotniczych. Ponadto wymienia się w samolotach generatory prądu na wersje o znacznie większej mocy oraz modyfikuje wewnętrzne systemy chłodzenia powietrznego i cieczowego w kadłubie, zabezpieczając awionikę przed przegrzaniem.
Na samolotach montuje się nowy zintegrowany układ nawigacji bezwładnościowej i odbiornik GPS typu LN-260 M-Code (Northrop Grumman LN-260 Advanced Embedded GPS/INS z modułem MGUE – Military GPS User Equipment, oznaczenie wojskowe AN/ASN-175). Sercem nowej konfiguracji satelitarnej jest karta odbiornika z technologią M-Code, dostarczana najczęściej przez firmę L3Harris lub Raytheon (RTX). Zapewnia ona bezpośredni dostęp do głęboko szyfrowanych sygnałów militarnych z satelitów nowej generacji GPS III. Sam układ bezwładnościowy bazuje na monolitycznych żyroskopach laserowych oraz akcelerometrach o podwyższonej stabilności produkowanych przez Northrop Grumman, co gwarantuje zminimalizowany współczynnik dryfu pozycji w warunkach całkowitego zakłócania GPS (GPS-denied environment). Dotychczasowy odbiornik TACAN Rockwell Collins AN/ARN-118(V) lub nowszy AN/ARN-154(V), który działał w oparciu o architekturę analogową, zostaje zastąpiony przez cyfrowy Colins Aerospace (RTX) AN/ARN-154(V)5. Podobnie jest z odbiornikiem ILS, wymienianym na cyfrowy, szyfrowany (trudnowykrywalne przez przeciwnika radiolatarnie ścieżki i kursu).
Malowanie Have Glass V w charakterystycznym, ciemnografitowym malowaniu „Dark Viper” nie jest związane z modernizacją PoBIT, ale jest nakładane mniej więcej równolegle z nią, choć nie można używać go do "pewnej" identyfikacji zmodernizowanego samolotu, są wyjątki w obie strony.
Have Glass V to najnowsza generacja specjalistycznej powłoki lakierniczej o właściwościach pochłaniających promieniowanie radarowe (RAM – Radar Absorbent Material), nakładanej na poszycie strukturalne amerykańskich oraz wybranych sojuszniczych myśliwców F-16. W przeciwieństwie do starszych powłok RAM, które bazowały na grubych, ciężkich warstwach ferromagnetycznych (zwiększających masę samolotu i podatnych na łuszczenie), Have Glass V wykorzystuje technologię mikroskopijnych cząstek metalicznych. Klasyczny, niemodyfikowany F-16 posiada skuteczną powierzchnię odbicia radarowego (RCS) na poziomie około 5 m². Po nałożeniu pełnej powłoki Have Glass V (w zależności od kąta opromieniowania), wskaźnik RCS myśliwca spada według niezależnych analiz do około 1,2–1,5 m², a w niektórych pozycjach nawet poniżej 1 m². Oczywiście to bardzo daleko do F-35 czy F-22, ale poważnie utrudnia wykrycie.
Modernizacja JEON (Joint Emergency Operational Need) dla Gwardii Narodowej
Program JEON narodził się z pilnej potrzeby zgłoszonej przez Dowództwo Północnoamerykańskiej Obrony Powietrznej i Kosmicznej (NORAD). Tradycyjne myśliwce F-16 Gwardii Narodowej, pełniące pokojowe dyżury bojowe QRA / ACA (Aerospace Control Alert), były wyposażone w przestarzałe radary z mechanicznym skanowaniem z serii AN/APG-68.
W przeciwieństwie do powolnych, ciągnących się latami procedur przetargowych Pentagonu, status JEON pozwolił na ominięcie biurokracji i natychmiastowe skierowanie środków finansowych na montaż nowoczesnych radarów z aktywnym skanowaniem fazowym (AESA) AN/APG-83 SABR (koncernu Northrop Grumman). Pakiety modernizacyjne z radarem AESA z najwyższym priorytetem zainstalowano zarówno na maszynach Post-Block (PoBIT), jak i na 86 najstarszych samolotach Pre-Block (Block 25 i Block 32) eksploatowanych przez Gwardię Narodową, dlatego czasem też program jest nazywany PreBIT.
Pierwszą jednostką Gwardii Narodowej, która została w całości zmodernizowana w ramach pilnego programu JEON, było 113. Skrzydła Myśliwskie Dystryktu Kolumbii, stacjonujące w bazie Joint Base Andrews w stanie Maryland.
Program JEON był „strażą pożarną” – skupiał się na szybkim i masowym montażu radaru AESA (AN/APG-83) oraz niezbędnego minimum awionicznego (nowe wyświetlacze cyfrowe, zmodernizowane komputery misji) na wybranych maszynach do obrony kraju. Stał się on jednak bezpośrednim fundamentem i katalizatorem dla opisanego wcześniej, wielkiego programu PoBIT, który w kolejnych latach przejął te doświadczenia i objął kompleksową, głęboką modernizacją (wliczając systemy IVEWS i łączność MIDS-JTRS) całą flotę 608 maszyn Post-Block. Program JEON udowodnił, że radar AESA można sprawnie zintegrować nawet ze starszymi płatowcami F-16 Block 25/32.
Starsze wersje komputerów pokładowych otrzymały nowe pakiety oprogramowania (Operational Flight Program – OFP), zdolne do przeliczania algorytmów śledzenia celów o małej skutecznej powierzchni odbicia (RCS). Aby pilot mógł w pełni wykorzystać potencjał mapowania i śledzenia radaru SABR, zmodernizowano ekrany wielofunkcyjne (MFD), dostosowując je do wyświetlania cyfrowego obrazu o wysokiej rozdzielczości. Układ celowniczy dostosowano do odpalania najnowszych wersji pocisków dalekiego i krótkiego zasięgu, współpracujących z celownikami nahełmowymi JHMCS - AIM-120D AMRAAM i AIM-9X Sidewinder.
Block/Napęd F-16C F-16D Łącznie
Block 25 (silniki Pratt & Whitney F100) 19 4 23
Block 30 (silniki General Electric F110) 36 6 42
Block 32 (silniki Pratt & Whitney F100) 18 3 21
RAZEM FLOTA JEON (ANG) 73 13 86
W odróżnieniu od PoBIT, JEON objął tylko część wyposażenia każdego z wybranych dywizjonów Gwardii Narodowej. Niektóre dywizjony Gwardii Narodowej eksploatują też samoloty Block 40 i wyżej po „pełnokrwistym" PoBIT. JEOF ruszył na przełomie 2017 i 2018 r., a fizyczną przebudowę zaczęto z końcem 2019 r. Program całkowicie zakończono wiosną 2022 r. i od razu ruszył pełnoskalowy program PoBIT.
Na pierwszym zdjęciu jest myśliwiec F-16C Block 40 (88-0808, znanym również pod własną nazwą „BOB”) należący do 51. Skrzydła Myśliwskiego (OS) w bazie Osan Air Base w Korei Południowej po modernizacji PoBIT. Maszyny z Osan przeszły pełne 22 modyfikacje (w tym instalację radaru nowej generacji, nowego centralnego wyświetlacza w kabinie CDP oraz systemów walki elektronicznej).
Fot. USAF
Na drugim zdjęciu myśliwiec F-16CM Block 50 o numerze seryjnym 90-0800 z 52. Skrzydła Myśliwskiego z bazy Spangdahlem w Niemczech Wszystkie aktywne myśliwce F-16 z bazy Spangdahlem (należące do USAFE, czyli Sił Powietrznych USA w Europie) zostały włączone do wielkiego programu PoBIT (Post Block Integration Team), czyli całość stacjonującego tu 480. Dywizjonu Myśliwskiego.
Fot. Staff Sgt Trevor T McBride/U.S. Air Force
F-16C Block 30 należących do 113. Skrzydła Gwardii Narodowej Dystryktu Kolumbii, trzy na pierwszym planie są po JEON i mają radary AN/APG-83 SABR.
Fot. USAF ANG
F-16C Block 50B należący do 122. Skrzydła
Myśliwskiego Lotnictwa Gwardii Narodowej stanu Indiana, stacjonującego w bazie Fort Wayne po pełnej modernizacji PoBIT.
Fot. USAF ANG
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Michał Fiszer retweeted
Debiut bojowy F-16A - Izrael
fragment książki - jeszcze przed korektą, jak coś zauważycie to mówcie. Wczoraj ktoś wyłapał błąd z AN/ARC-238, w przedstawionym fragmencie był Raytheon. W piętnastu innych miejscach jest prawidłowo Rohde & Schwarz, a w jednym był błąd. Już poprawiony dzięki czujności czytelnika. Korekta z pewnością wyłapie więcej, w końcu to ponad pół miliona znaków ze spacjami (573 tys. dokładnie, będzie cięte o jakieś 50 tys.).
Ja się nie obrażam za poprawki, bo to służy temu, że ostateczna, papierowa wersja będzie doszlifowana na max. A będzie to cegła jak cholera...
Pierwszym państwem, które użyło myśliwców F-16 w walce, był Izrael. W czasie, gdy pierwsze „szesnastki” (wersje F-16A/B Netz) trafiły do tego kraju, na Bliskim Wschodzie od ośmiu lat, czyli od zakończenia wojny Jom Kippur w 1973 r., panował względny spokój. Niestety, nie trwał on długo. W sąsiednim Libanie wybuchła krwawa wojna domowa, w którą zaangażowała się Syria, a na dodatek we wrześniu 1980 r. rozpoczął się długotrwały konflikt między Irakiem i Iranem.
Izrael, poważnie zaniepokojony irackimi dążeniami do skonstruowania własnej broni jądrowej, postanowił zniszczyć ośrodek atomowy Al-Tuwaitha budowany w pobliżu Bagdadu. Kompleks badawczy powstawał przy znacznym udziale specjalistów francuskich i włoskich, a sam reaktor klasy Osiris został przez Francuzów nazwany Osirak (w Izraelu operowano nazwą Tammuz 1). Centralnym elementem ośrodka był niemal ukończony, ale ciągle jeszcze „zimny” reaktor, czekający na umieszczenie w nim dostarczonego już paliwa nuklearnego. Wprowadzenie uranu do rdzenia planowano na lato 1981 r. Izrael, zdając sobie sprawę z katastrofalnych skutków radiologicznych zniszczenia „gorącego”, działającego reaktora, podjął decyzję o zrównaniu go z ziemią przed tą datą.
Plany akcji przygotowywano już od 1979 r. Początkowo planiści rozważali użycie grupy uderzeniowej złożonej z samolotów A-4 Skyhawk i F-4 Phantom II. Jednak zasięg tych maszyn zmuszał do tankowania ich w powietrzu, co nad wrogim terytorium wiązało się z ogromnym ryzykiem. Dopiero dostarczone w 1980 r. myśliwce F-16A/B dały możliwość osiągnięcia celu bez tankowania w powietrzu, pod warunkiem zastosowania specyficznej kombinacji podwieszeń: dwóch podskrzydłowych zbiorników paliwa o pojemności 1400 dm³ oraz jednego podkadłubowego o pojemności 1135 dm³. Ówczesne instrukcje amerykańskie zabraniały jednoczesnego przenoszenia trzech zbiorników oraz ciężkich bomb Mark 84 o wagomiarze 908 kg, ponieważ obawiano się, że zrzucane po opróżnieniu zbiorniki podskrzydłowe mogą uderzyć w ładunek bojowy. Izraelscy piloci i inżynierowie podjęli jednak próby w locie i całkowicie rozwiali te obawy (później tę konfigurację przejęło samo USAF).
Na pustyni Negew zbudowano wierną makietę irackiego ośrodka, na której bombardowanie z lotu nurkowego ćwiczyło ośmiu wyznaczonych pilotów (oraz czterech zapasowych). Na dowódcę grupy uderzeniowej mianowano ppłk. Ze’eva Raza. Uderzenie, któremu nadano kryptonim operacja Opera (znana też jako operacja Babilon), wyznaczono początkowo na niedzielę, 10 maja 1981 r. Tuż przed startem akcję odwołał jednak premier Menachem Begin z powodu przecieku informacyjnego, o którym dowiedział się lider opozycji Szimon Peres. Gdy wywiad (Mosad) zapewnił, że szczegóły planu nie dotarły do państw arabskich, wyznaczono nowy termin: niedzielę, 7 czerwca 1981 r.
Opóźnienie przyniosło niespodziewaną korzyść – technicy rozbrajający maszyny w maju odkryli, że zapalniki bomb miały błędnie ustawione zwłoki czasowe, co doprowadziłoby do sytuacji, w której bomby zrzucane przez kolejnych pilotów eksplodowałyby od uderzeń poprzedników, niszcząc lecące w formacji F-16. Niedziela 7 czerwca była terminem ostatecznym także dlatego, że spodziewano się nieobecności francuskich specjalistów. Choć sądzono, że Francuzi świętują weekend w stylu europejskim, w rzeczywistości pracowali oni według kalendarza irackiego (z wolnym piątkiem), a niedziela była dla nich zwykłym dniem pracy, ale mimo to w trakcie ataku zginął tylko jeden francuski inżynier, Serge Girod.
W dniu misji wiatr wymusił zmianę kierunku startu z lotniska Etzion na Synaju. Formacja ośmiu F-16A, osłaniana na wyższym pułapie przez sześć myśliwców F-15A Baz, musiała przelecieć nad Zatoką Akaba. Przypadek sprawił, że lecące na skrajnie niskiej wysokości samoloty przeszły niemal bezpośrednio nad jachtem króla Jordanii, Husajna I. Monarcha, będący doświadczonym pilotem, natychmiast rozpoznał izraelskie maszyny, dostrzegł konfigurację bojową i zdając sobie sprawę z wektora lotu, wysłał radiowe ostrzeżenie do dowództwa w Bagdadzie. Ostrzeżenie to zostało jednak zlekceważone przez iracką służbę operacyjną, gdyż Saddam Husajn przebywał wówczas daleko od stolicy, wizytując front wojny z Iranem.
Grupa kontynuowała lot na wysokości zaledwie 30 metrów nad pustynią, aby uniknąć wykrycia przez radary jordańskie, saudyjskie i irackie. Dopiero tuż przed Bagdadem formacja dynamicznie wzniosła się na wysokość ponad 2000 m, po czym przeszła do gwałtownego nurkowania pod kątem 35 stopni. Zaskoczenie było całkowite. Żadna z osłaniających rejon baterii rakietowych 2K12 Kub czy S-125 Newa nie zdążyła odpalić pocisku. Samoloty powitał jedynie chaotyczny ogień lufowej artylerii przeciwlotniczej.
Wbrew obawom, niemal wszyscy piloci uderzyli z chirurgiczną precyzją. Najmłodszy uczestnik nalotu, por. Ilan Ramon (który w 2003 r. zginął jako pierwszy izraelski astronauta w katastrofie promu Columbia), leciał jako ostatni w formacji i zrzucił bomby w gęsty dym wznoszący się nad rozbitym celem. Wbrew powojennym plotkom o rzekomym chybieniu przez Ramona, oficjalne analizy IAF potwierdziły, że w kopułę reaktora o średnicy niespełna 50 metrów trafiło bezpośrednio 14 z 16 zrzuconych bomb wagomiaru 908 kg (dwie bomby zrzucone przez kpt. Iftacha Spectora osunęły się po ścianie i wybuchły tuż obok, niszcząc laboratoria).
Ośrodek został trwale zniszczony, a iracki program atomowy cofnięty o dekady. Wszystkie maszyny F-15 i F-16 wróciły do baz bez jakichkolwiek strat, wykonując spektakularny rajd bojowy na dystansie ponad 1600 km w obie strony, co zapisało się jako jeden z największych sukcesów w historii wykorzystania myśliwców F-16.
Na wykazanie swoich pełnych zalet jako samolotów myśliwskich izraelskie „szesnastki” (F-16A/B Netz) musiały poczekać do czerwca 1982 r., kiedy rozegrała się słynna bitwa nad doliną Bekaa. Pierwsze zwycięstwa powietrzne odniesiono jednak rok wcześniej. 28 kwietnia 1981 r. para F-16A przechwyciła i zniszczyła nad Libanem syryjski śmigłowiec Mi-8, lecący z zaopatrzeniem dla sił palestyńskich. Sukces ten zapisał na swoim koncie por. Rafi Berkovich. Było to pierwsze w historii globalnej eksploatacji F-16 zwycięstwo powietrzne. Kolejną maszynę tego typu zestrzelono niespełna kilka godzin później, a sukces odniósł dowódca 117. Dywizjonu, ppłk Ze’ev Raz.
Niedługo później, 14 lipca 1981 r., ppłk Amir Nachumi (dowódca 110. Dywizjonu) zestrzelił nad Libanem syryjski myśliwiec MiG-21, co stanowiło pierwszy na świecie przypadek zestrzelenia samolotu odrzutowego przez F-16. Łącznie przed wybuchem pełnoskalowej wojny w 1982 r. izraelskie F-16 zapisały na swoje konto kilka syryjskich MiGów-21.
Działający w południowym Libanie partyzanci Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP) mocno dawali się we znaki ludności cywilnej w Północnej Galilei, ostrzeliwując z moździerzy i wyrzutni rakietowych BM-21 Grad przygraniczne kibuce i osiedla. Przeprowadzili oni również serię zamachów w samorządach Izraela oraz poza jego granicami. W odpowiedzi na rajdy odwetowe izraelskiego lotnictwa, Syria podjęła decyzję o rozmieszczeniu silnego, zintegrowanego systemu obrony powietrznej w rejonie kontrolowanego przez siebie libańskiego pasma górskiego Dżabal al-Baruk oraz w sąsiedniej dolinie Bekaa.
Rząd Izraela, dążąc do ostatecznej likwidacji baz terrorystycznych, rozpoczął 6 czerwca 1982 r. operację lądowo-powietrzną Pokój dla Galilei. Kluczowym elementem kampanii stało się zneutralizowanie syryjskiego parasola przeciwlotniczego w dolinie Bekaa, który paraliżował swobodę działań sił własnych. Obronę tę tworzyło początkowo 19 baterii rakiet przeciwlotniczych: głównie samobieżne zestawy średniego zasięgu 2K12 Kub uzupełnione przez stacjonarne zestawy S-75M Wołchow i S-125M Newa, rozmieszczone na przygotowanych, zamaskowanych pozycjach. Architektura tego systemu miała jedną słabość – eliminacja radaru naprowadzania i kierowania ogniem danej baterii (np. stacji 1S91 dla systemu Kub) całkowicie pozbawiała zdolności bojowej podległe mu wyrzutnie. Zamiast atakować dziesiątki wyrzutni, wystarczyło uderzyć w 19 stacji radiolokacyjnych. Zadanie to wciąż pozostawało niezwykle ryzykowne, gdyż w pełni sprawny system był teoretycznie zdolny do jednoczesnego zwalczania kilkunastu celów w jednej salwie.
Izraelski plan uderzenia, któremu nadano kryptonim operacja Mole Cricket 19 (Kret 19), został przygotowany z chirurgiczną precyzją. Nalot wyznaczono na godzinę 12:00 w dniu 9 czerwca 1982 r., jednak ostateczna zgoda rządu nadeszła z opóźnieniem, o 13:30. Formacje myśliwców Kfir, A-4 Skyhawk, F-4E Phantom II, F-15A Baz i F-16A Netz natychmiast wystartowały alarmowo.
Aby zmusić Syryjczyków do ujawnienia swoich pozycji, Izraelczycy zastosowali taktykę walki elektronicznej i forteli. Nad dolinę Bekaa wysłano chmary bezzałogowych aparatów latających (bsp Tadiran Mastiff i IAI Scout). Syryjskie radary wzięły je za pierwszą falę uderzeniową i włączyły stacje naprowadzania, przygotowując się do strzału. Dodatkowo z samolotów F-4E i stanowisk lądowych wystrzelono szybujące pułapki radarowe, bezzałogowe cele pozorne typu Samson oraz napędzane silnikami rakietowymi Delilah.
