ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon) header
ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon) profile picture
Polska
Joined February 2014
Photo by ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon)Photo by ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon)Photo by ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon)Photo by ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon)Photo by ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon)Photo by ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon)Photo by ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon)Photo by ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon)Photo by ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon)Photo by ks. Tomasz Białoń (@tdfbialon)
Dla Boga człowiek nie jest problemem do rozwiązania, ale kimś ukochanym, za kim tęskni. Jezus mówi o radości z odnalezienia kogoś, kogo brakowało. Niebo raduje się z jednego nawróconego grzesznika, bo dla Boga nawet jeden człowiek nie jest tylko jednym z wielu. +++ Ewangelia na 05.11.2026 r. (Czwartek): „W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: «Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam”. Tak samo, powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca».” (Łk 15,1-10)
2
12
56
475
Jezus nie prosi, żebyśmy zostawili wszystko dla pustki. Prosi, żebyśmy zrobili miejsce dla Niego. Nie odbiera nam skarbów, żeby nas uczynić biednymi. Sam chce być naszym największym skarbem. Uczeń Jezusa nie jest człowiekiem, który niczego nie ma. Jest człowiekiem, który znalazł Kogoś, za kogo warto oddać wszystko. +++ Ewangelia na 04.11.2026 r. (Środa): „Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby położył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”. Albo jaki król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem».” (Łk 14,25-33)
14
56
648
Jeden kupił pole, drugi woły, trzeci się ożenił. Żaden nie zrobił nic złego, a jednak wszyscy stracili ucztę. Okazuje się, że do zgubienia nieba wcale nie trzeba wielkich grzechów. Czasem wystarczy nie mieć czasu dla Boga. +++ Ewangelia na 03.11.2026 r. (Wtorek): „Gdy Jezus siedział przy stole, jeden ze współbiesiadników rzekł do Niego: «Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym». On zaś mu powiedział: «Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadeszła pora uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: „Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe”. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: „Kupiłem pole, muszę wyjść je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego”. Drugi rzekł: „Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego”. Jeszcze inny rzekł: „Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść”. Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał swemu słudze: „Wyjdź co prędzej na ulice i w zaułki miasta i sprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!” Sługa oznajmił: „Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce”. Na to pan rzekł do sługi: „Wyjdź na drogi i między opłotki i przynaglaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”».” (Łk 14,15-24)
1
15
54
617
Łazarz nie mógł już przyjść do Jezusa. Nie mógł się pomodlić, poprosić o pomoc ani nawet wyciągnąć ręki. Dlatego Jezus przyszedł do niego. Jest w tym wielka nadzieja dla każdego z nas. Śmierć odbierze nam kiedyś możliwość zrobienia czegokolwiek. Nie odbierze jednak Bogu możliwości zawołania: wyjdź na zewnątrz! +++ Ewangelia na 02.11.2026 r. (Poniedziałek - Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych): „Gdy Maria, siostra Łazarza, przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić». Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.” (J 11,32-45)
2
18
75
699
Panie Boże, dziś więcej rozmawiamy z tymi, którzy milczą, niż z tymi, którzy siedzą obok nas, a przecież miłość nie powinna czekać na pogrzeb. Przychodzimy na cmentarz z kwiatami, choć zmarli nie potrzebują już bukietów, może tylko my potrzebujemy kwiatów, żeby ukryć to, czego nie zdążyliśmy powiedzieć. Panie, tak bardzo boimy się śmierci, choć codziennie śpimy spokojnie, nie wiedząc, czy obudzimy się rano, a przecież Ty czuwasz także wtedy, gdy umieramy. Dziwne, że człowiek tak wiele gromadzi, choć od początku nie ma nic własnego, nawet serce, które bije w jego piersi, musi kiedyś oddać bez pokwitowania. Przebacz nam, Panie, że tak dobrze pamiętamy cudze winy, a dopiero przy trumnie odkrywamy, ile dobrego było w człowieku. Naucz nas kochać ludzi żywych, zanim zaczniemy pięknie mówić o umarłych, bo łatwiej postawić komuś pomnik, niż cierpliwie wysłuchać go przy herbacie. Panie, miej litość nad naszymi zmarłymi, nad tymi, którzy kochali nieporadnie, którzy chcieli być lepsi od jutra, ale jutro przyszło już bez nich. Przyjmij tych, którzy mieli mało wiary, lecz dużo serca dla drugiego człowieka, tych, którzy nie umieli pięknie się modlić, ale umieli podzielić się ostatnią kromką. Pamiętaj o tych, których nikt nie pamięta, bo przecież u Ciebie nie ma zapomnianych, nawet kiedy na grobie zgaśnie ostatni znicz, Twoja miłość nie potrzebuje zapałek. Panie, jakie to dziwne, że człowiek mieści się w małej trumnie, choć za życia nie mieściły się w nim ani marzenia, ani troski, ani miłość. A jeszcze dziwniejsze, że ten, którego nie pomieściła ziemia, może teraz zmieścić się w Twoich ramionach, gdzie nie trzeba już nikomu ustępować miejsca. Nie pozwól nam zapomnieć, że śmierć nie zawsze przychodzi po starości, czasem przychodzi tak wcześnie, że nawet dziecięce buty zostają za duże. Pociesz tych, którzy płaczą, choć wszyscy mówią im, żeby byli dzielni, bo przecież nie trzeba być dzielnym, kiedy komuś pęka serce. Ty sam płakałeś przy grobie Łazarza, choć wiedziałeś, że go za chwilę zobaczysz, więc może łzy nie są brakiem nadziei, ale miłością, która nie wie, co zrobić z rękami. Panie, przychodzimy prosić za zmarłych, a tak naprawdę sami potrzebujemy ratunku, bo oni już wiedzą, jak niewiele znaczy świat, a my ciągle kłócimy się o jego okruszki. Naucz nas żyć tak zwyczajnie, żeby nikt nie musiał kłamać na naszym pogrzebie, żeby wystarczyło powiedzieć po prostu, że umieliśmy kochać, choć nie zawsze dobrze. Kiedy przyjdzie nasza godzina, nie pozwól nam liczyć tego, co zostawiamy, lecz przypomnij, że najważniejsze rzeczy nigdy nie mieściły się w testamencie. Śmierć, Panie, jest bardzo poważna, ale chyba nie aż tak, jak nam się wydaje, skoro Ty po swoim pogrzebie przyszedłeś do przyjaciół i powiedziałeś: Pokój wam. Więc proszę Cię za tych, którzy odeszli, niech odpoczną od bólu, grzechu i strachu, a jeśli jeszcze czegoś im brakuje, niech to uzupełni Twoje miłosierdzie. I kiedyś, po naszej ostatniej modlitwie, po wszystkich pożegnaniach i łzach, pozwól nam spotkać się tam, gdzie nikt już nie odchodzi. Amen.
5
46
2
125
1,528
Jezus nazwał szczęśliwymi ludzi, którym nieraz brakowało wszystkiego. My nazywamy szczęśliwymi tych, którym niczego nie brakuje. Może dlatego tak trudno nam porozumieć się z Ewangelią. Ona mówi o pełnym sercu, a my ciągle sprawdzamy stan portfela. +++ Ewangelia na 01.11.2026 r. (Niedziela - Uroczystość Wszystkich Świętych): „Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami: «Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie».” (Mt 5,1-12)
16
1
59
580
Modląc się za Polskę Panie Boże od małych wróbli które nie znają granic państw spójrz na Polskę z wysoka bo z dołu coraz mniej widać niebo Tyle u nas wielkich słów że prawda nie ma gdzie usiąść tyle wyciągniętych palców że zabrakło rąk do pomocy Jedni trzymają prawo w rękach jak parasol tylko nad własną głową drudzy szukają sprawiedliwości zapominając zapytać o własne sumienie Panie od cierniowej korony który nie potrzebowałeś tronu naucz tych na wysokich krzesłach że wielkość mierzy się pochylaniem Nie pozwól żeby kłamstwo chodziło w butach odświętnych a prawda musiała się skradać jak złodziej we własnym domu Popatrz na matkę przy kuchennym stole która liczy pieniądze i zmartwienia na ojca który milczy ze zmęczenia na dziecko które pyta dlaczego dorośli się kłócą Panie od chleba rozmnożonego nie pozwól by zabrakło go na stołach gdy inni dzielą między siebie to czego nigdy nie zarobili Nie prosimy o wielkie zwycięstwa bo czasem po nich płaczą niewinni prosimy o taką sprawiedliwość przy której nikt nie musi się bać Ty widzisz zwykłych ludzi którzy nie mają nic do powiedzenia w telewizji ale każdego ranka mówią dzieciom że nie wolno kłamać Nie pozwól nam pomylić siły z dobrem ani zwycięstwa z prawdą bo można pokonać wszystkich przeciwników i przegrać z własnym sumieniem I kiedy znów zabraknie nadziei przypomnij nam o ziarnie pod śniegiem które niczego nie obiecuje a jednak na wiosnę wyrasta