Gdy zdezorientowane syryjskie baterie otworzyły ogień do celów pozornych, ich radary stały się natychmiast widoczne dla nadlatujących na skrajnie niskim pułapie 24 samolotów F-4E Phantom II. Phantomy odpaliły pociski przeciwradiolokacyjne AGM-45 Shrike oraz nowsze AGM-78 Standard ARM. Ponieważ starsze rakiety Shrike traciły namiar po wyłączeniu radaru przez przeciwnika, załogi Phantomów zbliżały się na odległość strzału, by w przypadku wyłączenia stacji natychmiast ponowić atak kierowanymi optoelektronicznie pociskami AGM-65 Maverick. Koordynację operacji ułatwiał krążący na bezpiecznej wysokości samolot wczesnego ostrzegania E-2C Hawkeye, a misje zakłócania syryjskiej łączności i dowodzenia realizował wyspecjalizowany Boeing 707 walki elektronicznej.
W wyniku skoordynowanego uderzenia w niespełna kilkanaście minut zniszczono radary większości syryjskich baterii. Na bezbronne stanowiska rakietowe runęła druga i trzecia fala uderzeniowa złożona z samolotów Kfir, A-4 Skyhawk oraz wielozadaniowych F-16A. Maszyny z lotu nurkowego zasypały pozycje wroga bombami klasycznymi, niszcząc wyrzutnie oraz wozy logistyczne. Podczas tych intensywnych ataków nad doliną Bekaa stracono jeden samolot A-4 Skyhawk (pilot kpt. Aharon Achiaz wykatapultował się i dostał się do niewoli). Była to jedyna strata bojowa IAF w tej fazie operacji. Do końca dnia 17 z 19 syryjskich baterii przestało istnieć.
Dopiero w tym momencie dowództwo w Damaszku rzuciło do rozpaczliwej walki własne lotnictwo myśliwskie, nad dolinę Bekaa skierowano około 100 myśliwców MiG-21, MiG-23 oraz szturmowych Su-22. Doszło do największej bitwy powietrznej od czasów wojny koreańskiej. Na zbliżające się formacje syryjskie naprowadzono krążące na dużej wysokości myśliwce F-15A Baz, które wykorzystując dane z E-2C Hawkeye, odpaliły z dużego dystansu pociski kierowane radarowo AIM-7F Sparrow. Syryjskie samoloty, pozbawione własnej kontroli radiolokacyjnej z ziemi z powodu zakłóceń, leciały w zwartych formacjach i poniosły ciężkie straty.
Gdy syryjski szyk uległ rozproszeniu i starcie przekształciło się w kołową walkę manewrową, do akcji wkroczyły zwrotne myśliwce F-16A Netz. Wykorzystując pociski naprowadzane na podczerwień AIM-9L Sidewinder oraz izraelskie Shafrir 2, a także działka pokładowe, załogi F-16 urządziły pogrom uciekającym maszynom wroga. Wbrew pierwotnym, skromnym szacunkom z dawnych analiz, bilans samej tylko operacji Mole Cricket 19 i kolejnych dni starć (9–11 czerwca) zamknął się porażającym wynikiem: izraelskie lotnictwo zestrzeliło od 82 do 86 syryjskich samolotów bez ani jednej straty własnej w walkach powietrznych.
Myśliwce F-16 zapisały na swoje konto aż 44 zestrzelenia (czyli ponad połowę sukcesów koalicji), stając się niekwestionowanym triumfatorem tej bitwy. To są oczywiście dane izraelskie, Rosjanie podają zupełnie inne wyniki bitwy. Według oficjalnych raportów ZSRR, Syria straciła w walkach powietrznych jedynie od 32 do 37 samolotów (głównie starszych wersji MiG-21 oraz nowszych MiG-23MS), jednocześnie przypisywano im zestrzelenie aż 68 izraelskich samolotów (okazało się to kompletną nieprawdą). Rosyjskie podręczniki taktyki wojskowej przez lata opisywały starcie z 11 czerwca 1982 r., w którym syryjski pilot kpt. Tomah al-Masri, lecąc na MiGu-23MS, miał rzekomo zestrzelić izraelskiego F-16 za pomocą pocisków R-13M z bliskiej odległości, zanim sam został zestrzelony przez innego F-15.
W rezultacie, choć Moskwa oficjalnie ogłosiła „zrównoważony bilans bitwy”, to skala klęski syryjskiej OPL i lotnictwa była dla radzieckich generałów szokiem. Doprowadziła ona do natychmiastowego odwołania ze stanowisk kilku wysokich rangą dowódców Wojsk Obrony Przeciwlotniczej ZSRR (np. gen. płk Jewgienij Jurasow, szef misji w Syrii) i wymusiła pilne rozpoczęcie prac nad modernizacją radarów i systemów walki elektronicznej w nowo projektowanych myśliwcach MiG-29 i Su-27.
Następnego dnia na izraelskie samoloty przygotowujące grunt własnym wojskom lądowym znów ruszyły syryjskie MiGi. Scenariusz walki powietrznej niemal dokładnie powtórzono, lecz tym razem syryjska formacja rozsypała się natychmiast po odpaleniu Sparrowów przez F-15. Doszło do manewrowych walk na małe odległości, w których brały udział zarówno F-16, jak i F-15. „Szesnastkom” przypadło w udziale zestrzelenie 37 MiGów tylko pierwszego dnia. Jeden z pilotów, kpt. Eytan Stibbe (drugi astronauta izraelski), w jednym locie odniósł cztery zwycięstwa (MiG-23MS, dwa Su-22M2 i Gazelle)! Są to liczby zawarte już w przedstawionym wyżej ogólnym bilansie walk.
Wszystkie izraelskie myśliwce wróciły do swych baz, choć mniej zwrotne F-15 odniosły liczne uszkodzenia, głównie ogniem z 23 mm działek GSz. Do chwili obecnej według źródeł izraelskich (np. przetłumaczona na angielski książka płk Elizar'a Cohen'a „The Izraeli Best Defense”), jak i brytyjskich (kwartalnik „Air Power Journal”), a także amerykańskich (oficjalne źródła DoD) są zgodne, że izraelskie F-16 zestrzeliły w czasie bitwy nad doliną Bekaa 44 samoloty przeciwnika, nie ponosząc żadnych strat. Największy sukces odniósł dowódca 117. Dywizjonu, ppłk (później gen. bryg.) Amir Nachumi, as z ostatecznie 14 zwycięstwami powietrznymi. Cztery samoloty zestrzelił też mjr Eliezer Adar ze 117. Dywizjonu.
Warte przytoczenia są też informacje izraelskie na temat ich oceny F-16 w stosunku do F/A18. Państwo to wahało się, czy w miejsce jednosilnikowych F-16 nie zakupić bezpieczniejszych maszyn dwusilnikowych. Największym przeciwnikiem zakupu „latającego zbiornika paliwa, którego jedno trafienie rozrywa na strzępy nie pozostawiając śladu na niebie” był Ze’ev Raz, późniejszy wielokrotny zwycięzca, dowódca pierwszej izraelskiego dywizjonu „szesnastek”. To właśnie on najgłośniej narzekał na małą odporność F-16 na polu walki, optując za większym i dwusilnikowym F/A-18. Kiedy po latach zapytano go, czy nadal uważa, że F-16 jestć mało odporny w walce odpowiedział: „nie myliłem się wtedy, gdy tak mówiłem. Nadal uważam, że gdyby były one trafione, nie zostałby po nich naweć najmniejszy ślad. Czy to moja wina, że żaden z nich nie został trafiony?” Wypowiedź tą można wyjaśnić na przykładzie II wojny światowej, brytyjski bombowiec Wellington był co prawda o wiele odporniejszy od drewnianego Mosquito, ale te ostatnie ponosiły mniejsze straty. Ich atutem była nie odporność konstrukcji na ogień przeciwnika lecz duża prędkość i pułap lotu. Podobnie jest z F-16 – dzięki swej zwrotności i środkom walki radioelektronicznej najczęściej unika on trafienia.
Łącznie izraelskim F-16 do czerwca 1982 r. przypisuje się 52 zestrzelenia powietrzne (2 śmigłowce i 6 samolotów zestrzelonych przed bitwą oraz 44 – w czasie sławnej bitwy nad Bekaa). Do chwili obecnej jest to już ok. 82 zwycięstw powietrznych.
Na zdjęciu
General Dynamics F-16A Netz ze 116. Dywizjonu "Lwy Południa" )Arayot HaDarom) z bazy Nevatim, ale służył w różnych dywizjonach. Choć w dokumentacji USAF figuruje w podgrupie produkcyjnej Block 10D (numer seryjny producenta: 6V-59, USAF 80-0660), to jednak uważany jest za pierwszy Block 15 dla Izraela z większym statecznikiem poziomym.
Fot. IDF
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Michał Fiszer retweeted
Dalsze użycie bojowe F-16 w Izraelu
Fragment książki, jaka poszła do korekty
W 1993 r. F-16C/D Block 30 i Block 40 z baz Ramat Dawid i Chacor zaczęły operować z amerykańskimi zasobnikami nawigacyjno-celowniczymi AN/AAQ-13 i AN/AAQ-14 LANTIRN. Operacja „Odpowiedzialność” (Mivtza Din VeHeshbon) była tygodniową, zmasowaną kampanią lotniczo-artyleryjską Sił Obronnych Izraela (IDF) w południowym Libanie w okresie 25 lipca – 31 lipca 1993 r. W jej ramach 101. Dywizjon wykonał 18 uderzeń na cele naziemne, a 117. Dywizjon - 22 uderzenia na cele naziemne, a także wiele misji osłony powietrznej własnych wojsk. Pierwsza faza skupiła się na izolacji pola walki. Myśliwce F-16C/D zaatakowały mosty na rzekach (Litani i Zahrani), paraliżując drogi ucieczki i zaopatrzenia. Potem zgodnie ze strategią premiera Icchaka Rabina, lotnictwo i artyleria zaczęły systematycznie bombardować obrzeża oraz centra blisko 90 libańskich wiosek i miast (takich jak Tyr, Nabatija czy Sydon), w których Hezbollah ukrywał składy amunicji. Mieszkańcy otrzymali wcześniejsze ostrzeżenia radiowe nakazujące ucieczkę.
Spowodowało to migrację ponad 300 tysięcy cywilów w kierunku Bejrutu, co kompletnie sparaliżowało libańską stolicę i zmusiło tamtejszy rząd do podjęcia rozmów międzynarodowych. Operację zakończył wynegocjowany przez USA czasowy rozejm.
Operacja „Grona Gniewu” (Mivtza Anvei Za'am) była drugą, znacznie potężniejszą i bardziej intensywną lotniczo-artyleryjską kampanią Sił Obronnych Izraela (IDF) w Libanie, przeprowadzona w okresie 11 kwietnia – 27 kwietnia 1996 r. Celem operacji było całkowite zniszczenie potencjału rakietowego Hezbollahu, wymuszenie nowego porozumienia zabraniającego atakowania terytorium Izraela oraz zablokowanie operacyjne Libanu za pomocą blokady morskiej i powietrznej. Ponownie 101. Dywizjon z Chacor i 117. Dywizjon z Ramat Dawid wykonały (odpowiednio) 71 i 47 uderzeń na cele naziemne na F-16C, natomiast 105. Dywizjon na F-16D wykonywał misje przełamywania obrony powietrznej (głównie syryjskiej). Całość dopełniał 109. Dywizjon, który na F-16D wykonywał ataki w głębi, na odleglejsze cele w Libanie. Operacja rozpoczęła się 11–12 kwietnia od nalotów w samym Bejrucie. Dwumiejscowe F-16D Barak zniszczyły centralne biuro operacyjne i kwaterę główną Hezbollahu w południowej dzielnicy Haret Hreik.
Równolegle zrzucono bomby precyzyjne na bazy logistyczne w pobliżu obozów uchodźców palestyńskich (m.in. w Burdż al-Baradżina). W okresie 12-15 kwietnia dokonano uerzeń na libańską energetykę. Zbiornikami z napalmem i bombami zniszczono główne stacje transformatorowe i podstacje elektryczne w Dżumhur (Badaoun) pod Bejrutem oraz w Al-Dżijja, co natychmiast pozbawiło libańską stolicę oraz większość kraju dostaw prądu.
W okresie 15-18 kwietnia F-16C/D Block 40, wykorzystując debiutujące wówczas, izraelskie zasobniki celownicze Rafael Litening, polowały nocą na zamaskowane w jaskiniach i gęstych lasach południowego Libanu wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe. Wprowadzono też całkowitą blokadę morską portów w Bejrucie, Trypolisie i Sydonie, myśliwce F-16 patrolowały wybrzeże, będąc w gotowości do zatopienia każdego statku próbującego dostarczyć irańską broń.
18 kwietnia doszło do dramatycznego wydarzenia. Hezbollah celowo wystrzelił rakiety z pozycji położonej w bezpośrednim sąsiedztwie bazy sił pokojowych ONZ (POLBAT/Fidżi) w miejscowości Kana. Izraelska artyleria lądowa (nie lotnictwo), wykonując ogień kontrbateryjny, omyłkowo wstrzeliła się w obóz ONZ, zabijając 106 libańskich cywilów, którzy tam się schronili. Wywołało to potężny skandal międzynarodowy. Mimo potępienia przez ONZ, premier Szimon Peres kontynuował operację przez kolejny tydzień 19–27 kwietnia, ale wprowadzono surowe restrykcje dotyczące unikania celów w pobliżu miast. F-16 skupiły się na niszczeniu pozycji wojsk syryjskich w dolinie Bekaa, które dostarczały Hezbollahowi dane o lotach lotnictwa Izraela. Zniszczono tam kilka syryjskich punktów dowodzenia i posterunków radiolokacyjnych. Operacja zakończyła się 27 kwietnia 1996 r. podpisaniem pisemnego porozumienia o zawieszeniu broni (Grapes of Wrath Understandings).
W czasie wojny w Libianie w 2006 r. flota izraelskich F-16C/D oraz F-16I wykonała większość z tysięcy lotów bojowych IAF. Ich głównym zadaniem było niszczenie ruchomych wyrzutni rakietowych Hezbollahu.
Operacja „Orzechowy Sad” (Mivtza Bustan) z nocy z 5 na 6 września 2007 r. była jednym z najbardziej precyzyjnych rajdów lotnictwa. Choć główny ciężar uderzeniowy (przenoszenie ciężkich bomb penetrujących) powierzono czterem maszynom F-15I Ra'am z 69. Dywizjonu, to myśliwce F-16I Sufa odegrały ważną rolę w powodzeniu tej misji, działając jako eskorta, ale też jako samoloty uderzeniowe. W rajdzie wzięły udział cztery dwumiejscowe maszyny F-16I Sufa ze 119. Dywizjonu. Lot odbywał się w reżimie całkowitej ciszy radiowej i na skrajnie niskiej wysokości. Formacja uderzeniowa (4 F-15I oraz 4 F-16I) wystartowała z baz Tel Nof i Ramon, poleciała na północ nad Morze Śródziemne, a następnie gwałtownie skręciła na wschód, wchodząc w syryjską przestrzeń powietrzną wzdłuż granicy syryjsko-tureckiej. Zanim F-16I weszły nad Syrię, izraelskie systemy walki radioelektronicznej (prawdopodobnie za pomocą specjalistycznego systemu Suter) włamały się do syryjskiej sieci obrony powietrznej. Włamano się do łącza danych do rosyjskich systemów przeciwlotniczych Peczora-2M (S-125 modernizacji), Kwadrat (eksportowe 2K12 Kub) oraz S-75M3 Wołchow i przesłano im fałszywy obraz czystego nieba. Dzięki temu F-16I Sufa leciały wewnątrz syryjskiego systemu przeciwlotniczego „niewidzialne” dla operatorów na ziemi, którzy nie uruchomili własnych radarów.
Cztery F-16I Sufa były wyposażone w konforemne zbiorniki paliwa (CFT), co pozwoliło im dolecieć do prowincji Dajr az-Zaur na wschodzie Syrii bez tankowania w powietrzu. Maszyny przenosiły precyzyjne uzbrojenie kierowano laserowo i satelitarnie (bomby z rodziny GBU). Po dotarciu nad Al-Kibar, załogi F-16I, piloci i nawigatorzy operujący zasobnikami celowniczymi Litening, zaatakowały i zniszczyły pomocnicze instalacje reaktora, laboratoria, systemy chłodzenia oraz podstacje logistyczne, podczas gdy F-15I zrzuciły ciężkie bomby burzące bezpośrednio na główny rdzeń budynku. Po zrzuceniu bomb załogi natychmiast przeszły w reżim walki powietrznej, monitorując przestrzeń za pomocą radarów AN/APG-68(V)9 i pozostając w gotowości do użycia pocisków AIM-120 AMRAAM oraz Python-4 na wypadek, gdyby lotnictwo syryjskie zdołało poderwać myśliwce MiG-29. Syryjscy nawigatorzy naprowadzania byli jednak oszukani brakiem danych z radarów, że nie podjęli przeciwdziałania.
Użycie izraelskich F-16 w trwających od 2008 do 2014 r. operacjach w Strefie Gazy zmieniło charakter współczesnych miejskich działań lotniczych. To właśnie w tych trzech konfliktach asymetrycznych wdrożono na masową skalę koncepcję „cyfrowego potoku celów” – błyskawicznego przekazywania danych rozpoznawczych i wywiadowczych (z dronów i podsłuchów Szin Bet) bezpośrednio na ekrany w kabinach pilotów F-16.
Operacja „Płynny Ołów” (Mivtza Oferet Yetzuka) w których wzięły udział 101. Dywizjon z Chacor i 117. Dywizjon z Ramat Dawid na F-16C oraz 253. Dywizjon z Ramon na F-16I Sufa.
27 grudnia o godzinie 11:30 formacja ponad 50 myśliwców (w większości F-16) uderzyła jednocześnie w około 100 celów w ciągu zaledwie czterech minut. F-16 zniszczyły kwatery główne policji Hamasu, obozy szkoleniowe oraz centralne archiwa rządowe w Strefie Gazy. F-16I Sufa, operujące wzdłuż tzw. Korytarza Filadelfijskiego (granica Gazy z Egiptem), zrzuciły setki bomb penetrujących z opóźnionym zapalnikiem (m.in. GBU-31 z głowicami BLU-109), wywołując sztuczne wstrząsy sejsmiczne, które zapadały podziemne tunele logistyczne Hamasu. W tej operacji po raz pierwszy w warunkach bojowych piloci F-16C wykorzystali zintegrowany cyfrowy system dowodzenia i mapowania „Kraj Przeznaczenia” (Eretz Hatzvi), który wyświetlał pozycje własnych oddziałów lądowych z wielką dokładnością, eliminując przypadki "friendly fire" podczas bliskiego wsparcia (CAS).
W okresie 14 listopada – 21 listopada 2012 r. przeprowadzono kolejną operację „Filar Obrony” (Mivtza Amud Anan) w których wzięły udział F-16D Block 40 ze 105. Dywizjonu "Skorpion" z Chacor oraz 119. i 201. Dywizjony z bazy Ramon na F-16I Sufa. Operację otworzyło uderzenie wykonane 14 listopada przez F-16D 105. Dywizjonu. Pocisk kierowany trafił precyzyjnie w jadący ulicą Gazy samochód, w którym poruszał się Ahmed Jabari, szef skrzydła wojskowego Hamasu (Brygad al-Kassam). Likwidacja ta całkowicie sparaliżowała system dowodzenia bojowników na pierwsze 48 godzin konfliktu.
Głównym zadaniem maszyn F-16I Sufa wyposażonych w radary o wysokiej rozdzielczości (SAR) było niszczenie ukrytych w improwizowanych wyrzutniach wkopanych w ziemię rakiet taktycznych produkcji irańskiej (Fajr-5). F-16 niszczyły wzmocnione, otwierane hydraulicznie klapy improwizowanych silosów ukrytych na polach uprawnych i prywatnych posesjach, zanim Hamas zdążył odpalić rakiety w stronę Tel Awiwu.