7
36
6
145
1,517
Można przez całe życie przepychać się na pierwsze miejsce, a na końcu odkryć, że najważniejszego człowieka posadziliśmy gdzieś za drzwiami. Czasem tak właśnie traktujemy Boga. Zostawiamy Mu ostatnie miejsce i dziwimy się, że jest nam daleki. +++ Ewangelia na 31.10.2026 r. (Sobota): „Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. Potem opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: «Jeśli cię ktoś zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by przypadkiem ktoś znamienitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: „Ustąp temu miejsca”, a wtedy musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. A gdy przyjdzie ten, który cię zaprosił, powie ci: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”. I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».” (Łk 14,1.7-11)
11
43
523
W jednym domu spotkali się człowiek chory i ludzie przekonani o swoim zdrowiu. Jezus uzdrowił tego pierwszego. Drugich nawet nie zdołał przekonać, że potrzebują lekarza. Czasem największym nieszczęściem człowieka nie jest choroba, ale przekonanie, że nic mu nie dolega. Zwłaszcza gdy od dawna choruje na brak miłości. +++ Ewangelia na 30.10.2026 r. (Piątek): „Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. A oto zjawił się przed Nim pewien człowiek chory na wodną puchlinę. Wtedy Jezus zapytał uczonych w Prawie i faryzeuszów: «Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie?» Lecz oni milczeli. On zaś dotknął go, uzdrowił i odprawił. A do nich rzekł: «Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu?» I nie zdołali Mu na to odpowiedzieć.” (Łk 14,1-6)
2
14
1
54
650
Kiedy raz po raz temat aborcji wraca na wokandę, trzeba zabierać głos. Nie po to, żeby coś powiedzieć i dolewać oliwy słów do ognia dyskusji, ale żeby stanąć w obronie prawa do życia tych, którzy sami obronić się jeszcze nie mogą. Przykre w mentalności nowoczesnego człowieka jest to, że wolność uznał za tak wielką wartością, iż można w jej imię dyskutować nawet o odebraniu życia. Przez wieki walczyliśmy o to, aby silniejszy nie mógł dowolnie rozporządzać losem słabszego. Dziś w sporze o aborcję wraca pytanie, czy granicą wolności jednego człowieka powinno być życie drugiego. Stajemy tu wobec paradoksu - wolność, która miała chronić człowieka przed przemocą, może zostać przywołana jako uzasadnienie decyzji o zakończeniu rozwijającego się ludzkiego życia. Wolny wybór jest wielkim dobrem, ale sam fakt, że człowiek może czegoś dokonać, nie rozstrzyga jeszcze, czy powinien. Możemy przecież wybierać między prawdą a kłamstwem, miłością a obojętnością, pomocą a krzywdą. Nikt rozsądny nie uzna, że każda decyzja staje się moralnie słuszna wyłącznie dlatego, że została podjęta dobrowolnie. Godność człowieka nie zależy od jego wieku, siły, zdrowia, samodzielności ani od tego, czy jest przez innych oczekiwany. W tej perspektywie dziecko przed narodzeniem nie staje się wartościowe dopiero wtedy, gdy ktoś je pokocha. Miłość ma rozpoznać jego wartość, a nie ją wytworzyć. Prawdziwa wolność nie polega na tym, że wolno nam wszystko. Polega na zdolności wybierania dobra, także wtedy, gdy jest ono trudne i wymaga pomocy innych. Jest coś głęboko niepokojącego w świecie, w którym potrafimy wygłaszać wielkie przemówienia o prawach człowieka, a znacznie trudniej przychodzi nam towarzyszyć konkretnemu człowiekowi w jego cierpieniu. Ostatecznie miarą naszej cywilizacji nie będzie liczba praw, które potrafiliśmy ogłosić, ale sposób, w jaki potraktowaliśmy tych, którzy sami nie mogli upomnieć się o swoje prawa. Ewangelia nie pozwala wybierać, którego człowieka mamy kochać. Każe nam dostrzec każdego, zwłaszcza wtedy, gdy znajduje się w niebezpieczeństwie.