Operacja „Ochronny Brzeg” (Mivtza Tzuk Eitan) przeprowadzona w okresie 8 lipca – 26 sierpnia 2014 r. Była to pierwsza operacja, w której celem o tak dużej skali stała się podziemna sieć kilkudziesięciu betonowych tuneli ofensywnych i obronnych Hamasu. F-16 zrzuciły tysiące ciężkich bomb penetrujących (m.in. GBU-24 i GBU-31), niszcząc podziemne węzły komunikacyjne, fabryki broni pod ziemią oraz bunkry dowodzenia. Brały w niej udział liczne F-16 z różnych dywizjonów, w tym F-16C/D i F-16I. Na terenach Gazy ze względu na konieczność prowadzenia ataków w gęstej zabudowie miejskiej i chęć ograniczenia strat cywilnych, F-16 na szeroką skalę używały bomb małogabarytowych GBU-39 Small Diameter Bomb. Podczas tej operacji F-16 rutynowo realizowały procedurę ostrzegania cywilów przed bombardowaniem budynku. Myśliwiec zrzucał najpierw mały, nieuzbrojony ładunek ćwiczebny lub lekką rakietę na dach budynku, wywołując głośny huk i wstrząs. Mieszkańcy mieli od 5 do 15 minut na ewakuację, zanim drugi F-16 doszczętnie niszczył obiekt bombami bojowymi. W toku trwającej 50 dni operacji Siły Powietrzne Izraela nie utraciły w powietrzu ani jednego F-16, pomimo wystrzelenia przez bojowników setek pocisków z naramiennych wyrzutni oraz prób ostrzału baz lotniczych rakietami ziemia-ziemia z terenu Gazy.
W czasie tzw. „Wojny Między Wojnami” w Syrii (2015–2023) izraelskie F-16, najczęściej F-16I, przeprowadziły bardzo wiele ataków na cele naziemne przeciwko jednostkom irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej operujących w Syrii oraz przeciwko obiektom związanym z Hezbollahem. Dla uniknięcia strat w silnej teraz obronie przeciwlotniczej (syryjskie Pancyr, rosyjskie Tor), F-16 rutynowo stosowali taktykę uderzeń z przestrzeni powietrznej Libanu lub znad Morza Śródziemnego, odpalając lekkie pociski manewrujące Delilah (zasięg 250 km) oraz zrzucając bomby szybujące Spice 1000 (zrzut z odległości do 60 km).
10 lutego 2018 r. podczas nalotu odwetowego po naruszeniu izraelskiej przestrzeni przez irański dron, F-16I Sufa ze 119. Dywizjonu „Nietoperz” została trafiona nad Izraelem odłamkami syryjskiej rakiety systemu S-200 Wega. Załoga pomyślnie wykatapultowała się nad Galileą. Była to pierwsza i jak do tej pory jedyna strata bojowa izraelskiego F-16 od 1980 r.
Operacja „Strażnik Murów” (Mivtza Shomer HaChomot) przeprowadzona w dniach 10-21 maja 2021 r. Flota F-16C/D oraz F-16I zrzuciła setki ciężkich bomb penetrujących, niszcząc dziesiątki kilometrów betonowych tuneli Hamasu (tzw. „Metra Gazy”). F-16 zniszczyły też wieżowce w Gazie (m.in. wieżę Al-Jalaa), które były wykorzystywane przez wywiad wojskowy Hamasu do montażu urządzeń zakłócających sygnał GPS.
Po masowym ataku Hamasu z 7 października 2023 r., Izrael wszedł w stan permanentnej wojny na wielu teatrach działań wojennych jednocześnie. Choć medialną uwagę przyciągają najnowsze F-35I Adir, to flota F-16 (Sufa i Barak) wykonuje do dziś ponad 60% wszystkich uderzeń bombowych IAF. W drugiej połowie 2024 r. wysiłek F-16 przeniósł się na północ. Dywizjony F-16I Sufa z bazy Ramon oraz F-16C/D z bazy Chacor przeprowadziły serie nalotów, niszcząc tysiące małych wyrzutni rakietowych Hezbollahu w południowym Libanie i dolinie Bekaa.
Podczas zmasowanych irańskich ataków odwetowych (m.in. w kwietniu i październiku 2024 r.), piloci F-16 działając nocą, naprowadzani przez systemy radarowe, zestrzeliwali dziesiątki dronów Shahed-136 oraz irańskich pocisków manewrujących Paveh za pomocą pocisków Python-5.
19 lipca 2024 r. wystrzelony przez Hutich z Jemenu zmodernizowany dron dalekiego zasięgu Samad-3 (nazwany przez nich Jaffa) uderzył w kamienicę w samym centrum Tel Awiwu, zabijając jednego cywila i raniąc kilku innych. 20 lipca 2024 r. przeprowadzono dość spektakularne uderzenie na Jemen w ramach operacji „Wyciągnięte Ramię” (Mivtza Yad Arucha).
Główny komponent uderzeniowy sformowały dywizjony F-16I Sufa z bazy Ramon – 119. Dywizjon „Nietoperz” oraz 253. Dywizjon „Negev”. Towarzyszyły im myśliwce F-15I Ra'am oraz niewykrywalne F-35I Adir, które leciały jako grupa obezwładnienia OPL. Trasa lotu została zaplanowana tak, aby całkowicie ominąć systemy radiolokacyjne Egiptu, Arabii Saudyjskiej oraz Jordanii. Formacja wystartowała po południu 20 lipca i skierowała się na południowy zachód nad Morze Śródziemne, a następnie prześlizgnęła się na bardzo małej wysokości nad międzynarodowymi wodami Morza Czerwonego. Nad wodami Morza Czerwonego formacja spotkała się ztankowcami Boeing 707 Re'em ze 120. Dywizjonu IAF. Operacja była ekstremalnie trudna ze względów bezpieczeństwa. Około godziny 18:00 czasu lokalnego izraelskie F-16I Sufa weszły nad cel od strony morza. Piloci i nawigatorzy, wykorzystując zasobniki celownicze Litening, przeprowadzili atak z lotu nurkowego na infrastrukturę portową Al-Hudaidy. Użyto bomb kierowanych z rodziny Spice oraz JDAM.
Zaledwie dwa miesiące później Huti ponowili próby ataków, wystrzeliwując w stronę lotniska Ben Guriona pod Tel Awiwem rakiety balistyczne Palestine-2. 29 września 2024 r. formacja złożona z kilkudziesięciu samolotów IAF, w tym ponownie F-16I Sufa z bazy Ramon, uderzyła nie tylko na port w Al-Hudaidzie w którym naprawiono wcześniejsze szkody, ale również na sąsiedni port naftowy Ras Isa oraz kluczowe elektrownie w rejonie Al-Katib. W tym rajdzie F-16I Sufa wykorzystały izraelskie pociski manewrujące i bomby szybujące nowej generacji, co pozwoliło na odpalenie ładunków spoza zasięgu jemeńskich systemów przeciwlotniczych.
Izraelskie F-16 brały też bezpośredni udział w ataku na Iran. Doszło do tego podczas operacji o kryptonimie „Dni Pokuty” (Mivtza Yamei Teshuva), przeprowadzonej w nocy z 25 na 26 października 2024 r. Było to pierwsze w historii uderzenie lotnicze Izraela na terytorium Islamskiej Republiki Iranu. W ataku brały udział F-16I Sufa z 119. i 253. Dywizjonu z bazy Ramon. Trasa lotu wiodła głównie przez przestrzeń powietrzną Syrii i Iraku, gdzie Izraelczycy obezwładnili lokalną OPL. W samym Iranie OPL obezwładniły F-35I Nadir, dzięki czemu F-16I mogły działać bezpieczniej. Atakowano cele główne pociskami manewrującymi Rampage i Delilah nie podlatując do nich.
Operacja „Strzały Północy” (Mivtza Jicajon HaCafon) to prowadzona przez Siły Obronne Izraela (IDF) wielomiesięczna kampania lądowo-powietrzna wymierzona w strukturę dowódczą, finansową i militarną Hezbollahu w Libanie. W operacji tej flota myśliwców F-16 wykonuje ponad 60% wszystkich misji uderzeniowych, od początku 23 września 2024 r. Do dziś ta kampania trwa praktycznie nieprzerwanie.
Poza tradycyjnie już F-16I Sufa ze 119. i 253. Dywizjonu z Ramon, w atakach biorą udział też mocno zmodernizowane F-16C/D Barak-2020 ze 101. i 105. Dywizjonu z bazy Chacor. Na samym początku operacji F-16I Sufa przeprowadziły zmasowaną falę uderzeń precyzyjnych na zidentyfikowane przez wywiad wojskowy (Aman) magazyny rakietowe Hezbollahu ukryte w domach prywatnych i budynkach gospodarczych w setkach libańskich wiosek.
Choć eliminacja lidera organizacji Hassana Nasrallaha w podziemnym bunkrze została zrealizowana przez ciężkie F-15I Ra'am, to formacje F-16 systematycznie likwidowały kolejne szczeble dowódcze. Myśliwce F-16C/D Barak za pomocą bomb małogabarytowych GBU-39 SDB precyzyjnie niszczyły konkretne piętra wieżowców w bejruckiej dzielnicy Dahije, eliminując dowódców elitarnych sił Radwan oraz szefów jednostek logistycznych i rakietowych bez niszczenia sąsiednich budynków. W ostatnim okresie, w nocnych nalotach na Bejrut, Tyr i Nabatiję, załogi F-16 zrównały z ziemią kilkadziesiąt placówek i podziemnych skarbców instytucji bankowej Al-Qard Al-Hassan. Naloty te, poprzedzone ostrzeżeniami ewakuacyjnymi dla cywilów, odcięły organizację od rezerw gotówki i złota służących do finansowania operacji terrorystycznych. Był to pierwszy przypadek w historii, kiedy F-16 niszczą zasoby... finansowe!
Na zdjęciach dwumiejscowe izraelskie. F-16B Netz w bardzo ciekawym wariancie. Po prawej stronie wlotu ma zasobnik elektrooptyczny AN/ASQ-153 Pave Penny do wykrywania zewnętrznego podświetlenia laserowego, co pozwalało na nakierowanie czujników podwieszonych bomb Paveway II na podświetlenie celów laserem przez naziemnego kontrolera.
Fot. Wikipedia
Na kolejnym, F-16D Block 40 ze 105. Dywizjonu „Skorpiony” (Ha-Akrab) Sił Powietrznych Izraela. Izrael jako pierwszy stosował dwumiejscowe z garbem, i to chyba jedyne Block 40 z garbem (szeroko wprowadzono je na Block 50+/52+ i kolejnych).
Fot. Wikipedia
F-16I Sufa, dwumiejscowa bojowa odmiana, która jak widać różni się od F-16D z garbem dodatkowymi innymi antenami systemów WRE na bokach nosa i wlotów powietrza do silnika i z tyłu, a także antena łączności satelitarnej nieco widoczna pod pokrywą na grzbiecie. Samolot należy do 107. Dywizjonu „Rycerze Pomarańczowego Ogona” (Abiri HaZanav HaKatom) Sił Powietrznych Izraela z bazy Ramon.
Fot. IDW
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Michał Fiszer retweeted
Początki programu F-16
Kolejny fragment książki - na zachętę
Pierwsze studia nad lekkim myśliwcem
Pomysł wprowadzenia do uzbrojenia lekkiego, nieskomplikowanego samolotu myśliwskiego, mogącego również w ograniczonym zakresie zwalczać cele naziemne pojawił się w USAF w pierwszej połowie lat 60., czyli jeszcze przed rozpoczęciem wojny wietnamskiej. Bezpośrednią reakcją na zmianę doktryny obronnej było podjęcie w 1965 r. dwóch programów o charakterze studiów nad przyszłym samolotem bojowym – myśliwiec przewagi powietrznej – program FX oraz studia nad lekkim myśliwcem dziennym – Advanced Day Fighter – ADF. Ten ostatni stanowił zalążek przyszłego F-16. Wstępne wymagania mówiły o opracowaniu samolotu o masie startowej mieszczącej się w granicach 25 000 funtów (11 340 kg), przy takim dobraniu stosunku ciągu do masy i obciążenia powierzchni nośnej, by jego osiągi oraz manewrowość były w przybliżeniu o 25 % lepsze, niż MiG-21, ówczesnego podstawowego myśliwca sowieckiego lotnictwa frontowego, wchodzącego szeroko do uzbrojenia nie tylko ZSRS, ale też i pozostałych państw Układu Warszawskiego.
Studia ADF prowadzono równolegle z F-X jako alternatywę dla tego ostatniego programu, jednak pojawienie się myśliwca MiG-25, o którym pewne informacje zdobyto 1967 r. (i nie wiązało się to jedynie z prezentacją tego samolotu w Domodiedowo), spowodowało zwrot w stronę cięższego samolotu o wysokich osiągach i możliwościach bojowych. Dlatego w 1967 r. sprawę studiów ADF odłożono na kilka lat. Powodem powrotu do takiej koncepcji była wojna wietnamska, i to nie tylko w sensie zdobytych doświadczeń, ale także wskutek olbrzymich wydatków na tę wojnę i przyznania w związku z tym większej roli relacji „koszt-efekt”.
„Myśliwska Mafia”
Decyzja USAF o dalszym rozwijaniu ciężkiego, skomplikowanego myśliwca przewagi powietrznej nie przekonała wszystkich specjalistów. Wokół zarzuconych w 1967 r. studiów ADF zgromadziło się pewne lobby, które szybko zyskało sobie przydomek „Fighter Mafia” – „Mafia” zwolenników klasycznego samolotu myśliwskiego. Jednym z głównych zwolenników takiego samolotu był mjr John Boyd (później ppłk), pilot myśliwski i doświadczony instruktor, zajmujący się praktycznym opracowaniem i wdrażaniem taktyki walk powietrznych. Co ciekawe, John Boyd, który swego czasu opracował teorię tzw. „manewrowania energetycznego”, czyli sposób wykonywania manewrów przez ciężki, ale dysponujący dużym nadmiarem mocy samolot myśliwski ery naddźwiękowej, był powszechnie uważany za „ojca” F-15. Mjr Boyd dostrzegł, że manewrowe walki powietrzne ery samolotów naddźwiękowych różnią się znacznie od taktyki walk powietrznych z okresu II wojny światowej, czy nawet wojny koreańskiej. Wynikało to nie tylko ze zdecydowanie gorszej zwrotności tego typu samolotów, ale też z ich nadmiaru ciągu oraz z możliwości zastosowania kierowanych pocisków rakietowych z termiczną głowicą samonaprowadzającą w czasie walki manewrowej.
To ostatnie sprawiło, że odległość rażenia celu manewrującego wzrosła z przedziału 100-400 m do odległości rzędu 0,5-2 km. Natomiast duża bezwładność ciężkich samolotów, w połączeniu z dużym rozporządzalnym ciągiem zespołu napędowego, pozwalało skutecznie zamieniać prędkość w wysokość i odwrotnie, w stopniu zupełnie nieznanym na myśliwcach tłokowych. Umożliwiało to przeniesienie typowej dla II wojny światowej kołowej walki powietrznej w płaszczyznę pionową, a gdy nawet wykonywano manewry poziome, to w istocie ustąpiły one miejsca manewrom w płaszczyźnie pochyłej, z maksymalnym wykorzystaniem nadmiaru ciągu i bezwładności samolotu. Ponieważ manewrom tym towarzyszyła ciągła zmiana energii kinetycznej (prędkość) w potencjalną (wysokość), to nowy sposób manewrowania nazwano „energy maneuvering” – manewrowanie energetyczne. F-15 został zbudowany dokładnie w tej filozofii, m.in. właśnie dzięki majorowi Johnowi Boydowi. Jednak jeszcze w trakcie prac projektowych mjr Boyd przeszedł na stronę zwolenników lekkiego samolotu myśliwskiego, uważając, że maszyna taka, pomimo mniejszej skuteczności zwalczania celów na średnich odległościach (lub nawet braku możliwości w tym zakresie), jest w stanie skutecznie prowadzić manewrowe walki powietrzne, w ostatecznym bilansie skuteczniej pokonując przeciwnika. Boyd uważał też, że duże zdolności manewrowe umożliwią uniknięcie ataku pocisków rakietowych odpalanych z większych odległości, nawet gdy przeciwnik będzie takimi możliwościami dysponował (MiG-23, MiG-25).
Drugą czołową postacią „Mafii Myśliwskiej” był Pierre Sprey, cywilny analityk pracujący w Sekretariacie Obrony, zajmujący się analizami różnych systemów uzbrojenia lotniczego. Sprey wychodził z nieco innego założenia niż Boyd. Wierząc, że mniejsze możliwości samolotu da się zrównoważyć ich zwiększoną liczbą, dużą wagę przykładał do jego wielozadaniowości, tj. do możliwości równoległego zwalczania celów naziemnych uzbrojeniem konwencjonalnym i jądrowym.
Możliwości zwalczania celów naziemnych przez lekki samolot myśliwski wymagają pewnego komentarza. Teoretycznie bowiem samolot taki przenosił identyczne uzbrojenie, jak F-15. W latach 60. nie przewidywano wyposażenia lekkiego myśliwca w uzbrojenie precyzyjne, a F-15 też mógł przenosić zwykłe bomby. Jednak możliwości zaatakowania celu przy ograniczonej widzialności i przy niskiej podstawie chmur nie były identyczne. Duża zwrotność lekkiego samolotu pozwalała mu na szybki dowrót w stronę późno wykrytego celu i zaatakowanie go z pierwszego zajścia. Dopuszczalne były też mniejsze prędkości ataku, co pozwalało na bardziej precyzyjne celowanie. Łatwiej było też utrzymać ugrupowanie kilku samolotów w czasie ciasnych manewrów. Ponadto po wykryciu celu zbyt późno możliwy był ciasny manewr ponownego wyjścia na niego z innego kierunku, przy utrzymaniu atakowanego obiektu w zasięgu widzialności wzrokowej przez znaczną część manewru. I wreszcie jeszcze jedna ważna rzecz – dzięki większej liczbie samolotów (dzięki niższej cenie można było mieć ich w uzbrojeniu więcej) można było liczebnie potęgować uderzenia na cele naziemne. Chodzi tu przede wszystkim o fakt atakowania większej liczby celów punktowych jednocześnie, czego nie rekompensuje większy udźwig pojedynczej maszyny.
Warto w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednym członku grupy entuzjastów lekkiego samolotu myśliwskiego, zwanej potocznie „mafią myśliwską” – był nim Harry Hillaker, główny konstruktor w zakładach General Dynamics. Firma General Dynamics, powstała z Convaira (wcześniej znany jako Consolidated Vultee) do lat 70. budowała raczej ciężkie samoloty. Tu od II wojny światowej powstawały bombowce strategiczne B-24 Liberator, B-36 Peacemaker i B-58 Hustler. Pierwsza próba zbudowania samolotu wielozadaniowego – F-111 – zakończyła się niepowodzeniem, właśnie z powodu jego zbyt wielkiej masy i stopnia komplikacji konstrukcji. Dwoma najbardziej znanymi myśliwcami firmy były samoloty przechwytujące przeznaczone dla NORAD – F-102 Delta Dagger i F-106 Delta Dart.
Były to również ciężkie, skomplikowane samoloty, ale spełniające wymagania amerykańskiego systemu OP. General Dynamics nie miał więc żadnego doświadczenia w budowie lekkich samolotów bojowych, doświadczenie to miało raczej charakter “jak nie należy tego robić”. Pod względem dotychczasowych osiągnięć w tej dziedzinie przodował głównie Northrop, zajmujący się problemem lekkich myśliwców od lat 50., kiedy to w firmie tej powstał projekt N-102 Fang.
Northropowi udało się sprzedać ponad 3800 lekkich myśliwców F-5 Freedom Fighter/Tiger, które były jednak produkowane niemal wyłącznie na eksport, USAF używała samolotu w dosłownie śladowych ilościach, nie traktując F-5 jako wartościowego samolotu bojowego. Pomimo to Harry Hillaker był gorącym zwolennikiem koncepcji lekkiego samolotu myśliwskiego, mając dobry pomysł na rozwiązanie problemu jego opracowania.
Pomimo działalności „mafii myśliwskiej” idea wprowadzenia lekkiego samolotu myśliwskiego do uzbrojenia miała wielu przeciwników w dowództwie USAF. Przeważało tu tradycyjne dążenie do dysponowania najlepszym sprzętem, zdecydowanie przewyższającym parametrami i możliwościami bojowymi podobne samoloty przeciwnika. Czynnikiem decydującym było tu utrzymanie strat na minimalnym poziomie, co też było nie bez znaczenia – pozwalało bowiem utrzymać morale i wolę walki personelu na wysokim poziomie. Uważano też, że jakościowa przewaga pozwala na skuteczne zrekompensowanie przewagi liczebnej przeciwnika.