10
49
1
180
1,742
Jezus nie płacze nad Jerozolimą dlatego, że obrażono Jego godność. Boli Go to, że ludzie odrzucają miłość, która mogłaby ich ocalić. My często cierpimy, bo ktoś nie chce nas podziwiać. On cierpi, bo człowiek nie chce pozwolić się kochać. Jakże różne potrafią być nasze powody do smutku. +++ Ewangelia na 29.10.2026 r. (Czwartek): „W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli do Jezusa: «Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić». Lecz On im odpowiedział: «Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu. Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz to niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jeruzalem. Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto dom wasz tylko dla was pozostanie. Mówię zaś wam: nie ujrzycie Mnie, aż nadejdzie czas, gdy powiecie: „Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie”».” (Łk 13,31-35)
15
1
70
611
Mam w zwyczaju dużo się uśmiechać. Nieraz ludzie zwracają mi na to uwagę, co niezmiennie mnie dziwi. Nie sądziłem, że uśmiechanie się jest czymś tak niezwykłym, by zasługiwało na osobny komentarz. Widocznie żyjemy w czasach, w których ponura mina uchodzi za rzecz zupełnie naturalną, natomiast pogodna twarz budzi podejrzenia. Kiedy człowiek wygląda, jakby cały świat był mu coś winien, nikt nie pyta o przyczynę. Wystarczy jednak, że się uśmiechnie, a zaraz ktoś chce wiedzieć, z czego tak się cieszy. Jakby do smutku wystarczyło samo życie, a do radości potrzebny był specjalny powód. Lubię obserwować, jak uśmiech zmienia ludzi. Ktoś podchodzi zmęczony, zatroskany, czasem z miną, która mogłaby zepsuć pogodę nawet w słoneczny dzień. Wystarczy jednak przywitać go serdecznie, a po chwili sam zaczyna się uśmiechać. Nagle okazuje się, że pod tą ponurą twarzą krył się całkiem pogodny człowiek, któremu najwyraźniej trzeba było tylko przypomnieć, gdzie zostawił swój uśmiech. Jest w tym coś zabawnego. Ludzie potrafią zarażać się złym humorem szybciej niż przeziębieniem, ale na szczęście radość również bywa zaraźliwa. Jeden człowiek może wejść do pokoju i sprawić, że wszystkim odechce się rozmawiać. Inny wchodzi z uśmiechem i nagle nawet powietrze wydaje się lżejsze. A przecież nie zmieniło się nic poza wyrazem jednej twarzy. Myślę, że nie doceniamy tego, jak bardzo nasz sposób bycia wpływa na innych. Każdego dnia wnosimy coś w życie spotykanych ludzi. Możemy przynieść im kolejną porcję zmartwień albo odrobinę pogody ducha. Możemy sprawić, że po spotkaniu z nami będą bardziej zmęczeni światem albo trochę bardziej z nim pogodzeni. Nie chodzi oczywiście o udawanie szczęścia ani o uśmiechanie się wtedy, gdy komuś chce się płakać. Ale nie trzeba mieć życia pozbawionego problemów, żeby nie obciążać nimi wszystkich dookoła. Zadziwiające, że tak bardzo troszczymy się o to, jak wyglądamy, a tak rzadko zastanawiamy się, jak czują się ludzie, którzy na nas patrzą. Uśmiech ma jeszcze jedną niezwykłą właściwość. W przeciwieństwie do pieniędzy, im więcej go rozdajemy, tym więcej go wokół nas przybywa. Można więc powiedzieć, że jest najprostszym sposobem wzbogacania świata bez uszczuplania własnego majątku. Może dlatego warto uśmiechać się częściej. Nie po to, żeby przekonywać innych, że wszystko jest piękne, ale żeby choć trochę piękniejsze stało się to, co nas otacza. Człowiek nie zawsze może zmienić świat, w którym żyje, ale zawsze może zmienić atmosferę, którą wokół siebie tworzy. Skoro jednym uśmiechem można rozjaśnić komuś dzień, to szkoda przechodzić przez życie z miną, która potrafiłaby zgasić nawet słońce.