Wdrażanie coraz lepszych samolotów umożliwia też coraz większe pogłębianie przewagi jakościowej, gwarantującej pewne zwycięstwo w przyszłości. Ostatecznie więc F-15 rozwijano dalej i wprowadzono do uzbrojenia. Program lekkiego myśliwca chwilowo zarzucono.
Nowa administracja i zmiany w systemie obronnym USA
W wyniku wyborów w grudniu 1968 r. na początku 1969 r. władzę w Waszyngtonie objął Republikanin, Richard Nixon. Nowym Sektretarzem Obrony został Melvin R. Laird. Jednak z punktu widzenia programu lekkiego samolotu myśliwskiego najważniejszą postacią w administracji Nixona był podsekretarz obrony David Packard. Pod jego kierunkiem zmieniono dotychczasowe procedury zakupu nowych samolotów dla USAF. Przede wszystkim nastąpił pewien odwrót od wstępnego obliczania całych kosztów programu i tworzenia na wstępnym etapie programu tzw. Fixed Unit Price, czyli jednostkowego kosztu zakupu samolotu, który nie może już ulec zmianie. Obliczanie kosztów podzielono na etap od projektu do oblotu prototypów, fazę Full Scale Development i wreszcie kolejne zamówienia produkowanych kolejno serii. Dzięki takiemu posunięciu firmy uzyskały więcej swobody finansowej na usunięcie stwierdzonych w toku prób usterek, zmniejszono też wpływ inflacji na długoterminowe kontrakty.
Nowa administracja ponownie powróciła też do lekkiego samolotu myśliwskiego. Główną tego przyczyną były olbrzymie nakłady, ponoszone na prowadzenie wojny w Wietnamie, a jednocześnie doświadczenia z pierwszej fazy konfliktu. Zgodnie z nową doktryną obronną nie można było wykluczyć szerokiego zaangażowania się Stanów Zjednoczonych w konflikty lokalne o różnym natężeniu, które w dwubiegunowym świecie były jedną z form konfrontacji przeciwstawnych bloków. W tego rodzaju konfliktach amerykańskie lotnictwo walczyło często z nienowoczesnymi już myśliwcami przeciwnika, narażanie kosztownych maszyn o dużych możliwościach bojowych na przypadkowe straty było więc niecelowe. Do prowadzenia lokalnych kampanii powietrznych lekki samolot myśliwski nadawał się wręcz idealnie. Natomiast w konflikcie pełnoskalowym, samoloty tego typu, walczące w ugrupowaniu ciężkich maszyn o większych możliwościach skutecznie potęgowały całościowy wysiłek lotnictwa.
Ustalenia nowej administracji było tym zwrotem w poglądach, o który chodziło „mafii myśliwskiej”. Nie próbowano teraz walczyć o zastąpienie lekkim samolotem myśliwskim maszyn o wysokich możliwościach bojowych, udało się natomiast skutecznie wpleść go w istniejący system, jako uzupełnienie myśliwców przewagi powietrznej F-15 i ciężkich uderzeniowych F-111. Nowa koncepcja nie oznaczała też zwiększenia liczby typów w uzbrojeniu, gdyż „lekki samolot myśliwski” faktycznie zastąpiłby w przyszłości wielozadaniowe samoloty F-4C/D/E Phantom II, których to nie można było wycofać dysponując li tylko F-15, F-111 i A-10.
Program Lightweight Fighter – LWF
W końcu 1969 r. Pentagon wystosował memorandum do dowództw sił powietrznych i marynarki wojennej, proponując zastąpienie kosztownych programów budowy myśliwców F-15 (dla USAF) i F-14 (dla US Navy) lekkim samolotem wielozadaniowym, budowanym wspólnie – jako program F-XX. Memorandum to oceniono bardzo krytycznie w obu dowództwach, udowadniając, że nawet duża liczba lekkich myśliwców nie jest w stanie wykonać zadań przewidzianych dla F-15 i dla F-14. W wyniku zdecydowanego sprzeciwu obu służb od pomysłu na F-XX odstąpiono.
Nie przerwało to jednak trwających dyskusji nad przyszłością samolotu myśliwskiego. Spory te były wyjątkowo ostre, o czym może świadczyć przypadek płk Everesta Riccioni, szefa oddziału studiów i analiz USAF. W grudniu 1970 r. o opinię na temat lekkiego samolotu myśliwskiego zapytał go zastępca szefa sztabu sił powietrznych gen. John C. Meyer. Riccioni, uważany za członka „mafii myśliwskiej”, wydał bardzo entuzjastyczną opinię o takiej maszynie. Następnego dnia płk Riccioni otrzymał przydział do Korei.
W pierwszej połowie lat 70. koncepcja uzupełnienia nowego samolotu przewagi powietrznej (F-15, jeszcze wówczas nie oblatanym) dojrzała do realizacji. Tym razem siły powietrzne nie wyrażały tak zdecydowanego sprzeciwu, jak w przypadku wcześniejszej propozycji F-XX (alternatywy dla F-X – F-15). Koncepcja LWF pozwalała bowiem na kontynuowanie kosztownego programu nowoczesnego samolotu myśliwskiego przewagi powietrznej, a także na utrzymanie stanów liczebnych USAF na niezbędnym (zdaniem samego dowództwa sił powietrznych) poziomie, zagrożonego redukcjami w wyniku wchłaniania znacznej ilości pieniędzy przez wojnę wietnamską.
Program LWF rozpoczął się 6 stycznia 1972 r. Tego dnia wydano dokument Request for Proposal – RFP, czyli prośbę o zgłaszanie rozwiązań. RFP rozesłano do ośmiu firm lotniczych, przy czym założono krótki, niespełna dwumiesięczny (do 18 lutego) termin składania wstępnych propozycji. Wśród wymienionych ośmiu firm były: Boeing, General Dynamisc, Grumman, Fairchild, Lockheed, LTV, McDonnell Douglas i Rockwell.
Program LWF opiewał na zbudowanie raczej demonstratora technologii, a nie prototypu samolotu bojowego, choć wymagano takiego przygotowania samolotu, by mogło się na nim znaleźć podstawowe wyposażenie do prowadzenia działań bojowych. Postanowiono skoncentrować się na stworzeniu myśliwca do manewrowych walk powietrznych, z możliwością wykonywania uderzeń na cele naziemne uzbrojeniem niekierowanym, w dzień, przy wzrokowej widzialności obiektu ataku. Początkowo dyskutowano nawet, czy samolot tego typu ma dysponować pokładową stacją radiolokacyjną, ale ostatecznie zdecydowano się na jej zastosowanie. Miała to być niewielka stacja, umożliwiająca wykrycie przeciwnika na odległość nieznacznie tylko przekraczającą zasięg wykrycia wzrokowego. Stacja miała umożliwić zajęcie dogodnej do walki powietrznej pozycji, ale na tym jej rola się kończyła. Nie przewidywano bowiem jej bezpośredniego wykorzystania do kierowania uzbrojeniem.
Po raz pierwszy w konstrukcji amerykańskiego samolotu myśliwskiego zrezygnowano z wymagania uzyskiwania dużej prędkości. Uznano, że z samolotami MiG-25 będzie prowadził walkę F-15, natomiast LWF miał działać na małych i średnich wysokościach w strefie przyfrontowej, gdzie operujące samoloty nie rozwijały dużych prędkości przekraczających Ma=1,6. Do tej wartości ograniczono też wymagania. Aby jednak samolot przeciwnika nie mógł swobodnie wyjść z nawiązanej walki, założono uzyskiwanie dobrych przyśpieszeń w zakresie od Ma=0,6 do Ma=1,6. W praktyce oznaczało to zbudowanie samolotu, zdolnego do rozwijania prędkości w granicach Ma=1,8-1,9 na średnich wysokościach (szczególnie w przedziale 8000-12 000 m).
Wymagania mówiły o uzyskaniu maksymalnych własności manewrowych w przedziale prędkości Ma=0,6 do Ma=1,6, zoptymalizowanych do wysokości 10 000-13 000 m (30 000 – 40 000 stóp). W wymaganiach manewrowości zawarto uzyskiwanie minimalnego możliwego promienia zakrętu w locie poziomym, dobrych własności w manewrach pionowych, korzystnego stosunku ciągu zespołu napędowego do masy samolotu i dobrych własności przyśpieszania/hamowania.
Bardzo ważnym wymaganiem było zachowanie niewielkiej masy. W wymaganiach określono, że masa bojowa z 2/3 zapasu paliwa i z uzbrojeniem do prowadzenia walk powietrznych nie może przekroczyć 20 000 funtów, czyli 9070 kg. Było to w przybliżeniu dwukrotnie mniej, niż w przypadku F-15. Poza wymienionymi, przed konstruktorami postawiono też trzy inne zadania.
Po pierwsze RFP zachęcał do szerokiego wykorzystania nowoczesnych technologii, gdyż uznano, że jedynie ta droga prowadzi do spełnienia wymagań. W pewnej sprzeczności z powyższym stało kolejne zadanie, by ryzyko opracowania ograniczyć do minimum, co w zasadzie eliminowało zbyt „rewolucyjne” konstrukcje. Nowe technologie należało więc stosować szeroko, ale rozważnie, a tam gdzie to tylko było możliwe trzeba było wykorzystać sprawdzone rozwiązania konstrukcyjne. I wreszcie ostatnie zadanie, co jak się później okazało – bardzo ważne – to nakaz takiego opracowania samolotu, by zachować odpowiedni potencjał modernizacyjny w przyszłości.
W lutym 1972 r. do Departamentu Obrony wpłynęło pięć propozycji firm, które zdecydowały się podjąć wyzwanie: Boeinga, General Dynamics, Lockheed, LTV i Northropa. W marcu 1972 r. dokonano wstępnej analizy projektów i do dalszej realizacji wybrano trzy z nich. Za najlepszy uznano projekt Boeing 908-909, na drugim miejscu znalazł się General Dynamics Model 401, a na trzecim – Northrop P-600. Odrzucono natomiast projekty Lockheed CL-1200 Lancer (oparty o dalekie rozwinięcie F-104) i Vought (LTV) V-1100.
Dalsze analizy prowadziła wyznaczona przez Departament Obrony (DoD) komisja Source Selection Authority, złożona z niezależnych specjalistów z DoD i z Departamentu Sił Powietrznych. Po bardziej wnikliwej analizie odrzucono uważany początkowo za najlepszy projekt Boeinga i w efekcie 13 kwietnia 1972 r. dwie pozostałe firmy otrzymały kontrakty na budowę prototypów do prób porównawczych. Jednocześnie obu nadano oznaczenia USAF: Model 401-16B General Dynamics otrzymał oznaczenie YF-16, a P-600 Northropa – YF-17.
Mało znana makieta projektu Boeing 908-909
Fot. Boeing
Dwaj konkurenci we wspólnym locie, YF-16 i YF-17
Fot. NARA
Płk John Boyd, "ojciec" F-16.
Fot. Wikipedia
Pierre Sprey, analityk Pentagonu wspierający pomysł na lekki myśliwiec
Fot. Wikipedia
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
UWAGA! To nie jest tekst o polityce, ta mnie guzik obchodzi
Ukazał się raport organizacji Alliance4Europe na temat rosyjskiej roli w nakręcaniu nastrojów w Europie wykorzystując realne wydarzenia we Francji i w innych stolicach Europy.
To jest omówienie raportu o dezinformacji. I tyle. Skupiam się na dezinformacji, a same wydarzenia mało mnie interesują, bo NIE O TO CHODZI.
Amplifikacja oportunistyczna
Może to trochę dziwnie brzmi, amplifikacja oportunistyczna. Ale to bardzo prosta i łatwa do wytłumaczenia metoda działania. Amplifikacja to wzmocnienie, podsycenie, zaś „oportunistyczne” w tym wypadku oznacza „wykorzystujące nadarzającą się okazję”. Okazją jest rzeczywiste wydarzenie, lub cały ciąg wydarzeń, większe lub mniejsze. Należy tylko dokleić do tego odpowiednie informacje zniekształcające kontekst, lub fałsz przyczepiony do prawdy, by powstała narracja, nakierowująca odbiorcę na właściwy przekaz, taki jakiego oczekuje dezinformujący. W ten sposób można kształtować nastroje i emocje społeczne w pożądanym kierunku, wykorzystując dowolne zdarzenie losowe. Pijany obywatel spowodował wypadek samochodowy w którym zginęła jakaś osoba, a wystarczy dodać, że to był Ukrainiec. Czasami jest to robione w bardziej subtelny sposób. Na przykład wypadek w Szczecinie z marca 2024 r., spowodowany przez pijanego Polaka, został bardzo ciekawie wykorzystany. Internet obiegły posty ze zdjęciem samochodu sprawcy z literką na „Y” końcu i komentarzem, że ta literka jest przydzielana do rejestracji samochodów zarejestrowanych przez obywateli z polskim peselem, ale bez polskiego obywatelstwa. A to wskazywało wyraźnie na Ukraińca.
Takie sytuacje są wykorzystywane na okrągło przez Rosjan. Z kolei napady Polaków na Ukraińców są dla odmiany szeroko rozpowszechniane na Ukrainie, w ich przestrzeni informacyjnej, ale nie robią to Ukraińcy (choć też), ale rosyjskie farmy trolli, odpowiednio te doniesienia zniekształcając, by wywołać gniew i złość. Ta spreparowana narracja ma wspierać jeden z głównych przekazów obowiązujących w rosyjskiej wojnie informacyjnej albo wprost, albo metodą oddziaływania refleksyjnego, czyli tak, by odbiorca „połączył kropki” i sam wyciągnął „właściwe” wnioski.
Francuski przypadek
Podobnie jak w innych przypadkach amplifikacji oportunistycznej, same zamieszki w Paryżu nie zostały wywołane przez Rosjan. Ale pewne oddziaływanie i gra na emocjach jednak była. Rosjanie jak się okazuje, doskonale znali społeczne nastroje, problemy różnych grup społecznych we Francji, ich emocje i bolączki. Działała tu zarówna miejscowa francuska agentura współpracująca z rosyjskim wywiadem, ale także pomaga tu internetowa analiza tzw. big data. Analizując za pomocą modeli językowych LLM miliony profili Francuzów w mediach społecznościowych szybciej zdali sobie sprawę, co „boli” francuskie społeczeństwo, niż same władze w Paryżu.
Działania mające na celu sztuczne podgrzanie nastrojów społecznych przed protestami z 17 października były prowadzone w sposób precyzyjny i wielotorowy. Rosyjski aparat dezinformacyjny skoncentrował się na przechwyceniu realnych obaw społecznych i przekierowaniu ich na cele geopolityczne, zgodnie z własnymi potrzebami. Według raportu, „w okresie 6 tygodni poprzedzających protesty (od września do 14 października) sieć botów powiązana z operacją Doppelganger opublikowała 639 zsynchronizowanych wiadomości w 22 falach. Wpisy te ukazały się w języku francuskim, niemieckim, angielskim i polskim, wygenerowawszy łącznie około 7,4 mln wyświetleń. Ostatnią falę odnotowano 14 października, dokładnie na trzy dni przed planowanymi protestami”. Wyjaśnijmy tu, że operacja typu Doppelganger to publikowanie spreparowanych przez dezinformacje artykułów na stronach podszywających się pod oficjalne media. Boty przekierowywały użytkowników przez ponad 50 tymczasowych domen (głównie z rozszerzeniem .ch) do artykułów opublikowanych na stronach podszywających się pod znane redakcje, takie jak Le Parisien, Le Point czy Der Spiegel. Co ciekawe, artykuły o jednakowej treści potrafiły się w ciągu pięciu minut pojawić w dziewięciu językach na takich fałszywych portalach udających różne znane media. Linki do tych artykułów boty masowo wklejały w media społecznościowe. Wykorzystano tu emocje „ekonomiczne” (bo takie jest faktyczne podłoże tych prawdziwych protestów, nie są wywoływane przez imigrantów, ale przez wielu młodych francuzów najróżniejszego pochodzenia), by krzewić treści przeciwko obecnej międzynarodowej polityce władz francuskich.
Promowano hasła takie jak: „Chaque euro pour Kiev est un euro volé à notre prospérité commune” („Każdy euro dla Kijowa to euro skradzione z naszego wspólnego dobrobytu”) oraz wzywano do zajęcia się francuskimi szkołami i szpitalami zamiast „karmienia przemysłu wojskowego”
Po wybuchu zamieszek rosyjska sieć Pravda opublikowała 1018 artykułów na 28 stronach w 9 językach (z czego 78% ukazało się już po rozpoczęciu zamieszek). Artykuły były automatycznie kopiowane z rosyjskich kanałów na Telegramie (m.in. RT, TASS, RIA, Rybar), aż 90% powielonych wpisów pojawiało w ciągu zaledwie 5 minut.
Najciekawsze jest to, że jak ocenia raport: „celem operacji nie było promowanie konkretnego ugrupowania, lecz destabilizacja sytuacji politycznej we Francji i wywarcie presji, aby Paryż zaprzestał udzielania pomocy Ukrainie”.
Ciekawy jest tu szczególnie wątek imigrancki, który miał swój konkretny cel, wspierający główny obecnie rosyjski przekaz, że państwa europejskie nie są suwerenne w tym sensie, że jako demokracje nie służą własnemu suwerenowi (obywatelom), lecz zupełnie obcym interesom (imigrantom bądź Ukrainie).
Po wybuchu zamieszek sposób relacjonowania wydarzeń uległ wyraźnej zmianie, a narracja ekonomiczna została na użytek zagraniczny zastąpiona przekazem antyimigranckim i antyislamskim. Choć we Francji posty obwiniające imigrantów stanowiły zaledwie około 3% dyskusji, w przekazach obcojęzycznych narracja ta stała się dominująca (np. 18,7% wpisów po angielsku i 12,6% po polsku). Jak się okazuje, Amerykanie czy Polacy o wiele lepiej wiedzieli co się w Paryżu dzieje i kto za to odpowiada, niż sami Francuzi. A zatem poza destabilizacją sytuacji politycznej we Francji, postanowiono też nakręcać nastroje w innych krajach, antyeuropejskie w USA (co chętnie podchwycił J. D. Vance amplifikując i powielając rosyjską propagandę), a także antyestablishmentowe w państwach europejskich. W Europie Wschodniej forsowano narracje, że jest to wyraz zepsucia Zachodu, że Zachód zatracił swoją tożsamość chrześcijańską na rzecz islamskiej. Na przykład po pożarze ratusza w Limoges w sieci natychmiast rozpowszechniono nieprawdziwe informacje, że za atakiem stali „imigranci”, „muzułmanie” lub „sojusz skrajnej lewicy z islamistami”. W istocie główny podejrzany (34 lata) został zatrzymany przez jednostkę RAID i jest obywatelem Francji urodzonym w Paryżu i lokalnym rzemieślnikiem (cieślą). Mężczyzna ten był wcześniej znany francuskim służbom i posiadał tzw. kartotekę Fiché S (oznaczenie dla osób stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa) ze względu na powiązania z radykalną skrajną lewicą (ultragauche). Z emigrantami czy muzułmanami nie ma nic wspólnego. Mimo to plotka ta pojawiła się w sieci najpierw po angielsku (ok. 6 godzin wcześniej niż we wpisach francuskojęzycznych) i krążyła w języku angielskim 3,6 razy częściej niż we francuskim. I tak było dosłownie ze wszystkim.
Artykuły powielały z rosyjskich kanałów na Telegramie (m.in. RT, RIA, Rybar) opowieści o „zamieszkach zmieniających się w pogromy” oraz „rewolucji migrantów” (np. teksty Juriego Podoljaki). Wpisy te miały stwarzać wrażenie, że cała Europa Zachodnia pogrąża się w chaosie i wojnie domowej z powodu polityki migracyjnej. Czyli, że władze poszczególnych państw nie panują nad sytuacją, a w ogóle to kompletnie nie służą ludziom.
Tymczasem wcale nie chodziło o jakiś imigrantów czy muzułmanów, lecz zwyczajnie o pogarszanie się poziomu życia, rosnącymi kosztami, zbyt małymi wynagrodzeniami, słabo działającą edukacją, itd. Ale w innych państwach bardzo skutecznie udało się wytworzyć wrażenie, że Europa upada pod ciosami islamskiej rewolucji.
Zagraniczne konta o wielkich zasięgach (m.in. Radio Genoa, Visegrad24, Tommy Robinson, Mario Nawfal) błyskawicznie przejmowały nagrania pożarów i starć, nadając im kontekst „starcia cywilizacyjnego” i „upadku Zachodu”. Rosyjską narrację powielano często, zrobił to też J.D. Vance piszący o „sprowadzeniu Trzeciego Świata do Francji przez liberałów”, a także amerykańskie stacje telewizyjne (Fox News mówiące o „międzynarodowym ruchu destabilizacji Zachodu”) oraz niektóre kanały w Polsce (np. Kanał Zero), ten ostatni zidentyfikowany z nazwy w cytowanym raporcie.
Jednocześnie powstał cały ekosystem anonimowych kanałów wykorzystujących sztuczną inteligencję (np. kanał Drift Theory na YouTube). Generowały one masowo filmiki z krzykliwymi tytułami na podstawie szablonów i zdobywały setki tysięcy wyświetleń na narracjach o „płonącej i zislamizowanej Europie”.
Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednej ciekawej technice. Rosyjska sieć Pravda (Portal Kombat) publikowała masowo artykuły na 28 domenach w wielu językach. Treści te nie były tworzone z myślą o realnych czytelnikach, lecz o maszynach, wyszukiwarkach oraz modelach AI. Ta technika to tzw. „LLM grooming”, Gdy algorytmy wyszukiwania oraz modele AI skanują sieć, natrafiają na wiele stron powtarzających ten sam tekst, co stwarza dla algorytmów fałszywe wrażenie, że dana informacja została potwierdzona przez liczne, niezależne źródła.
Zdjęcie z neta
Fot. The Guardian
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Początki programu F-16
Kolejny fragment książki - na zachętę
Pierwsze studia nad lekkim myśliwcem
Pomysł wprowadzenia do uzbrojenia lekkiego, nieskomplikowanego samolotu myśliwskiego, mogącego również w ograniczonym zakresie zwalczać cele naziemne pojawił się w USAF w pierwszej połowie lat 60., czyli jeszcze przed rozpoczęciem wojny wietnamskiej. Bezpośrednią reakcją na zmianę doktryny obronnej było podjęcie w 1965 r. dwóch programów o charakterze studiów nad przyszłym samolotem bojowym – myśliwiec przewagi powietrznej – program FX oraz studia nad lekkim myśliwcem dziennym – Advanced Day Fighter – ADF. Ten ostatni stanowił zalążek przyszłego F-16. Wstępne wymagania mówiły o opracowaniu samolotu o masie startowej mieszczącej się w granicach 25 000 funtów (11 340 kg), przy takim dobraniu stosunku ciągu do masy i obciążenia powierzchni nośnej, by jego osiągi oraz manewrowość były w przybliżeniu o 25 % lepsze, niż MiG-21, ówczesnego podstawowego myśliwca sowieckiego lotnictwa frontowego, wchodzącego szeroko do uzbrojenia nie tylko ZSRS, ale też i pozostałych państw Układu Warszawskiego.
Studia ADF prowadzono równolegle z F-X jako alternatywę dla tego ostatniego programu, jednak pojawienie się myśliwca MiG-25, o którym pewne informacje zdobyto 1967 r. (i nie wiązało się to jedynie z prezentacją tego samolotu w Domodiedowo), spowodowało zwrot w stronę cięższego samolotu o wysokich osiągach i możliwościach bojowych. Dlatego w 1967 r. sprawę studiów ADF odłożono na kilka lat. Powodem powrotu do takiej koncepcji była wojna wietnamska, i to nie tylko w sensie zdobytych doświadczeń, ale także wskutek olbrzymich wydatków na tę wojnę i przyznania w związku z tym większej roli relacji „koszt-efekt”.
„Myśliwska Mafia”
Decyzja USAF o dalszym rozwijaniu ciężkiego, skomplikowanego myśliwca przewagi powietrznej nie przekonała wszystkich specjalistów. Wokół zarzuconych w 1967 r. studiów ADF zgromadziło się pewne lobby, które szybko zyskało sobie przydomek „Fighter Mafia” – „Mafia” zwolenników klasycznego samolotu myśliwskiego. Jednym z głównych zwolenników takiego samolotu był mjr John Boyd (później ppłk), pilot myśliwski i doświadczony instruktor, zajmujący się praktycznym opracowaniem i wdrażaniem taktyki walk powietrznych. Co ciekawe, John Boyd, który swego czasu opracował teorię tzw. „manewrowania energetycznego”, czyli sposób wykonywania manewrów przez ciężki, ale dysponujący dużym nadmiarem mocy samolot myśliwski ery naddźwiękowej, był powszechnie uważany za „ojca” F-15. Mjr Boyd dostrzegł, że manewrowe walki powietrzne ery samolotów naddźwiękowych różnią się znacznie od taktyki walk powietrznych z okresu II wojny światowej, czy nawet wojny koreańskiej. Wynikało to nie tylko ze zdecydowanie gorszej zwrotności tego typu samolotów, ale też z ich nadmiaru ciągu oraz z możliwości zastosowania kierowanych pocisków rakietowych z termiczną głowicą samonaprowadzającą w czasie walki manewrowej.
To ostatnie sprawiło, że odległość rażenia celu manewrującego wzrosła z przedziału 100-400 m do odległości rzędu 0,5-2 km. Natomiast duża bezwładność ciężkich samolotów, w połączeniu z dużym rozporządzalnym ciągiem zespołu napędowego, pozwalało skutecznie zamieniać prędkość w wysokość i odwrotnie, w stopniu zupełnie nieznanym na myśliwcach tłokowych. Umożliwiało to przeniesienie typowej dla II wojny światowej kołowej walki powietrznej w płaszczyznę pionową, a gdy nawet wykonywano manewry poziome, to w istocie ustąpiły one miejsca manewrom w płaszczyźnie pochyłej, z maksymalnym wykorzystaniem nadmiaru ciągu i bezwładności samolotu. Ponieważ manewrom tym towarzyszyła ciągła zmiana energii kinetycznej (prędkość) w potencjalną (wysokość), to nowy sposób manewrowania nazwano „energy maneuvering” – manewrowanie energetyczne. F-15 został zbudowany dokładnie w tej filozofii, m.in. właśnie dzięki majorowi Johnowi Boydowi. Jednak jeszcze w trakcie prac projektowych mjr Boyd przeszedł na stronę zwolenników lekkiego samolotu myśliwskiego, uważając, że maszyna taka, pomimo mniejszej skuteczności zwalczania celów na średnich odległościach (lub nawet braku możliwości w tym zakresie), jest w stanie skutecznie prowadzić manewrowe walki powietrzne, w ostatecznym bilansie skuteczniej pokonując przeciwnika. Boyd uważał też, że duże zdolności manewrowe umożliwią uniknięcie ataku pocisków rakietowych odpalanych z większych odległości, nawet gdy przeciwnik będzie takimi możliwościami dysponował (MiG-23, MiG-25).
Drugą czołową postacią „Mafii Myśliwskiej” był Pierre Sprey, cywilny analityk pracujący w Sekretariacie Obrony, zajmujący się analizami różnych systemów uzbrojenia lotniczego. Sprey wychodził z nieco innego założenia niż Boyd. Wierząc, że mniejsze możliwości samolotu da się zrównoważyć ich zwiększoną liczbą, dużą wagę przykładał do jego wielozadaniowości, tj. do możliwości równoległego zwalczania celów naziemnych uzbrojeniem konwencjonalnym i jądrowym.
Możliwości zwalczania celów naziemnych przez lekki samolot myśliwski wymagają pewnego komentarza. Teoretycznie bowiem samolot taki przenosił identyczne uzbrojenie, jak F-15. W latach 60. nie przewidywano wyposażenia lekkiego myśliwca w uzbrojenie precyzyjne, a F-15 też mógł przenosić zwykłe bomby. Jednak możliwości zaatakowania celu przy ograniczonej widzialności i przy niskiej podstawie chmur nie były identyczne. Duża zwrotność lekkiego samolotu pozwalała mu na szybki dowrót w stronę późno wykrytego celu i zaatakowanie go z pierwszego zajścia. Dopuszczalne były też mniejsze prędkości ataku, co pozwalało na bardziej precyzyjne celowanie. Łatwiej było też utrzymać ugrupowanie kilku samolotów w czasie ciasnych manewrów. Ponadto po wykryciu celu zbyt późno możliwy był ciasny manewr ponownego wyjścia na niego z innego kierunku, przy utrzymaniu atakowanego obiektu w zasięgu widzialności wzrokowej przez znaczną część manewru. I wreszcie jeszcze jedna ważna rzecz – dzięki większej liczbie samolotów (dzięki niższej cenie można było mieć ich w uzbrojeniu więcej) można było liczebnie potęgować uderzenia na cele naziemne. Chodzi tu przede wszystkim o fakt atakowania większej liczby celów punktowych jednocześnie, czego nie rekompensuje większy udźwig pojedynczej maszyny.
Warto w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednym członku grupy entuzjastów lekkiego samolotu myśliwskiego, zwanej potocznie „mafią myśliwską” – był nim Harry Hillaker, główny konstruktor w zakładach General Dynamics. Firma General Dynamics, powstała z Convaira (wcześniej znany jako Consolidated Vultee) do lat 70. budowała raczej ciężkie samoloty. Tu od II wojny światowej powstawały bombowce strategiczne B-24 Liberator, B-36 Peacemaker i B-58 Hustler. Pierwsza próba zbudowania samolotu wielozadaniowego – F-111 – zakończyła się niepowodzeniem, właśnie z powodu jego zbyt wielkiej masy i stopnia komplikacji konstrukcji. Dwoma najbardziej znanymi myśliwcami firmy były samoloty przechwytujące przeznaczone dla NORAD – F-102 Delta Dagger i F-106 Delta Dart.
Były to również ciężkie, skomplikowane samoloty, ale spełniające wymagania amerykańskiego systemu OP. General Dynamics nie miał więc żadnego doświadczenia w budowie lekkich samolotów bojowych, doświadczenie to miało raczej charakter “jak nie należy tego robić”. Pod względem dotychczasowych osiągnięć w tej dziedzinie przodował głównie Northrop, zajmujący się problemem lekkich myśliwców od lat 50., kiedy to w firmie tej powstał projekt N-102 Fang.
Northropowi udało się sprzedać ponad 3800 lekkich myśliwców F-5 Freedom Fighter/Tiger, które były jednak produkowane niemal wyłącznie na eksport, USAF używała samolotu w dosłownie śladowych ilościach, nie traktując F-5 jako wartościowego samolotu bojowego. Pomimo to Harry Hillaker był gorącym zwolennikiem koncepcji lekkiego samolotu myśliwskiego, mając dobry pomysł na rozwiązanie problemu jego opracowania.
Pomimo działalności „mafii myśliwskiej” idea wprowadzenia lekkiego samolotu myśliwskiego do uzbrojenia miała wielu przeciwników w dowództwie USAF. Przeważało tu tradycyjne dążenie do dysponowania najlepszym sprzętem, zdecydowanie przewyższającym parametrami i możliwościami bojowymi podobne samoloty przeciwnika. Czynnikiem decydującym było tu utrzymanie strat na minimalnym poziomie, co też było nie bez znaczenia – pozwalało bowiem utrzymać morale i wolę walki personelu na wysokim poziomie. Uważano też, że jakościowa przewaga pozwala na skuteczne zrekompensowanie przewagi liczebnej przeciwnika.
Wdrażanie coraz lepszych samolotów umożliwia też coraz większe pogłębianie przewagi jakościowej, gwarantującej pewne zwycięstwo w przyszłości. Ostatecznie więc F-15 rozwijano dalej i wprowadzono do uzbrojenia. Program lekkiego myśliwca chwilowo zarzucono.
Nowa administracja i zmiany w systemie obronnym USA
W wyniku wyborów w grudniu 1968 r. na początku 1969 r. władzę w Waszyngtonie objął Republikanin, Richard Nixon. Nowym Sektretarzem Obrony został Melvin R. Laird. Jednak z punktu widzenia programu lekkiego samolotu myśliwskiego najważniejszą postacią w administracji Nixona był podsekretarz obrony David Packard. Pod jego kierunkiem zmieniono dotychczasowe procedury zakupu nowych samolotów dla USAF. Przede wszystkim nastąpił pewien odwrót od wstępnego obliczania całych kosztów programu i tworzenia na wstępnym etapie programu tzw. Fixed Unit Price, czyli jednostkowego kosztu zakupu samolotu, który nie może już ulec zmianie. Obliczanie kosztów podzielono na etap od projektu do oblotu prototypów, fazę Full Scale Development i wreszcie kolejne zamówienia produkowanych kolejno serii. Dzięki takiemu posunięciu firmy uzyskały więcej swobody finansowej na usunięcie stwierdzonych w toku prób usterek, zmniejszono też wpływ inflacji na długoterminowe kontrakty.
Nowa administracja ponownie powróciła też do lekkiego samolotu myśliwskiego. Główną tego przyczyną były olbrzymie nakłady, ponoszone na prowadzenie wojny w Wietnamie, a jednocześnie doświadczenia z pierwszej fazy konfliktu. Zgodnie z nową doktryną obronną nie można było wykluczyć szerokiego zaangażowania się Stanów Zjednoczonych w konflikty lokalne o różnym natężeniu, które w dwubiegunowym świecie były jedną z form konfrontacji przeciwstawnych bloków. W tego rodzaju konfliktach amerykańskie lotnictwo walczyło często z nienowoczesnymi już myśliwcami przeciwnika, narażanie kosztownych maszyn o dużych możliwościach bojowych na przypadkowe straty było więc niecelowe. Do prowadzenia lokalnych kampanii powietrznych lekki samolot myśliwski nadawał się wręcz idealnie. Natomiast w konflikcie pełnoskalowym, samoloty tego typu, walczące w ugrupowaniu ciężkich maszyn o większych możliwościach skutecznie potęgowały całościowy wysiłek lotnictwa.
Ustalenia nowej administracji było tym zwrotem w poglądach, o który chodziło „mafii myśliwskiej”. Nie próbowano teraz walczyć o zastąpienie lekkim samolotem myśliwskim maszyn o wysokich możliwościach bojowych, udało się natomiast skutecznie wpleść go w istniejący system, jako uzupełnienie myśliwców przewagi powietrznej F-15 i ciężkich uderzeniowych F-111. Nowa koncepcja nie oznaczała też zwiększenia liczby typów w uzbrojeniu, gdyż „lekki samolot myśliwski” faktycznie zastąpiłby w przyszłości wielozadaniowe samoloty F-4C/D/E Phantom II, których to nie można było wycofać dysponując li tylko F-15, F-111 i A-10.
Program Lightweight Fighter – LWF
W końcu 1969 r. Pentagon wystosował memorandum do dowództw sił powietrznych i marynarki wojennej, proponując zastąpienie kosztownych programów budowy myśliwców F-15 (dla USAF) i F-14 (dla US Navy) lekkim samolotem wielozadaniowym, budowanym wspólnie – jako program F-XX. Memorandum to oceniono bardzo krytycznie w obu dowództwach, udowadniając, że nawet duża liczba lekkich myśliwców nie jest w stanie wykonać zadań przewidzianych dla F-15 i dla F-14. W wyniku zdecydowanego sprzeciwu obu służb od pomysłu na F-XX odstąpiono.
Nie przerwało to jednak trwających dyskusji nad przyszłością samolotu myśliwskiego. Spory te były wyjątkowo ostre, o czym może świadczyć przypadek płk Everesta Riccioni, szefa oddziału studiów i analiz USAF. W grudniu 1970 r. o opinię na temat lekkiego samolotu myśliwskiego zapytał go zastępca szefa sztabu sił powietrznych gen. John C. Meyer. Riccioni, uważany za członka „mafii myśliwskiej”, wydał bardzo entuzjastyczną opinię o takiej maszynie. Następnego dnia płk Riccioni otrzymał przydział do Korei.
W pierwszej połowie lat 70. koncepcja uzupełnienia nowego samolotu przewagi powietrznej (F-15, jeszcze wówczas nie oblatanym) dojrzała do realizacji. Tym razem siły powietrzne nie wyrażały tak zdecydowanego sprzeciwu, jak w przypadku wcześniejszej propozycji F-XX (alternatywy dla F-X – F-15). Koncepcja LWF pozwalała bowiem na kontynuowanie kosztownego programu nowoczesnego samolotu myśliwskiego przewagi powietrznej, a także na utrzymanie stanów liczebnych USAF na niezbędnym (zdaniem samego dowództwa sił powietrznych) poziomie, zagrożonego redukcjami w wyniku wchłaniania znacznej ilości pieniędzy przez wojnę wietnamską.
Program LWF rozpoczął się 6 stycznia 1972 r. Tego dnia wydano dokument Request for Proposal – RFP, czyli prośbę o zgłaszanie rozwiązań. RFP rozesłano do ośmiu firm lotniczych, przy czym założono krótki, niespełna dwumiesięczny (do 18 lutego) termin składania wstępnych propozycji. Wśród wymienionych ośmiu firm były: Boeing, General Dynamisc, Grumman, Fairchild, Lockheed, LTV, McDonnell Douglas i Rockwell.
Program LWF opiewał na zbudowanie raczej demonstratora technologii, a nie prototypu samolotu bojowego, choć wymagano takiego przygotowania samolotu, by mogło się na nim znaleźć podstawowe wyposażenie do prowadzenia działań bojowych. Postanowiono skoncentrować się na stworzeniu myśliwca do manewrowych walk powietrznych, z możliwością wykonywania uderzeń na cele naziemne uzbrojeniem niekierowanym, w dzień, przy wzrokowej widzialności obiektu ataku. Początkowo dyskutowano nawet, czy samolot tego typu ma dysponować pokładową stacją radiolokacyjną, ale ostatecznie zdecydowano się na jej zastosowanie. Miała to być niewielka stacja, umożliwiająca wykrycie przeciwnika na odległość nieznacznie tylko przekraczającą zasięg wykrycia wzrokowego. Stacja miała umożliwić zajęcie dogodnej do walki powietrznej pozycji, ale na tym jej rola się kończyła. Nie przewidywano bowiem jej bezpośredniego wykorzystania do kierowania uzbrojeniem.
Po raz pierwszy w konstrukcji amerykańskiego samolotu myśliwskiego zrezygnowano z wymagania uzyskiwania dużej prędkości. Uznano, że z samolotami MiG-25 będzie prowadził walkę F-15, natomiast LWF miał działać na małych i średnich wysokościach w strefie przyfrontowej, gdzie operujące samoloty nie rozwijały dużych prędkości przekraczających Ma=1,6. Do tej wartości ograniczono też wymagania. Aby jednak samolot przeciwnika nie mógł swobodnie wyjść z nawiązanej walki, założono uzyskiwanie dobrych przyśpieszeń w zakresie od Ma=0,6 do Ma=1,6. W praktyce oznaczało to zbudowanie samolotu, zdolnego do rozwijania prędkości w granicach Ma=1,8-1,9 na średnich wysokościach (szczególnie w przedziale 8000-12 000 m).
Wymagania mówiły o uzyskaniu maksymalnych własności manewrowych w przedziale prędkości Ma=0,6 do Ma=1,6, zoptymalizowanych do wysokości 10 000-13 000 m (30 000 – 40 000 stóp). W wymaganiach manewrowości zawarto uzyskiwanie minimalnego możliwego promienia zakrętu w locie poziomym, dobrych własności w manewrach pionowych, korzystnego stosunku ciągu zespołu napędowego do masy samolotu i dobrych własności przyśpieszania/hamowania.