9
24
1
124
1,713
Jezus nazwał dwunastu uczniów apostołami, ale przez ten wybór nie przestali być uczniami. Problemy zaczynają się wtedy, gdy apostoł przestaje być uczniem, bo uznaje, że nie ma już czego uczyć się od Mistrza. +++ Ewangelia na 28.10.2026 r. (Środa - Święto Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza): „Pewnego razu Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc trwał na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, któremu nadał imię Piotr, i brata jego, Andrzeja, Jakuba, Jana, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Szymona z przydomkiem Gorliwy, Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą. Zszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie; był tam liczny tłum Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jeruzalem oraz z nadmorskich okolic Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.” (Łk 6,12-19)
5
10
35
475
„Prawda” Dziś każdy własną prawdę ma, I według niej urządza świat. Gdy prawda burzy wygodny bieg, Świat woli kłamstwo i wierzy w nie. Dziś kłamstwo nosi królewski strój, A prawda boso wychodzi w bój. I choć świat krzyczy, że wolnym jest, To prawdy boi się bardziej niż łez. Niech mnie nie kupi pochlebstwa głos, Niech nie sprzedam sumienia za grosz. Bo można zyskać uznanie i blask, A stracić siebie na resztę lat. Dziś łatwiej milczeć, gdy prawda boli, I kłamstwu oddać klucze do woli. Lecz kto dla świętej wygody chce żyć, Ten musi przed własnym sumieniem się kryć. Jezu, naucz mnie przy prawdzie stać, Choćbym miał wszystko za nią dać. Bo lepiej z prawdą samotnym być, Niż pośród kłamstwa spokojnie żyć. youtu.be/qySuu8QrZl0?is=iwyD…
4
23
1
66
973
Diabeł nie zawsze musi namawiać nas do wielkiego zła. Czasem wystarczy, że przekona nas, iż małe dobro nie ma znaczenia. Pan Bóg, przeciwnie, zawsze pokazuje, że nawet najdrobniejsza wierność, uczciwość, dobro, mają znaczenie. Budowanie swojego królestwa również zaczyna od ziarnka. +++ Ewangelia na 27.10.2026 r. (Wtorek): „Jezus mówił: «Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki podniebne zagnieździły się na jego gałęziach». I mówił dalej: «Z czym mam porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło».” (Łk 13,18-21)
22
2
85
853
Ewangelia o Zacheuszu jest jednym z najpiękniejszych obrazów człowieka, który tak bardzo zapragnął zobaczyć Jezusa, że nie zawahał się nawet wejść na drzewo. Nigdy bym nie przypuszczał, że można tę historię postawić na głowie tak skutecznie, by z opowieści o szukaniu Boga uczynić przestrogę przed interesowaniem się cudzym życiem. A jednak! Wczoraj natknąłem się na komentarz, w którym tłumaczono, że Zacheusz „zamiast zajmować się swoim życiem, zajmował się cudzym życiem”. Trzeba przyznać, że to niezwykłe osiągnięcie interpretacyjne. Człowiek wspina się na sykomorę, żeby zobaczyć Zbawiciela, a dowiaduje się, że powinien pilnować własnego nosa. Jeszcze chwila, a usłyszymy, że święty Piotr niepotrzebnie wyszedł z łodzi, bo rozsądny człowiek nie chodzi po wodzie. Nie mam nic przeciwko oryginalnym myślom. Mam natomiast wiele przeciwko wkładaniu własnych myśli w usta Boga. Można pisać komentarze i głosić kazania o plotkarstwie, wścibstwie, ciekawości, a nawet o niebezpieczeństwach wspinania się na drzewa. Tylko po co udawać, że właśnie o tym mówi Ewangelia? Zacheusz nie szukał afery, lecz Jezusa. Nie zaglądał w cudze życie, lecz po raz pierwszy pozwolił Bogu zajrzeć we własne. Właśnie dlatego zszedł z drzewa jako inny człowiek. Tymczasem niektórzy potrafią tak długo tłumaczyć Pismo Święte, aż wreszcie przestaje ono mówić to, co mówi, a zaczyna mówić to, co oni chcieliby usłyszeć. Największym nieszczęściem ewangelizacji nie jest to, że świat nie chce słuchać Ewangelii, ale to, że czasem sami głosiciele nie chcą jej słuchać. Zamiast pozwolić Chrystusowi nawracać nasze myślenie, próbujemy nawrócić Jego słowa na nasze poglądy. A przecież nie otrzymaliśmy misji poprawiania Boga, lecz głoszenia Jego prawdy. Inaczej możemy całe życie opowiadać ludziom o Jezusie, nie dopuszczając Go ani razu do głosu. To jest dopiero prawdziwa ironia: Zacheusz wszedł na drzewo, żeby zobaczyć Chrystusa, a my potrafimy skutecznie zasłonić Chrystusa, słowem lub - co gorsze - życiem.
7
24
109
1,620
Kobieta przez osiemnaście lat nie mogła się wyprostować. Przełożony synagogi chodził wyprostowany, ale nie potrafił pochylić się nad jej cierpieniem. Okazuje się, że można mieć prosty kręgosłup i bardzo pokrzywione sumienie. Panu Bogu jednak łatwiej wyprostować człowieka, który nie może się podnieść, niż tego, który nigdy nie chciał się przed nikim pochylić. +++ Ewangelia na 26.10.2026 r. (Poniedziałek): „Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: «Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy». Położył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus uzdrowił w szabat, rzekł do ludu: «Jest sześć dni, w które należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu!» Pan mu odpowiedział: «Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A owej córki Abrahama, którą Szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, czy nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?» Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.” (Łk 13,10-17)
24
1
84
836