Bardzo ważnym wymaganiem było zachowanie niewielkiej masy. W wymaganiach określono, że masa bojowa z 2/3 zapasu paliwa i z uzbrojeniem do prowadzenia walk powietrznych nie może przekroczyć 20 000 funtów, czyli 9070 kg. Było to w przybliżeniu dwukrotnie mniej, niż w przypadku F-15. Poza wymienionymi, przed konstruktorami postawiono też trzy inne zadania.
Po pierwsze RFP zachęcał do szerokiego wykorzystania nowoczesnych technologii, gdyż uznano, że jedynie ta droga prowadzi do spełnienia wymagań. W pewnej sprzeczności z powyższym stało kolejne zadanie, by ryzyko opracowania ograniczyć do minimum, co w zasadzie eliminowało zbyt „rewolucyjne” konstrukcje. Nowe technologie należało więc stosować szeroko, ale rozważnie, a tam gdzie to tylko było możliwe trzeba było wykorzystać sprawdzone rozwiązania konstrukcyjne. I wreszcie ostatnie zadanie, co jak się później okazało – bardzo ważne – to nakaz takiego opracowania samolotu, by zachować odpowiedni potencjał modernizacyjny w przyszłości.
W lutym 1972 r. do Departamentu Obrony wpłynęło pięć propozycji firm, które zdecydowały się podjąć wyzwanie: Boeinga, General Dynamics, Lockheed, LTV i Northropa. W marcu 1972 r. dokonano wstępnej analizy projektów i do dalszej realizacji wybrano trzy z nich. Za najlepszy uznano projekt Boeing 908-909, na drugim miejscu znalazł się General Dynamics Model 401, a na trzecim – Northrop P-600. Odrzucono natomiast projekty Lockheed CL-1200 Lancer (oparty o dalekie rozwinięcie F-104) i Vought (LTV) V-1100.
Dalsze analizy prowadziła wyznaczona przez Departament Obrony (DoD) komisja Source Selection Authority, złożona z niezależnych specjalistów z DoD i z Departamentu Sił Powietrznych. Po bardziej wnikliwej analizie odrzucono uważany początkowo za najlepszy projekt Boeinga i w efekcie 13 kwietnia 1972 r. dwie pozostałe firmy otrzymały kontrakty na budowę prototypów do prób porównawczych. Jednocześnie obu nadano oznaczenia USAF: Model 401-16B General Dynamics otrzymał oznaczenie YF-16, a P-600 Northropa – YF-17.
Mało znana makieta projektu Boeing 908-909
Fot. Boeing
Dwaj konkurenci we wspólnym locie, YF-16 i YF-17
Fot. NARA
Płk John Boyd, "ojciec" F-16.
Fot. Wikipedia
Pierre Sprey, analityk Pentagonu wspierający pomysł na lekki myśliwiec
Fot. Wikipedia
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Dalsze użycie bojowe F-16 w Izraelu
Fragment książki, jaka poszła do korekty
W 1993 r. F-16C/D Block 30 i Block 40 z baz Ramat Dawid i Chacor zaczęły operować z amerykańskimi zasobnikami nawigacyjno-celowniczymi AN/AAQ-13 i AN/AAQ-14 LANTIRN. Operacja „Odpowiedzialność” (Mivtza Din VeHeshbon) była tygodniową, zmasowaną kampanią lotniczo-artyleryjską Sił Obronnych Izraela (IDF) w południowym Libanie w okresie 25 lipca – 31 lipca 1993 r. W jej ramach 101. Dywizjon wykonał 18 uderzeń na cele naziemne, a 117. Dywizjon - 22 uderzenia na cele naziemne, a także wiele misji osłony powietrznej własnych wojsk. Pierwsza faza skupiła się na izolacji pola walki. Myśliwce F-16C/D zaatakowały mosty na rzekach (Litani i Zahrani), paraliżując drogi ucieczki i zaopatrzenia. Potem zgodnie ze strategią premiera Icchaka Rabina, lotnictwo i artyleria zaczęły systematycznie bombardować obrzeża oraz centra blisko 90 libańskich wiosek i miast (takich jak Tyr, Nabatija czy Sydon), w których Hezbollah ukrywał składy amunicji. Mieszkańcy otrzymali wcześniejsze ostrzeżenia radiowe nakazujące ucieczkę.
Spowodowało to migrację ponad 300 tysięcy cywilów w kierunku Bejrutu, co kompletnie sparaliżowało libańską stolicę i zmusiło tamtejszy rząd do podjęcia rozmów międzynarodowych. Operację zakończył wynegocjowany przez USA czasowy rozejm.
Operacja „Grona Gniewu” (Mivtza Anvei Za'am) była drugą, znacznie potężniejszą i bardziej intensywną lotniczo-artyleryjską kampanią Sił Obronnych Izraela (IDF) w Libanie, przeprowadzona w okresie 11 kwietnia – 27 kwietnia 1996 r. Celem operacji było całkowite zniszczenie potencjału rakietowego Hezbollahu, wymuszenie nowego porozumienia zabraniającego atakowania terytorium Izraela oraz zablokowanie operacyjne Libanu za pomocą blokady morskiej i powietrznej. Ponownie 101. Dywizjon z Chacor i 117. Dywizjon z Ramat Dawid wykonały (odpowiednio) 71 i 47 uderzeń na cele naziemne na F-16C, natomiast 105. Dywizjon na F-16D wykonywał misje przełamywania obrony powietrznej (głównie syryjskiej). Całość dopełniał 109. Dywizjon, który na F-16D wykonywał ataki w głębi, na odleglejsze cele w Libanie. Operacja rozpoczęła się 11–12 kwietnia od nalotów w samym Bejrucie. Dwumiejscowe F-16D Barak zniszczyły centralne biuro operacyjne i kwaterę główną Hezbollahu w południowej dzielnicy Haret Hreik.
Równolegle zrzucono bomby precyzyjne na bazy logistyczne w pobliżu obozów uchodźców palestyńskich (m.in. w Burdż al-Baradżina). W okresie 12-15 kwietnia dokonano uerzeń na libańską energetykę. Zbiornikami z napalmem i bombami zniszczono główne stacje transformatorowe i podstacje elektryczne w Dżumhur (Badaoun) pod Bejrutem oraz w Al-Dżijja, co natychmiast pozbawiło libańską stolicę oraz większość kraju dostaw prądu.
W okresie 15-18 kwietnia F-16C/D Block 40, wykorzystując debiutujące wówczas, izraelskie zasobniki celownicze Rafael Litening, polowały nocą na zamaskowane w jaskiniach i gęstych lasach południowego Libanu wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe. Wprowadzono też całkowitą blokadę morską portów w Bejrucie, Trypolisie i Sydonie, myśliwce F-16 patrolowały wybrzeże, będąc w gotowości do zatopienia każdego statku próbującego dostarczyć irańską broń.
18 kwietnia doszło do dramatycznego wydarzenia. Hezbollah celowo wystrzelił rakiety z pozycji położonej w bezpośrednim sąsiedztwie bazy sił pokojowych ONZ (POLBAT/Fidżi) w miejscowości Kana. Izraelska artyleria lądowa (nie lotnictwo), wykonując ogień kontrbateryjny, omyłkowo wstrzeliła się w obóz ONZ, zabijając 106 libańskich cywilów, którzy tam się schronili. Wywołało to potężny skandal międzynarodowy. Mimo potępienia przez ONZ, premier Szimon Peres kontynuował operację przez kolejny tydzień 19–27 kwietnia, ale wprowadzono surowe restrykcje dotyczące unikania celów w pobliżu miast. F-16 skupiły się na niszczeniu pozycji wojsk syryjskich w dolinie Bekaa, które dostarczały Hezbollahowi dane o lotach lotnictwa Izraela. Zniszczono tam kilka syryjskich punktów dowodzenia i posterunków radiolokacyjnych. Operacja zakończyła się 27 kwietnia 1996 r. podpisaniem pisemnego porozumienia o zawieszeniu broni (Grapes of Wrath Understandings).
W czasie wojny w Libianie w 2006 r. flota izraelskich F-16C/D oraz F-16I wykonała większość z tysięcy lotów bojowych IAF. Ich głównym zadaniem było niszczenie ruchomych wyrzutni rakietowych Hezbollahu.
Operacja „Orzechowy Sad” (Mivtza Bustan) z nocy z 5 na 6 września 2007 r. była jednym z najbardziej precyzyjnych rajdów lotnictwa. Choć główny ciężar uderzeniowy (przenoszenie ciężkich bomb penetrujących) powierzono czterem maszynom F-15I Ra'am z 69. Dywizjonu, to myśliwce F-16I Sufa odegrały ważną rolę w powodzeniu tej misji, działając jako eskorta, ale też jako samoloty uderzeniowe. W rajdzie wzięły udział cztery dwumiejscowe maszyny F-16I Sufa ze 119. Dywizjonu. Lot odbywał się w reżimie całkowitej ciszy radiowej i na skrajnie niskiej wysokości. Formacja uderzeniowa (4 F-15I oraz 4 F-16I) wystartowała z baz Tel Nof i Ramon, poleciała na północ nad Morze Śródziemne, a następnie gwałtownie skręciła na wschód, wchodząc w syryjską przestrzeń powietrzną wzdłuż granicy syryjsko-tureckiej. Zanim F-16I weszły nad Syrię, izraelskie systemy walki radioelektronicznej (prawdopodobnie za pomocą specjalistycznego systemu Suter) włamały się do syryjskiej sieci obrony powietrznej. Włamano się do łącza danych do rosyjskich systemów przeciwlotniczych Peczora-2M (S-125 modernizacji), Kwadrat (eksportowe 2K12 Kub) oraz S-75M3 Wołchow i przesłano im fałszywy obraz czystego nieba. Dzięki temu F-16I Sufa leciały wewnątrz syryjskiego systemu przeciwlotniczego „niewidzialne” dla operatorów na ziemi, którzy nie uruchomili własnych radarów.
Cztery F-16I Sufa były wyposażone w konforemne zbiorniki paliwa (CFT), co pozwoliło im dolecieć do prowincji Dajr az-Zaur na wschodzie Syrii bez tankowania w powietrzu. Maszyny przenosiły precyzyjne uzbrojenie kierowano laserowo i satelitarnie (bomby z rodziny GBU). Po dotarciu nad Al-Kibar, załogi F-16I, piloci i nawigatorzy operujący zasobnikami celowniczymi Litening, zaatakowały i zniszczyły pomocnicze instalacje reaktora, laboratoria, systemy chłodzenia oraz podstacje logistyczne, podczas gdy F-15I zrzuciły ciężkie bomby burzące bezpośrednio na główny rdzeń budynku. Po zrzuceniu bomb załogi natychmiast przeszły w reżim walki powietrznej, monitorując przestrzeń za pomocą radarów AN/APG-68(V)9 i pozostając w gotowości do użycia pocisków AIM-120 AMRAAM oraz Python-4 na wypadek, gdyby lotnictwo syryjskie zdołało poderwać myśliwce MiG-29. Syryjscy nawigatorzy naprowadzania byli jednak oszukani brakiem danych z radarów, że nie podjęli przeciwdziałania.
Użycie izraelskich F-16 w trwających od 2008 do 2014 r. operacjach w Strefie Gazy zmieniło charakter współczesnych miejskich działań lotniczych. To właśnie w tych trzech konfliktach asymetrycznych wdrożono na masową skalę koncepcję „cyfrowego potoku celów” – błyskawicznego przekazywania danych rozpoznawczych i wywiadowczych (z dronów i podsłuchów Szin Bet) bezpośrednio na ekrany w kabinach pilotów F-16.
Operacja „Płynny Ołów” (Mivtza Oferet Yetzuka) w których wzięły udział 101. Dywizjon z Chacor i 117. Dywizjon z Ramat Dawid na F-16C oraz 253. Dywizjon z Ramon na F-16I Sufa.
27 grudnia o godzinie 11:30 formacja ponad 50 myśliwców (w większości F-16) uderzyła jednocześnie w około 100 celów w ciągu zaledwie czterech minut. F-16 zniszczyły kwatery główne policji Hamasu, obozy szkoleniowe oraz centralne archiwa rządowe w Strefie Gazy. F-16I Sufa, operujące wzdłuż tzw. Korytarza Filadelfijskiego (granica Gazy z Egiptem), zrzuciły setki bomb penetrujących z opóźnionym zapalnikiem (m.in. GBU-31 z głowicami BLU-109), wywołując sztuczne wstrząsy sejsmiczne, które zapadały podziemne tunele logistyczne Hamasu. W tej operacji po raz pierwszy w warunkach bojowych piloci F-16C wykorzystali zintegrowany cyfrowy system dowodzenia i mapowania „Kraj Przeznaczenia” (Eretz Hatzvi), który wyświetlał pozycje własnych oddziałów lądowych z wielką dokładnością, eliminując przypadki "friendly fire" podczas bliskiego wsparcia (CAS).
W okresie 14 listopada – 21 listopada 2012 r. przeprowadzono kolejną operację „Filar Obrony” (Mivtza Amud Anan) w których wzięły udział F-16D Block 40 ze 105. Dywizjonu "Skorpion" z Chacor oraz 119. i 201. Dywizjony z bazy Ramon na F-16I Sufa. Operację otworzyło uderzenie wykonane 14 listopada przez F-16D 105. Dywizjonu. Pocisk kierowany trafił precyzyjnie w jadący ulicą Gazy samochód, w którym poruszał się Ahmed Jabari, szef skrzydła wojskowego Hamasu (Brygad al-Kassam). Likwidacja ta całkowicie sparaliżowała system dowodzenia bojowników na pierwsze 48 godzin konfliktu.
Głównym zadaniem maszyn F-16I Sufa wyposażonych w radary o wysokiej rozdzielczości (SAR) było niszczenie ukrytych w improwizowanych wyrzutniach wkopanych w ziemię rakiet taktycznych produkcji irańskiej (Fajr-5). F-16 niszczyły wzmocnione, otwierane hydraulicznie klapy improwizowanych silosów ukrytych na polach uprawnych i prywatnych posesjach, zanim Hamas zdążył odpalić rakiety w stronę Tel Awiwu.
Operacja „Ochronny Brzeg” (Mivtza Tzuk Eitan) przeprowadzona w okresie 8 lipca – 26 sierpnia 2014 r. Była to pierwsza operacja, w której celem o tak dużej skali stała się podziemna sieć kilkudziesięciu betonowych tuneli ofensywnych i obronnych Hamasu. F-16 zrzuciły tysiące ciężkich bomb penetrujących (m.in. GBU-24 i GBU-31), niszcząc podziemne węzły komunikacyjne, fabryki broni pod ziemią oraz bunkry dowodzenia. Brały w niej udział liczne F-16 z różnych dywizjonów, w tym F-16C/D i F-16I. Na terenach Gazy ze względu na konieczność prowadzenia ataków w gęstej zabudowie miejskiej i chęć ograniczenia strat cywilnych, F-16 na szeroką skalę używały bomb małogabarytowych GBU-39 Small Diameter Bomb. Podczas tej operacji F-16 rutynowo realizowały procedurę ostrzegania cywilów przed bombardowaniem budynku. Myśliwiec zrzucał najpierw mały, nieuzbrojony ładunek ćwiczebny lub lekką rakietę na dach budynku, wywołując głośny huk i wstrząs. Mieszkańcy mieli od 5 do 15 minut na ewakuację, zanim drugi F-16 doszczętnie niszczył obiekt bombami bojowymi. W toku trwającej 50 dni operacji Siły Powietrzne Izraela nie utraciły w powietrzu ani jednego F-16, pomimo wystrzelenia przez bojowników setek pocisków z naramiennych wyrzutni oraz prób ostrzału baz lotniczych rakietami ziemia-ziemia z terenu Gazy.
W czasie tzw. „Wojny Między Wojnami” w Syrii (2015–2023) izraelskie F-16, najczęściej F-16I, przeprowadziły bardzo wiele ataków na cele naziemne przeciwko jednostkom irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej operujących w Syrii oraz przeciwko obiektom związanym z Hezbollahem. Dla uniknięcia strat w silnej teraz obronie przeciwlotniczej (syryjskie Pancyr, rosyjskie Tor), F-16 rutynowo stosowali taktykę uderzeń z przestrzeni powietrznej Libanu lub znad Morza Śródziemnego, odpalając lekkie pociski manewrujące Delilah (zasięg 250 km) oraz zrzucając bomby szybujące Spice 1000 (zrzut z odległości do 60 km).
10 lutego 2018 r. podczas nalotu odwetowego po naruszeniu izraelskiej przestrzeni przez irański dron, F-16I Sufa ze 119. Dywizjonu „Nietoperz” została trafiona nad Izraelem odłamkami syryjskiej rakiety systemu S-200 Wega. Załoga pomyślnie wykatapultowała się nad Galileą. Była to pierwsza i jak do tej pory jedyna strata bojowa izraelskiego F-16 od 1980 r.
Operacja „Strażnik Murów” (Mivtza Shomer HaChomot) przeprowadzona w dniach 10-21 maja 2021 r. Flota F-16C/D oraz F-16I zrzuciła setki ciężkich bomb penetrujących, niszcząc dziesiątki kilometrów betonowych tuneli Hamasu (tzw. „Metra Gazy”). F-16 zniszczyły też wieżowce w Gazie (m.in. wieżę Al-Jalaa), które były wykorzystywane przez wywiad wojskowy Hamasu do montażu urządzeń zakłócających sygnał GPS.
Po masowym ataku Hamasu z 7 października 2023 r., Izrael wszedł w stan permanentnej wojny na wielu teatrach działań wojennych jednocześnie. Choć medialną uwagę przyciągają najnowsze F-35I Adir, to flota F-16 (Sufa i Barak) wykonuje do dziś ponad 60% wszystkich uderzeń bombowych IAF. W drugiej połowie 2024 r. wysiłek F-16 przeniósł się na północ. Dywizjony F-16I Sufa z bazy Ramon oraz F-16C/D z bazy Chacor przeprowadziły serie nalotów, niszcząc tysiące małych wyrzutni rakietowych Hezbollahu w południowym Libanie i dolinie Bekaa.
Podczas zmasowanych irańskich ataków odwetowych (m.in. w kwietniu i październiku 2024 r.), piloci F-16 działając nocą, naprowadzani przez systemy radarowe, zestrzeliwali dziesiątki dronów Shahed-136 oraz irańskich pocisków manewrujących Paveh za pomocą pocisków Python-5.
19 lipca 2024 r. wystrzelony przez Hutich z Jemenu zmodernizowany dron dalekiego zasięgu Samad-3 (nazwany przez nich Jaffa) uderzył w kamienicę w samym centrum Tel Awiwu, zabijając jednego cywila i raniąc kilku innych. 20 lipca 2024 r. przeprowadzono dość spektakularne uderzenie na Jemen w ramach operacji „Wyciągnięte Ramię” (Mivtza Yad Arucha).
Główny komponent uderzeniowy sformowały dywizjony F-16I Sufa z bazy Ramon – 119. Dywizjon „Nietoperz” oraz 253. Dywizjon „Negev”. Towarzyszyły im myśliwce F-15I Ra'am oraz niewykrywalne F-35I Adir, które leciały jako grupa obezwładnienia OPL. Trasa lotu została zaplanowana tak, aby całkowicie ominąć systemy radiolokacyjne Egiptu, Arabii Saudyjskiej oraz Jordanii. Formacja wystartowała po południu 20 lipca i skierowała się na południowy zachód nad Morze Śródziemne, a następnie prześlizgnęła się na bardzo małej wysokości nad międzynarodowymi wodami Morza Czerwonego. Nad wodami Morza Czerwonego formacja spotkała się ztankowcami Boeing 707 Re'em ze 120. Dywizjonu IAF. Operacja była ekstremalnie trudna ze względów bezpieczeństwa. Około godziny 18:00 czasu lokalnego izraelskie F-16I Sufa weszły nad cel od strony morza. Piloci i nawigatorzy, wykorzystując zasobniki celownicze Litening, przeprowadzili atak z lotu nurkowego na infrastrukturę portową Al-Hudaidy. Użyto bomb kierowanych z rodziny Spice oraz JDAM.
Zaledwie dwa miesiące później Huti ponowili próby ataków, wystrzeliwując w stronę lotniska Ben Guriona pod Tel Awiwem rakiety balistyczne Palestine-2. 29 września 2024 r. formacja złożona z kilkudziesięciu samolotów IAF, w tym ponownie F-16I Sufa z bazy Ramon, uderzyła nie tylko na port w Al-Hudaidzie w którym naprawiono wcześniejsze szkody, ale również na sąsiedni port naftowy Ras Isa oraz kluczowe elektrownie w rejonie Al-Katib. W tym rajdzie F-16I Sufa wykorzystały izraelskie pociski manewrujące i bomby szybujące nowej generacji, co pozwoliło na odpalenie ładunków spoza zasięgu jemeńskich systemów przeciwlotniczych.
Izraelskie F-16 brały też bezpośredni udział w ataku na Iran. Doszło do tego podczas operacji o kryptonimie „Dni Pokuty” (Mivtza Yamei Teshuva), przeprowadzonej w nocy z 25 na 26 października 2024 r. Było to pierwsze w historii uderzenie lotnicze Izraela na terytorium Islamskiej Republiki Iranu. W ataku brały udział F-16I Sufa z 119. i 253. Dywizjonu z bazy Ramon. Trasa lotu wiodła głównie przez przestrzeń powietrzną Syrii i Iraku, gdzie Izraelczycy obezwładnili lokalną OPL. W samym Iranie OPL obezwładniły F-35I Nadir, dzięki czemu F-16I mogły działać bezpieczniej. Atakowano cele główne pociskami manewrującymi Rampage i Delilah nie podlatując do nich.
Operacja „Strzały Północy” (Mivtza Jicajon HaCafon) to prowadzona przez Siły Obronne Izraela (IDF) wielomiesięczna kampania lądowo-powietrzna wymierzona w strukturę dowódczą, finansową i militarną Hezbollahu w Libanie. W operacji tej flota myśliwców F-16 wykonuje ponad 60% wszystkich misji uderzeniowych, od początku 23 września 2024 r. Do dziś ta kampania trwa praktycznie nieprzerwanie.
Poza tradycyjnie już F-16I Sufa ze 119. i 253. Dywizjonu z Ramon, w atakach biorą udział też mocno zmodernizowane F-16C/D Barak-2020 ze 101. i 105. Dywizjonu z bazy Chacor. Na samym początku operacji F-16I Sufa przeprowadziły zmasowaną falę uderzeń precyzyjnych na zidentyfikowane przez wywiad wojskowy (Aman) magazyny rakietowe Hezbollahu ukryte w domach prywatnych i budynkach gospodarczych w setkach libańskich wiosek.
Choć eliminacja lidera organizacji Hassana Nasrallaha w podziemnym bunkrze została zrealizowana przez ciężkie F-15I Ra'am, to formacje F-16 systematycznie likwidowały kolejne szczeble dowódcze. Myśliwce F-16C/D Barak za pomocą bomb małogabarytowych GBU-39 SDB precyzyjnie niszczyły konkretne piętra wieżowców w bejruckiej dzielnicy Dahije, eliminując dowódców elitarnych sił Radwan oraz szefów jednostek logistycznych i rakietowych bez niszczenia sąsiednich budynków. W ostatnim okresie, w nocnych nalotach na Bejrut, Tyr i Nabatiję, załogi F-16 zrównały z ziemią kilkadziesiąt placówek i podziemnych skarbców instytucji bankowej Al-Qard Al-Hassan. Naloty te, poprzedzone ostrzeżeniami ewakuacyjnymi dla cywilów, odcięły organizację od rezerw gotówki i złota służących do finansowania operacji terrorystycznych. Był to pierwszy przypadek w historii, kiedy F-16 niszczą zasoby... finansowe!
Na zdjęciach dwumiejscowe izraelskie. F-16B Netz w bardzo ciekawym wariancie. Po prawej stronie wlotu ma zasobnik elektrooptyczny AN/ASQ-153 Pave Penny do wykrywania zewnętrznego podświetlenia laserowego, co pozwalało na nakierowanie czujników podwieszonych bomb Paveway II na podświetlenie celów laserem przez naziemnego kontrolera.
Fot. Wikipedia
Na kolejnym, F-16D Block 40 ze 105. Dywizjonu „Skorpiony” (Ha-Akrab) Sił Powietrznych Izraela. Izrael jako pierwszy stosował dwumiejscowe z garbem, i to chyba jedyne Block 40 z garbem (szeroko wprowadzono je na Block 50+/52+ i kolejnych).
Fot. Wikipedia
F-16I Sufa, dwumiejscowa bojowa odmiana, która jak widać różni się od F-16D z garbem dodatkowymi innymi antenami systemów WRE na bokach nosa i wlotów powietrza do silnika i z tyłu, a także antena łączności satelitarnej nieco widoczna pod pokrywą na grzbiecie. Samolot należy do 107. Dywizjonu „Rycerze Pomarańczowego Ogona” (Abiri HaZanav HaKatom) Sił Powietrznych Izraela z bazy Ramon.
Fot. IDW
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Debiut bojowy F-16A - Izrael
fragment książki - jeszcze przed korektą, jak coś zauważycie to mówcie. Wczoraj ktoś wyłapał błąd z AN/ARC-238, w przedstawionym fragmencie był Raytheon. W piętnastu innych miejscach jest prawidłowo Rohde & Schwarz, a w jednym był błąd. Już poprawiony dzięki czujności czytelnika. Korekta z pewnością wyłapie więcej, w końcu to ponad pół miliona znaków ze spacjami (573 tys. dokładnie, będzie cięte o jakieś 50 tys.).
Ja się nie obrażam za poprawki, bo to służy temu, że ostateczna, papierowa wersja będzie doszlifowana na max. A będzie to cegła jak cholera...
Pierwszym państwem, które użyło myśliwców F-16 w walce, był Izrael. W czasie, gdy pierwsze „szesnastki” (wersje F-16A/B Netz) trafiły do tego kraju, na Bliskim Wschodzie od ośmiu lat, czyli od zakończenia wojny Jom Kippur w 1973 r., panował względny spokój. Niestety, nie trwał on długo. W sąsiednim Libanie wybuchła krwawa wojna domowa, w którą zaangażowała się Syria, a na dodatek we wrześniu 1980 r. rozpoczął się długotrwały konflikt między Irakiem i Iranem.
Izrael, poważnie zaniepokojony irackimi dążeniami do skonstruowania własnej broni jądrowej, postanowił zniszczyć ośrodek atomowy Al-Tuwaitha budowany w pobliżu Bagdadu. Kompleks badawczy powstawał przy znacznym udziale specjalistów francuskich i włoskich, a sam reaktor klasy Osiris został przez Francuzów nazwany Osirak (w Izraelu operowano nazwą Tammuz 1). Centralnym elementem ośrodka był niemal ukończony, ale ciągle jeszcze „zimny” reaktor, czekający na umieszczenie w nim dostarczonego już paliwa nuklearnego. Wprowadzenie uranu do rdzenia planowano na lato 1981 r. Izrael, zdając sobie sprawę z katastrofalnych skutków radiologicznych zniszczenia „gorącego”, działającego reaktora, podjął decyzję o zrównaniu go z ziemią przed tą datą.
Plany akcji przygotowywano już od 1979 r. Początkowo planiści rozważali użycie grupy uderzeniowej złożonej z samolotów A-4 Skyhawk i F-4 Phantom II. Jednak zasięg tych maszyn zmuszał do tankowania ich w powietrzu, co nad wrogim terytorium wiązało się z ogromnym ryzykiem. Dopiero dostarczone w 1980 r. myśliwce F-16A/B dały możliwość osiągnięcia celu bez tankowania w powietrzu, pod warunkiem zastosowania specyficznej kombinacji podwieszeń: dwóch podskrzydłowych zbiorników paliwa o pojemności 1400 dm³ oraz jednego podkadłubowego o pojemności 1135 dm³. Ówczesne instrukcje amerykańskie zabraniały jednoczesnego przenoszenia trzech zbiorników oraz ciężkich bomb Mark 84 o wagomiarze 908 kg, ponieważ obawiano się, że zrzucane po opróżnieniu zbiorniki podskrzydłowe mogą uderzyć w ładunek bojowy. Izraelscy piloci i inżynierowie podjęli jednak próby w locie i całkowicie rozwiali te obawy (później tę konfigurację przejęło samo USAF).
Na pustyni Negew zbudowano wierną makietę irackiego ośrodka, na której bombardowanie z lotu nurkowego ćwiczyło ośmiu wyznaczonych pilotów (oraz czterech zapasowych). Na dowódcę grupy uderzeniowej mianowano ppłk. Ze’eva Raza. Uderzenie, któremu nadano kryptonim operacja Opera (znana też jako operacja Babilon), wyznaczono początkowo na niedzielę, 10 maja 1981 r. Tuż przed startem akcję odwołał jednak premier Menachem Begin z powodu przecieku informacyjnego, o którym dowiedział się lider opozycji Szimon Peres. Gdy wywiad (Mosad) zapewnił, że szczegóły planu nie dotarły do państw arabskich, wyznaczono nowy termin: niedzielę, 7 czerwca 1981 r.
Opóźnienie przyniosło niespodziewaną korzyść – technicy rozbrajający maszyny w maju odkryli, że zapalniki bomb miały błędnie ustawione zwłoki czasowe, co doprowadziłoby do sytuacji, w której bomby zrzucane przez kolejnych pilotów eksplodowałyby od uderzeń poprzedników, niszcząc lecące w formacji F-16. Niedziela 7 czerwca była terminem ostatecznym także dlatego, że spodziewano się nieobecności francuskich specjalistów. Choć sądzono, że Francuzi świętują weekend w stylu europejskim, w rzeczywistości pracowali oni według kalendarza irackiego (z wolnym piątkiem), a niedziela była dla nich zwykłym dniem pracy, ale mimo to w trakcie ataku zginął tylko jeden francuski inżynier, Serge Girod.
W dniu misji wiatr wymusił zmianę kierunku startu z lotniska Etzion na Synaju. Formacja ośmiu F-16A, osłaniana na wyższym pułapie przez sześć myśliwców F-15A Baz, musiała przelecieć nad Zatoką Akaba. Przypadek sprawił, że lecące na skrajnie niskiej wysokości samoloty przeszły niemal bezpośrednio nad jachtem króla Jordanii, Husajna I. Monarcha, będący doświadczonym pilotem, natychmiast rozpoznał izraelskie maszyny, dostrzegł konfigurację bojową i zdając sobie sprawę z wektora lotu, wysłał radiowe ostrzeżenie do dowództwa w Bagdadzie. Ostrzeżenie to zostało jednak zlekceważone przez iracką służbę operacyjną, gdyż Saddam Husajn przebywał wówczas daleko od stolicy, wizytując front wojny z Iranem.
Grupa kontynuowała lot na wysokości zaledwie 30 metrów nad pustynią, aby uniknąć wykrycia przez radary jordańskie, saudyjskie i irackie. Dopiero tuż przed Bagdadem formacja dynamicznie wzniosła się na wysokość ponad 2000 m, po czym przeszła do gwałtownego nurkowania pod kątem 35 stopni. Zaskoczenie było całkowite. Żadna z osłaniających rejon baterii rakietowych 2K12 Kub czy S-125 Newa nie zdążyła odpalić pocisku. Samoloty powitał jedynie chaotyczny ogień lufowej artylerii przeciwlotniczej.
Wbrew obawom, niemal wszyscy piloci uderzyli z chirurgiczną precyzją. Najmłodszy uczestnik nalotu, por. Ilan Ramon (który w 2003 r. zginął jako pierwszy izraelski astronauta w katastrofie promu Columbia), leciał jako ostatni w formacji i zrzucił bomby w gęsty dym wznoszący się nad rozbitym celem. Wbrew powojennym plotkom o rzekomym chybieniu przez Ramona, oficjalne analizy IAF potwierdziły, że w kopułę reaktora o średnicy niespełna 50 metrów trafiło bezpośrednio 14 z 16 zrzuconych bomb wagomiaru 908 kg (dwie bomby zrzucone przez kpt. Iftacha Spectora osunęły się po ścianie i wybuchły tuż obok, niszcząc laboratoria).
Ośrodek został trwale zniszczony, a iracki program atomowy cofnięty o dekady. Wszystkie maszyny F-15 i F-16 wróciły do baz bez jakichkolwiek strat, wykonując spektakularny rajd bojowy na dystansie ponad 1600 km w obie strony, co zapisało się jako jeden z największych sukcesów w historii wykorzystania myśliwców F-16.
Na wykazanie swoich pełnych zalet jako samolotów myśliwskich izraelskie „szesnastki” (F-16A/B Netz) musiały poczekać do czerwca 1982 r., kiedy rozegrała się słynna bitwa nad doliną Bekaa. Pierwsze zwycięstwa powietrzne odniesiono jednak rok wcześniej. 28 kwietnia 1981 r. para F-16A przechwyciła i zniszczyła nad Libanem syryjski śmigłowiec Mi-8, lecący z zaopatrzeniem dla sił palestyńskich. Sukces ten zapisał na swoim koncie por. Rafi Berkovich. Było to pierwsze w historii globalnej eksploatacji F-16 zwycięstwo powietrzne. Kolejną maszynę tego typu zestrzelono niespełna kilka godzin później, a sukces odniósł dowódca 117. Dywizjonu, ppłk Ze’ev Raz.
Niedługo później, 14 lipca 1981 r., ppłk Amir Nachumi (dowódca 110. Dywizjonu) zestrzelił nad Libanem syryjski myśliwiec MiG-21, co stanowiło pierwszy na świecie przypadek zestrzelenia samolotu odrzutowego przez F-16. Łącznie przed wybuchem pełnoskalowej wojny w 1982 r. izraelskie F-16 zapisały na swoje konto kilka syryjskich MiGów-21.
Działający w południowym Libanie partyzanci Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP) mocno dawali się we znaki ludności cywilnej w Północnej Galilei, ostrzeliwując z moździerzy i wyrzutni rakietowych BM-21 Grad przygraniczne kibuce i osiedla. Przeprowadzili oni również serię zamachów w samorządach Izraela oraz poza jego granicami. W odpowiedzi na rajdy odwetowe izraelskiego lotnictwa, Syria podjęła decyzję o rozmieszczeniu silnego, zintegrowanego systemu obrony powietrznej w rejonie kontrolowanego przez siebie libańskiego pasma górskiego Dżabal al-Baruk oraz w sąsiedniej dolinie Bekaa.
Rząd Izraela, dążąc do ostatecznej likwidacji baz terrorystycznych, rozpoczął 6 czerwca 1982 r. operację lądowo-powietrzną Pokój dla Galilei. Kluczowym elementem kampanii stało się zneutralizowanie syryjskiego parasola przeciwlotniczego w dolinie Bekaa, który paraliżował swobodę działań sił własnych. Obronę tę tworzyło początkowo 19 baterii rakiet przeciwlotniczych: głównie samobieżne zestawy średniego zasięgu 2K12 Kub uzupełnione przez stacjonarne zestawy S-75M Wołchow i S-125M Newa, rozmieszczone na przygotowanych, zamaskowanych pozycjach. Architektura tego systemu miała jedną słabość – eliminacja radaru naprowadzania i kierowania ogniem danej baterii (np. stacji 1S91 dla systemu Kub) całkowicie pozbawiała zdolności bojowej podległe mu wyrzutnie. Zamiast atakować dziesiątki wyrzutni, wystarczyło uderzyć w 19 stacji radiolokacyjnych. Zadanie to wciąż pozostawało niezwykle ryzykowne, gdyż w pełni sprawny system był teoretycznie zdolny do jednoczesnego zwalczania kilkunastu celów w jednej salwie.
Izraelski plan uderzenia, któremu nadano kryptonim operacja Mole Cricket 19 (Kret 19), został przygotowany z chirurgiczną precyzją. Nalot wyznaczono na godzinę 12:00 w dniu 9 czerwca 1982 r., jednak ostateczna zgoda rządu nadeszła z opóźnieniem, o 13:30. Formacje myśliwców Kfir, A-4 Skyhawk, F-4E Phantom II, F-15A Baz i F-16A Netz natychmiast wystartowały alarmowo.
Aby zmusić Syryjczyków do ujawnienia swoich pozycji, Izraelczycy zastosowali taktykę walki elektronicznej i forteli. Nad dolinę Bekaa wysłano chmary bezzałogowych aparatów latających (bsp Tadiran Mastiff i IAI Scout). Syryjskie radary wzięły je za pierwszą falę uderzeniową i włączyły stacje naprowadzania, przygotowując się do strzału. Dodatkowo z samolotów F-4E i stanowisk lądowych wystrzelono szybujące pułapki radarowe, bezzałogowe cele pozorne typu Samson oraz napędzane silnikami rakietowymi Delilah.
Gdy zdezorientowane syryjskie baterie otworzyły ogień do celów pozornych, ich radary stały się natychmiast widoczne dla nadlatujących na skrajnie niskim pułapie 24 samolotów F-4E Phantom II. Phantomy odpaliły pociski przeciwradiolokacyjne AGM-45 Shrike oraz nowsze AGM-78 Standard ARM. Ponieważ starsze rakiety Shrike traciły namiar po wyłączeniu radaru przez przeciwnika, załogi Phantomów zbliżały się na odległość strzału, by w przypadku wyłączenia stacji natychmiast ponowić atak kierowanymi optoelektronicznie pociskami AGM-65 Maverick. Koordynację operacji ułatwiał krążący na bezpiecznej wysokości samolot wczesnego ostrzegania E-2C Hawkeye, a misje zakłócania syryjskiej łączności i dowodzenia realizował wyspecjalizowany Boeing 707 walki elektronicznej.
W wyniku skoordynowanego uderzenia w niespełna kilkanaście minut zniszczono radary większości syryjskich baterii. Na bezbronne stanowiska rakietowe runęła druga i trzecia fala uderzeniowa złożona z samolotów Kfir, A-4 Skyhawk oraz wielozadaniowych F-16A. Maszyny z lotu nurkowego zasypały pozycje wroga bombami klasycznymi, niszcząc wyrzutnie oraz wozy logistyczne. Podczas tych intensywnych ataków nad doliną Bekaa stracono jeden samolot A-4 Skyhawk (pilot kpt. Aharon Achiaz wykatapultował się i dostał się do niewoli). Była to jedyna strata bojowa IAF w tej fazie operacji. Do końca dnia 17 z 19 syryjskich baterii przestało istnieć.
Dopiero w tym momencie dowództwo w Damaszku rzuciło do rozpaczliwej walki własne lotnictwo myśliwskie, nad dolinę Bekaa skierowano około 100 myśliwców MiG-21, MiG-23 oraz szturmowych Su-22. Doszło do największej bitwy powietrznej od czasów wojny koreańskiej. Na zbliżające się formacje syryjskie naprowadzono krążące na dużej wysokości myśliwce F-15A Baz, które wykorzystując dane z E-2C Hawkeye, odpaliły z dużego dystansu pociski kierowane radarowo AIM-7F Sparrow. Syryjskie samoloty, pozbawione własnej kontroli radiolokacyjnej z ziemi z powodu zakłóceń, leciały w zwartych formacjach i poniosły ciężkie straty.
Gdy syryjski szyk uległ rozproszeniu i starcie przekształciło się w kołową walkę manewrową, do akcji wkroczyły zwrotne myśliwce F-16A Netz. Wykorzystując pociski naprowadzane na podczerwień AIM-9L Sidewinder oraz izraelskie Shafrir 2, a także działka pokładowe, załogi F-16 urządziły pogrom uciekającym maszynom wroga. Wbrew pierwotnym, skromnym szacunkom z dawnych analiz, bilans samej tylko operacji Mole Cricket 19 i kolejnych dni starć (9–11 czerwca) zamknął się porażającym wynikiem: izraelskie lotnictwo zestrzeliło od 82 do 86 syryjskich samolotów bez ani jednej straty własnej w walkach powietrznych.
Myśliwce F-16 zapisały na swoje konto aż 44 zestrzelenia (czyli ponad połowę sukcesów koalicji), stając się niekwestionowanym triumfatorem tej bitwy. To są oczywiście dane izraelskie, Rosjanie podają zupełnie inne wyniki bitwy. Według oficjalnych raportów ZSRR, Syria straciła w walkach powietrznych jedynie od 32 do 37 samolotów (głównie starszych wersji MiG-21 oraz nowszych MiG-23MS), jednocześnie przypisywano im zestrzelenie aż 68 izraelskich samolotów (okazało się to kompletną nieprawdą). Rosyjskie podręczniki taktyki wojskowej przez lata opisywały starcie z 11 czerwca 1982 r., w którym syryjski pilot kpt. Tomah al-Masri, lecąc na MiGu-23MS, miał rzekomo zestrzelić izraelskiego F-16 za pomocą pocisków R-13M z bliskiej odległości, zanim sam został zestrzelony przez innego F-15.
W rezultacie, choć Moskwa oficjalnie ogłosiła „zrównoważony bilans bitwy”, to skala klęski syryjskiej OPL i lotnictwa była dla radzieckich generałów szokiem. Doprowadziła ona do natychmiastowego odwołania ze stanowisk kilku wysokich rangą dowódców Wojsk Obrony Przeciwlotniczej ZSRR (np. gen. płk Jewgienij Jurasow, szef misji w Syrii) i wymusiła pilne rozpoczęcie prac nad modernizacją radarów i systemów walki elektronicznej w nowo projektowanych myśliwcach MiG-29 i Su-27.
Następnego dnia na izraelskie samoloty przygotowujące grunt własnym wojskom lądowym znów ruszyły syryjskie MiGi. Scenariusz walki powietrznej niemal dokładnie powtórzono, lecz tym razem syryjska formacja rozsypała się natychmiast po odpaleniu Sparrowów przez F-15. Doszło do manewrowych walk na małe odległości, w których brały udział zarówno F-16, jak i F-15. „Szesnastkom” przypadło w udziale zestrzelenie 37 MiGów tylko pierwszego dnia. Jeden z pilotów, kpt. Eytan Stibbe (drugi astronauta izraelski), w jednym locie odniósł cztery zwycięstwa (MiG-23MS, dwa Su-22M2 i Gazelle)! Są to liczby zawarte już w przedstawionym wyżej ogólnym bilansie walk.
Wszystkie izraelskie myśliwce wróciły do swych baz, choć mniej zwrotne F-15 odniosły liczne uszkodzenia, głównie ogniem z 23 mm działek GSz. Do chwili obecnej według źródeł izraelskich (np. przetłumaczona na angielski książka płk Elizar'a Cohen'a „The Izraeli Best Defense”), jak i brytyjskich (kwartalnik „Air Power Journal”), a także amerykańskich (oficjalne źródła DoD) są zgodne, że izraelskie F-16 zestrzeliły w czasie bitwy nad doliną Bekaa 44 samoloty przeciwnika, nie ponosząc żadnych strat. Największy sukces odniósł dowódca 117. Dywizjonu, ppłk (później gen. bryg.) Amir Nachumi, as z ostatecznie 14 zwycięstwami powietrznymi. Cztery samoloty zestrzelił też mjr Eliezer Adar ze 117. Dywizjonu.
Warte przytoczenia są też informacje izraelskie na temat ich oceny F-16 w stosunku do F/A18. Państwo to wahało się, czy w miejsce jednosilnikowych F-16 nie zakupić bezpieczniejszych maszyn dwusilnikowych. Największym przeciwnikiem zakupu „latającego zbiornika paliwa, którego jedno trafienie rozrywa na strzępy nie pozostawiając śladu na niebie” był Ze’ev Raz, późniejszy wielokrotny zwycięzca, dowódca pierwszej izraelskiego dywizjonu „szesnastek”. To właśnie on najgłośniej narzekał na małą odporność F-16 na polu walki, optując za większym i dwusilnikowym F/A-18. Kiedy po latach zapytano go, czy nadal uważa, że F-16 jestć mało odporny w walce odpowiedział: „nie myliłem się wtedy, gdy tak mówiłem. Nadal uważam, że gdyby były one trafione, nie zostałby po nich naweć najmniejszy ślad. Czy to moja wina, że żaden z nich nie został trafiony?” Wypowiedź tą można wyjaśnić na przykładzie II wojny światowej, brytyjski bombowiec Wellington był co prawda o wiele odporniejszy od drewnianego Mosquito, ale te ostatnie ponosiły mniejsze straty. Ich atutem była nie odporność konstrukcji na ogień przeciwnika lecz duża prędkość i pułap lotu. Podobnie jest z F-16 – dzięki swej zwrotności i środkom walki radioelektronicznej najczęściej unika on trafienia.
Łącznie izraelskim F-16 do czerwca 1982 r. przypisuje się 52 zestrzelenia powietrzne (2 śmigłowce i 6 samolotów zestrzelonych przed bitwą oraz 44 – w czasie sławnej bitwy nad Bekaa). Do chwili obecnej jest to już ok. 82 zwycięstw powietrznych.
Na zdjęciu
General Dynamics F-16A Netz ze 116. Dywizjonu "Lwy Południa" )Arayot HaDarom) z bazy Nevatim, ale służył w różnych dywizjonach. Choć w dokumentacji USAF figuruje w podgrupie produkcyjnej Block 10D (numer seryjny producenta: 6V-59, USAF 80-0660), to jednak uważany jest za pierwszy Block 15 dla Izraela z większym statecznikiem poziomym.
Fot. IDF
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
Fragment książki o F-16 która jest właściwie napisana
Modernizacja PoBIT (Post Block Integration Team)
W 2019 r. zdecydowano się na zmodernizowanie aż 608 samolotów F-16C/D Block 40/42/50/52 należących do USAF do standardu zbliżonego w wersji F-16V Block 70/72 poprzez bardzo głęboką modernizację wyposażenia i uzbrojenia. Modernizacja dotyczyła używanych w USAF samolotów tych wersji. Program ruszył z początkiem 2022 r. i zgodnie z planem modernizacje PoBIT mają zostać sfinalizowane w 2028 r. Jest on połączony z remontami płatowców i kolejnymi programami SLEP zmierzającymi do wzmocnienia struktury płatowca oraz wydłużenia resursów. Prace remontowe i modernizacyjne wykonuje się w wojskowym zakładzie remontowym Ogden Air Logistics Complex (baza Hill, Utah).
Plan modernizacji obejmuje:
Block) F-16C F-16D Łącznie wariantu
Block 40 (silniki GE) 197 25 222
Block 42 (silniki PW) 65 14 79
Block 50 (silniki GE) 224 33 257
Block 52 (silniki PW) 42 8 50
RAZEM FLOTA PoBIT 528 80 608
Stary radar mechaniczny AN/APG-68 jest zastępowany radarem z aktywnym skanowaniem fazowym (AESA) Northrop Grumman AN/APG-83 SABR (Scalable Agile Beam Radar). Pozwala on na jednoczesne śledzenie ponad 20 celów, wyraźnie zwiększa zasięg wykrywania celów powietrznych, ma zwiększoną odporność na zakłócenia elektroniczne (ECM) oraz generuje mapy terenu o o jeszcze większej rozdzielczości na zakresie SAR. Na architekturę opartą o radar AN/APG-81 z samolotu F-35A.
W ramach programu PoBIT dokonywana jest wymiana dotychczasowego komputera misji na nowoczesny komputer MMC (Modular Mission Computer) serii 7000, dysponujący zwielokrotnioną mocą obliczeniową, która jest niezbędna do przetwarzania danych strumieniowych z nowego radaru AESA. W kabinie instalowany jest nowy, centralny wyświetlacz ciekłokrystaliczny CPD (Center Pedestal Display) o wysokiej rozdzielczości i powierzchni wyświetlania 152 x 203 mm, który prezentuje pilotowi zintegrowany, syntetyczny obraz sytuacji taktycznej.
Głęboką modernizację przechodzą również systemy transmisji danych. Wdrażany jest terminal standardu Link 16 typu MIDS JTRS (Multifunctional Information Distribution System Joint Tactical Radio System) w standardzie Concurrent Multi-Netting-4 (CMN-4). Umożliwia on płynną, szerokopasmową i cyfrową wymianę informacji o celach z maszynami V generacji (F-35 i F-22), a także z systemami przeciwlotniczymi Patriot i samolotami wczesnego ostrzegania AWACS.
Równolegle na pokładzie montowany jest zmodernizowany modem danych taktycznych SADL (Situation Awareness Data Link), poprawiający współdziałanie z siłami lądowymi. Główna różnica polega na tym, że Link 16 to globalny standard wielozadaniowy dla całego NATO, podczas gdy SADL to wyspecjalizowane, lokalne łącze stworzone do bezpośredniej współpracy lotnictwa z wojskami lądowymi. Link 16 (MIDS JTRS) operuje w paśmie UKF na częstotliwościach 960–1215 MHz, a SADL działa w niższym paśmie UKF, na częstotliwościach 420–450 MHz.
Dotychczasowe, analogowe radiostacje AN/ARC-164 HAVE QUICK II oraz AN/ARC-222 wylatują z luku awioniki. Ich miejsce u boku terminala MIDS zajmuje fabrycznie nowa, wielopasmowa radiostacja definiowana programowo (SDR) typu AN/ARC-238 (produkcji Rohde Schwarz), obsługująca najnowszy natowski protokół bezpiecznej łączności głosowej SATURN. Wymianie podlegają także urządzenia identyfikacji swój-obcy – stare transpondery są zastępowane przez nowoczesny system IFF Mode 5 (w wersji AN/APX-126 lub pokrewnej), który wykorzystuje zaawansowane kryptograficznie, zmienne algorytmy szyfrowania, odporne na podsłuch i próby zakłócenia przez przeciwnika.
Wybrane dywizjony Post-Block (zwłaszcza z zadań SEAD/DEAD) otrzymują zintegrowany system walki cyfrowej nowej generacji, który potrafi wykrywać, lokalizować i cyfrowo zagłuszać najnowocześniejsze systemy radiolokacyjne przeciwnika. Jest to Northrop Grumman AN/ALQ-257 IVEWS (Integrated Viper Electronic Warfare Suite). W przeciwieństwie do starszych systemów, które działały w ograniczonych zakresach częstotliwości, IVEWS operuje w bardzo szerokim, ciągłym paśmie radiowym. Oznacza to, że system potrafi jednocześnie wykrywać, identyfikować i cyfrowo zakłucać radary przeciwnika działające na falach o różnej długości, od radarów wczesnego ostrzegania po stacje naprowadzania pocisków rakietowych. Sercem systemu jest technologia DRFM (Digital Radio Frequency Memory), która pozwala na przechwycenie sygnału wrogiego radaru, błyskawiczne jego zmodyfikowanie i odesłanie z powrotem fałszywej informacji, co całkowicie oszukuje systemy radarowe wroga. Northrop Grumman, będąc producentem zarówno radaru AN/APG-83 SABR, jak i systemu IVEWS, zaprojektował oba urządzenia tak, aby działały w idealnej synergii. Systemy te „rozmawiają” ze sobą w ułamkach milisekund, dzięki czemu IVEWS może prowadzić agresywne zakłócanie elektroniczne wroga dokładnie w tym samym momencie, w którym radar SABR bez żadnych przeszkód śledzi cele powietrzne i naziemne. Jest to system całkowicie wewnętrzny, montowany w strukturze płatowca F-16.
Stara szyna danych standardu MIL-STD-1553 miała zbyt małą przepustowość, by obsłużyć wielką ilość informacji z nowego radaru. W ramach PoBIT instaluje się szybką, światłowodową sieć Ethernet, która pozwala na szybki transfer danych o celach pomiędzy radarem, komputerem misji a wyświetlaczami w kabinie.
Dokonywana jest też unifikacja komputerów sterowania lotem (Fly-By-Wire) do najnowszego standardu, co poprawia charakterystyki pilotażowe maszyn Post-Block i pozwala na bezproblemową współpracę z automatycznymi systemami antykolizyjnymi. Dodatkowo instaluje się Programowalny Cyfrowy Generator Map (TAMMAC), który dostarcza pilotowi trójwymiarowe, cyfrowe mapy rzeźby terenu o wysokiej rozdzielczości, zintegrowane z systemem ostrzegania o bliskości ziemi (Auto-GCAS). System automatycznie nanosi na mapę strefy rażenia wykrytych wrogich baterii przeciwlotniczych. Ponadto wymienia się w samolotach generatory prądu na wersje o znacznie większej mocy oraz modyfikuje wewnętrzne systemy chłodzenia powietrznego i cieczowego w kadłubie, zabezpieczając awionikę przed przegrzaniem.
Na samolotach montuje się nowy zintegrowany układ nawigacji bezwładnościowej i odbiornik GPS typu LN-260 M-Code (Northrop Grumman LN-260 Advanced Embedded GPS/INS z modułem MGUE – Military GPS User Equipment, oznaczenie wojskowe AN/ASN-175). Sercem nowej konfiguracji satelitarnej jest karta odbiornika z technologią M-Code, dostarczana najczęściej przez firmę L3Harris lub Raytheon (RTX). Zapewnia ona bezpośredni dostęp do głęboko szyfrowanych sygnałów militarnych z satelitów nowej generacji GPS III. Sam układ bezwładnościowy bazuje na monolitycznych żyroskopach laserowych oraz akcelerometrach o podwyższonej stabilności produkowanych przez Northrop Grumman, co gwarantuje zminimalizowany współczynnik dryfu pozycji w warunkach całkowitego zakłócania GPS (GPS-denied environment). Dotychczasowy odbiornik TACAN Rockwell Collins AN/ARN-118(V) lub nowszy AN/ARN-154(V), który działał w oparciu o architekturę analogową, zostaje zastąpiony przez cyfrowy Colins Aerospace (RTX) AN/ARN-154(V)5. Podobnie jest z odbiornikiem ILS, wymienianym na cyfrowy, szyfrowany (trudnowykrywalne przez przeciwnika radiolatarnie ścieżki i kursu).
Malowanie Have Glass V w charakterystycznym, ciemnografitowym malowaniu „Dark Viper” nie jest związane z modernizacją PoBIT, ale jest nakładane mniej więcej równolegle z nią, choć nie można używać go do "pewnej" identyfikacji zmodernizowanego samolotu, są wyjątki w obie strony.
Have Glass V to najnowsza generacja specjalistycznej powłoki lakierniczej o właściwościach pochłaniających promieniowanie radarowe (RAM – Radar Absorbent Material), nakładanej na poszycie strukturalne amerykańskich oraz wybranych sojuszniczych myśliwców F-16. W przeciwieństwie do starszych powłok RAM, które bazowały na grubych, ciężkich warstwach ferromagnetycznych (zwiększających masę samolotu i podatnych na łuszczenie), Have Glass V wykorzystuje technologię mikroskopijnych cząstek metalicznych. Klasyczny, niemodyfikowany F-16 posiada skuteczną powierzchnię odbicia radarowego (RCS) na poziomie około 5 m². Po nałożeniu pełnej powłoki Have Glass V (w zależności od kąta opromieniowania), wskaźnik RCS myśliwca spada według niezależnych analiz do około 1,2–1,5 m², a w niektórych pozycjach nawet poniżej 1 m². Oczywiście to bardzo daleko do F-35 czy F-22, ale poważnie utrudnia wykrycie.
Modernizacja JEON (Joint Emergency Operational Need) dla Gwardii Narodowej
Program JEON narodził się z pilnej potrzeby zgłoszonej przez Dowództwo Północnoamerykańskiej Obrony Powietrznej i Kosmicznej (NORAD). Tradycyjne myśliwce F-16 Gwardii Narodowej, pełniące pokojowe dyżury bojowe QRA / ACA (Aerospace Control Alert), były wyposażone w przestarzałe radary z mechanicznym skanowaniem z serii AN/APG-68.
W przeciwieństwie do powolnych, ciągnących się latami procedur przetargowych Pentagonu, status JEON pozwolił na ominięcie biurokracji i natychmiastowe skierowanie środków finansowych na montaż nowoczesnych radarów z aktywnym skanowaniem fazowym (AESA) AN/APG-83 SABR (koncernu Northrop Grumman). Pakiety modernizacyjne z radarem AESA z najwyższym priorytetem zainstalowano zarówno na maszynach Post-Block (PoBIT), jak i na 86 najstarszych samolotach Pre-Block (Block 25 i Block 32) eksploatowanych przez Gwardię Narodową, dlatego czasem też program jest nazywany PreBIT.
Pierwszą jednostką Gwardii Narodowej, która została w całości zmodernizowana w ramach pilnego programu JEON, było 113. Skrzydła Myśliwskie Dystryktu Kolumbii, stacjonujące w bazie Joint Base Andrews w stanie Maryland.
Program JEON był „strażą pożarną” – skupiał się na szybkim i masowym montażu radaru AESA (AN/APG-83) oraz niezbędnego minimum awionicznego (nowe wyświetlacze cyfrowe, zmodernizowane komputery misji) na wybranych maszynach do obrony kraju. Stał się on jednak bezpośrednim fundamentem i katalizatorem dla opisanego wcześniej, wielkiego programu PoBIT, który w kolejnych latach przejął te doświadczenia i objął kompleksową, głęboką modernizacją (wliczając systemy IVEWS i łączność MIDS-JTRS) całą flotę 608 maszyn Post-Block. Program JEON udowodnił, że radar AESA można sprawnie zintegrować nawet ze starszymi płatowcami F-16 Block 25/32.
Starsze wersje komputerów pokładowych otrzymały nowe pakiety oprogramowania (Operational Flight Program – OFP), zdolne do przeliczania algorytmów śledzenia celów o małej skutecznej powierzchni odbicia (RCS). Aby pilot mógł w pełni wykorzystać potencjał mapowania i śledzenia radaru SABR, zmodernizowano ekrany wielofunkcyjne (MFD), dostosowując je do wyświetlania cyfrowego obrazu o wysokiej rozdzielczości. Układ celowniczy dostosowano do odpalania najnowszych wersji pocisków dalekiego i krótkiego zasięgu, współpracujących z celownikami nahełmowymi JHMCS - AIM-120D AMRAAM i AIM-9X Sidewinder.
Block/Napęd F-16C F-16D Łącznie
Block 25 (silniki Pratt & Whitney F100) 19 4 23
Block 30 (silniki General Electric F110) 36 6 42
Block 32 (silniki Pratt & Whitney F100) 18 3 21
RAZEM FLOTA JEON (ANG) 73 13 86
W odróżnieniu od PoBIT, JEON objął tylko część wyposażenia każdego z wybranych dywizjonów Gwardii Narodowej. Niektóre dywizjony Gwardii Narodowej eksploatują też samoloty Block 40 i wyżej po „pełnokrwistym" PoBIT. JEOF ruszył na przełomie 2017 i 2018 r., a fizyczną przebudowę zaczęto z końcem 2019 r. Program całkowicie zakończono wiosną 2022 r. i od razu ruszył pełnoskalowy program PoBIT.
Na pierwszym zdjęciu jest myśliwiec F-16C Block 40 (88-0808, znanym również pod własną nazwą „BOB”) należący do 51. Skrzydła Myśliwskiego (OS) w bazie Osan Air Base w Korei Południowej po modernizacji PoBIT. Maszyny z Osan przeszły pełne 22 modyfikacje (w tym instalację radaru nowej generacji, nowego centralnego wyświetlacza w kabinie CDP oraz systemów walki elektronicznej).
Fot. USAF
Na drugim zdjęciu myśliwiec F-16CM Block 50 o numerze seryjnym 90-0800 z 52. Skrzydła Myśliwskiego z bazy Spangdahlem w Niemczech Wszystkie aktywne myśliwce F-16 z bazy Spangdahlem (należące do USAFE, czyli Sił Powietrznych USA w Europie) zostały włączone do wielkiego programu PoBIT (Post Block Integration Team), czyli całość stacjonującego tu 480. Dywizjonu Myśliwskiego.
Fot. Staff Sgt Trevor T McBride/U.S. Air Force
F-16C Block 30 należących do 113. Skrzydła Gwardii Narodowej Dystryktu Kolumbii, trzy na pierwszym planie są po JEON i mają radary AN/APG-83 SABR.
Fot. USAF ANG
F-16C Block 50B należący do 122. Skrzydła
Myśliwskiego Lotnictwa Gwardii Narodowej stanu Indiana, stacjonującego w bazie Fort Wayne po pełnej modernizacji PoBIT.
Fot. USAF ANG
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer























