Pinned Tweet
Replying to @DanutaWioletta
Marian Turski i dziedzictwo pokory: Zdjęcie Turskiego z podpisem, że nie doczeka kolejnego jubileuszu, przypomina nam, że czas na naprawę fundamentów moralnych państwa dramatycznie się kończy. Jego testament to walka o godność, którą dzisiejsze wyroki o "znikomej szkodliwości" zdają się ignorować.
Ataki na WOŚP jako dezinformacja: Grafiki uderzające w Jurka Owsiaka to czysty przykład tej "brzydoty serc" i cynizmu, o których pisała Danusia. Próba zohydzenia pomocy chorym dzieciom poprzez polityczne manipulacje o "leasingu" czy "zabijaniu" to właśnie ta dehumanizacja, na którą sąd, zdaniem wielu, daje dziś milczące przyzwolenie. Determinacja Brejzów, Zdjęcie Krzysztofa i Doroty Brejzów oraz postawa sędziego Waldemara Żurka pokazują jednak, że są ludzie, którzy nie odpuścili. Ich zapowiedź apelacji i walki do końca to jedyny sposób na "odkażenie" systemu z tych "kruczków", które pozwalają kłamstwu uchodzić bezkarnie.
Czy oni odpuścili? Właśnie nie. To orzeczenie sądu, zamiast zamknąć sprawę, stało się paliwem do dalszej mobilizacji. Jak pisaliśmy wcześniej w imieniu Mariana Turskiego, nie wolno być obojętnym, gdy prawo zaczyna chronić sprawcę, a nie ofiarę. Danusia słusznie zauważa, że "sędzia daje przyzwolenie na szkodliwe postawy", ale nasz obecność na X i wspieranie głosów takich jak jej, to dowód na to, że społeczeństwo zaczyna słyszeć ten "zgrzyt" coraz głośniej.
PANIE MINISTRZE WÓJCIK, MATEMATYKA NIE ZASTĘPUJE PRAWA.
Napisał Pan, że Maciej Berek będzie mógł zostać sędzią TK najwcześniej w 2033 roku, bo rzekomo można mu zaliczyć zaledwie trzy lata praktyki zawodowej.
Sprawdziłem.
Art. 3 ustawy o statusie sędziów TK odsyła do wymagań przewidzianych dla sędziów Sądu Najwyższego lub NSA.
Art. 30 § 1 pkt 8 ustawy o SN przewiduje między innymi co najmniej dziesięcioletnie wykonywanie zawodu radcy prawnego.
Teraz przejdźmy do dokumentów.
Według Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie Maciej Berek zgłosił wykonywanie zawodu na podstawie umowy o pracę w dwóch okresach:
• od 1 stycznia 2006 do 31 lipca 2009 r.,
• od 1 sierpnia 2012 do 3 października 2020 r.
Łącznie to około 11 lat i 9 miesięcy.
I celowo nie doliczam tutaj późniejszych okresów prowadzenia kancelarii oraz umowy cywilnoprawnej.
Oczywiście sama ewidencja nie rozstrzyga każdej wątpliwości dotyczącej rzeczywistego charakteru wykonywanej pracy.
Dlatego proszę Pana o konkrety.
1. Który z wymienionych okresów Pan odrzuca?
2. Na podstawie jakiego przepisu i jakich dowodów?
3. Skąd dokładnie wzięły się Pańskie trzy lata?
4. Dlaczego miałby to być rok 2033, skoro sam upływ czasu bez wykonywania wymaganej praktyki zawodowej nie tworzy kwalifikacji?
Proszę nie traktować moich pytań jako obrony Macieja Berka.
Bronię zasady, że zarzuty dotyczące kwalifikacji prawniczych trzeba udowodnić, a nie wyliczyć z dowolnie przyjętych założeń.
Bo 2026 + 7 rzeczywiście daje 2033.
Tylko że prawdziwy problem zaczyna się wcześniej: kto udowodnił, że należy dodawać właśnie siedem?
Pani Moniko, może nie chodzi tutaj o honor, lecz o coś bardziej fundamentalnego o sumienie i zdolność odróżniania dobra od zła?
Honor można rozumieć jako troskę o własne dobre imię. Sumienie wymaga czegoś więcej: uczciwego spojrzenia na własne postępowanie.
Człowiek honorowy może obawiać się utraty reputacji.
Człowiek kierujący się sumieniem powinien umieć przyznać, że postąpił źle, nawet jeśli nikt jeszcze tego nie zauważył.
Oczywiście zarzuty wobec kogokolwiek trzeba najpierw rzetelnie zweryfikować.
Bo honor można próbować ratować przed opinią publiczną. Przed własnym sumieniem znacznie trudniej się ukryć.
CZYM JEST CWANIACTWO POLITYCZNE?
Wyobraźmy sobie następującą sytuację.
Ktoś narobił w pokoju.
Następnie zwołuje konferencję prasową i z oburzeniem oświadcza:
„To kot sąsiada! Skandal! Natychmiast należy wyciągnąć konsekwencje!”.
Problem w tym, że sąsiad nigdy nie miał kota.
Ale zanim ktokolwiek to sprawdzi, połowa publiczności już domaga się ukarania winnego.
I właśnie tak może działać polityczne cwaniactwo.
Najpierw przemilczeć własny udział w powstaniu problemu.
Potem wskazać winnego.
Następnie liczyć, że odbiorcy zapamiętają oskarżenie, a nie historię zdarzenia.
Największym osiągnięciem politycznego cwaniaka nie jest przekonanie ludzi, że jest niewinny. Jest nim przekonanie ich, że nie warto nawet sprawdzać, czy sąsiad miał kota.
PANIE MINISTRZE BOGUCKI, NIK BIJE NA ALARM. ALE OD KIEDY?
Przeczytałem komunikat Najwyższej Izby Kontroli dotyczący Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych.
Ma Pan rację w jednej zasadniczej sprawie.
NIK rzeczywiście ostrzega przed brakiem realnej strategii spłaty zobowiązań liczonych w setkach miliardów złotych.
Potwierdza również brak porozumienia między ministrem obrony narodowej a ministrem finansów.
To poważny problem, którego obecny rząd nie powinien bagatelizować.
Ale w Pańskim wpisie brakuje kilku istotnych informacji.
1. Kto utworzył Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych?
Rząd Prawa i Sprawiedliwości w 2022 roku, na podstawie ustawy o obronie Ojczyzny.
2. Kiedy pojawiły się problemy z planowaniem spłaty zobowiązań?
Według NIK już na etapie konstruowania mechanizmu finansowania.
W raporcie z 2025 roku Izba opisała prognozę, według której do 2035 roku koszty spłaty kapitału, odsetek i finansowania miały wynieść około 403,3 mld zł.
Tymczasem planowane wpłaty z budżetu MON miały pokryć zaledwie 46,1 mld zł.
Różnica: 357,2 mld zł.
To oczywiście prognoza historyczna, nie kwota dzisiejszego wymagalnego długu.
3. Czy NIK dopiero teraz odkryła problem?
Nie.
Już w raporcie opublikowanym 23 września 2025 roku wskazywała na wadliwe zaprojektowanie funduszu oraz brak właściwego planowania jego zobowiązań.
4. Czy obecny rząd ponosi odpowiedzialność?
Tak. Za bieżące zarządzanie funduszem, przyjmowane zobowiązania i wypracowanie strategii finansowania na kolejne lata.
Nie można w nieskończoność tłumaczyć dzisiejszych zaniedbań decyzjami poprzedników.
Ale równie nieuczciwe byłoby przemilczanie pochodzenia mechanizmu, którego wady dzisiaj opisujemy.
Dlatego proponuję Panu prostą zasadę.
Autorzy systemu odpowiadają za jego konstrukcję. Obecnie rządzący odpowiadają za to, co z nim robią i czy potrafią naprawić jego wady.
NIK nie powinna być wykorzystywana jako źródło wygodnych cytatów.
Jej ustalenia należy czytać w całości, również wtedy, gdy dotyczą własnego środowiska politycznego.
A skoro mówimy o bezpieczeństwie Polski, chciałbym poznać odpowiedź na konkretne pytanie:
Kiedy premier, minister obrony i minister finansów przedstawią uzgodnioną, wieloletnią strategię spłaty zobowiązań FWSZ, wraz z kosztami obsługi długu i źródłami finansowania?
Bo zakup uzbrojenia jest dopiero początkiem.
Trzeba je jeszcze utrzymać, obsługiwać, modernizować i spłacić zaciągnięte zobowiązania.
Bezpieczeństwo narodowe nie kończy się na podpisaniu kontraktu.
NIK bije na alarm! Rząd nie ma planu spłaty setek miliardów złotych na siły zbrojne!
Najwyższa Izba Kontroli dosłownie bije na alarm! Rząd nie ma realnej strategii spłaty zobowiązań Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, które sięgają już, uwaga, setek miliardów złotych!
W komunikacie Izby czytamy: „Problem ten będzie się pogłębiał z uwagi na rosnący udział kosztów obsługi (przeznaczanych na spłatę kapitału i odsetek od zaciągniętych kredytów) w wydatkach Funduszu ogółem. To wszystko, wraz z pogarszającym się stanem finansów publicznych – w tym rosnącym deficytem sektora instytucji rządowych i samorządowych oraz państwowym długiem publicznym – stwarza realne ryzyko dla stabilności finansowej państwa, bez której nie jest możliwe osiągnięcie bezpieczeństwa militarnego”.
NIK wskazuje na brak porozumienia między, uwaga, ministrem obrony narodowej a ministrem finansów i wzywa premiera do podjęcia działań!
Oni nawet między sobą nie są w stanie się dogadać w najważniejszych sprawach dotyczących polskiego bezpieczeństwa finansowego i militarnego!
Nie boli, tylko uwiera. A Ciebie, Olu?
Jak kamień w kaloszu podczas pogoni za szczęściem i dobrobytem.
Bo nawet „Wielki Karol” nie potrafi sprawić, żeby kamień przestał być kamieniem.
MACIEJ BEREK NIE ZŁOŻYŁ SKUTECZNEGO ŚLUBOWANIA?
PANIE PREZYDENCIE, NA JAKIEJ PODSTAWIE PAN TO ROZSTRZYGA?
27 października dowiedzieliśmy się, że do Trybunału Konstytucyjnego wpłynęło pismo szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego.
Przedstawiono w nim stanowisko Karola Nawrockiego: ślubowanie Macieja Berka złożone w Sejmie nie jest równoważne ślubowaniu wobec prezydenta. W konsekwencji, zdaniem Kancelarii, Berek nie nawiązał stosunku służbowego sędziego TK.
Sprawdźmy prawo.
Art. 194 ust. 1 Konstytucji powierza wybór sędziów TK Sejmowi.
Art. 4 ustawy o statusie sędziów TK nakazuje złożenie ślubowania wobec prezydenta.
Art. 5 uzależnia nawiązanie stosunku służbowego od złożenia ślubowania.
To prawda.
Ale teraz pojawiają się pytania, których samo powtórzenie tych przepisów nie rozwiązuje.
Po pierwsze: dlaczego prezydent nie umożliwił Berkowi złożenia ślubowania w zwykłym trybie?
Po drugie: gdzie znajduje się przepis przyznający prezydentowi kompetencję do wydania wiążącego rozstrzygnięcia o nieskuteczności ślubowania?
Po trzecie: jak Kancelaria Prezydenta godzi swoje stanowisko z wyrokiem TK K 34/15 z 3 grudnia 2015 roku?
Trybunał stwierdził wówczas, że obowiązkiem prezydenta jest przyjęcie ślubowania bez zwłoki.
Wyjątkowe odroczenie może być uzasadnione jedynie nadzwyczajnymi, obiektywnymi i niebudzącymi wątpliwości okolicznościami.
Po czwarte: co z opinią Komisji Weneckiej z 13 października 2026 roku?
Komisja wskazała możliwość dokończenia procedury bez fizycznej obecności prezydenta, jeżeli ten odmawia przyjęcia ślubowania lub je przewleka, pod warunkiem zachowania odpowiednich gwarancji.
Nie twierdzę, że opinia Komisji sama zmienia polskie prawo.
Nie twierdzę też, że skuteczność ślubowania Berka została ostatecznie i bezspornie rozstrzygnięta.
Twierdzę coś prostszego.
Nie można jednocześnie uniemożliwiać przeprowadzenia zwykłej procedury, a następnie przedstawiać braku jej przeprowadzenia jako argumentu kończącego całą dyskusję.
Jeżeli istnieją prawne przeszkody, należy je wskazać i wyjaśnić, z poszanowaniem kompetencji wszystkich organów.
A jeśli spór ma charakter konstytucyjny, samo stanowisko prezydenta nie zastępuje niezależnego rozstrzygnięcia prawnego.
Panie Prezydencie, art. 126 ust. 2 Konstytucji mówi, że stoi Pan na straży Konstytucji.
Ale ustęp 3 tego samego artykułu mówi, że wykonuje Pan swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach.
Strażnik Konstytucji również podlega Konstytucji.
I właśnie dlatego pytam o podstawę prawną, a nie polityczne przekonania.
IZRAEL GŁOSUJE. CZY KOŃCZY SIĘ EPOKA NETANJAHU?
27 października 2026 roku Izraelczycy wybierają nowy Kneset.
To pierwsze wybory parlamentarne od ataku Hamasu z 7 października 2023 roku i późniejszych wojen, które zmieniły sytuację całego regionu.
Pierwsze sondaże powyborcze przynoszą interesujący obraz.
Likud Benjamina Netanjahu pozostaje największą pojedynczą partią, ale trzy stacje telewizyjne szacują wynik jego bloku na około 50 mandatów.
Do samodzielnej większości potrzeba 61.
Czwarta stacja pokazuje wynik znacznie korzystniejszy, 60 mandatów. Różnice są zbyt duże, by dzisiaj ogłaszać ostateczne rozstrzygnięcie.
Izraelczycy głosują jednak nie tylko w sprawie tego, kto będzie premierem.
Głosują po latach wojny, sporów o bezpieczeństwo, odpowiedzialność za katastrofę 7 października i granice władzy politycznej.
Pozostaje również pytanie o przyszłość Palestyńczyków, sytuację ludności cywilnej w Gazie i możliwość politycznego zakończenia konfliktu.
Nie zapominajmy, że bezpieczeństwo Izraela i prawa ludności palestyńskiej nie muszą być wartościami wzajemnie się wykluczającymi.
Demokracja pozwala obywatelom zmieniać rządzących. Nie gwarantuje jednak, że wraz ze zmianą rządu znikną problemy, które przez lata narastały.
Dlatego dzisiejszego wieczoru nie ogłaszałbym jeszcze ani końca Netanjahu, ani jego politycznego triumfu.
Najpierw policzmy głosy.
Potem zobaczymy, kto potrafi zbudować większość.
A dopiero później będzie można oceniać, czy Izrael zmienia tylko skład rządu, czy również kierunek swojej polityki.
Panie Ministrze Przydacz, tym razem zacznę od gratulacji.
Ulokowanie w Polsce centrum serwisowania pocisków PAC-3 to ważna wiadomość dla naszego bezpieczeństwa, przemysłu obronnego i pozycji w NATO.
I cieszy mnie Pańska deklaracja, że współpraca Kancelarii Prezydenta z MON była dobra.
Ale ponieważ sukces ma wielu ojców, warto przypomnieć jego historię.
7 lipca 2026 r. Polska, USA, Niemcy, Holandia i Szwecja zawarły porozumienie dotyczące utworzenia europejskiego centrum serwisowego PAC-3.
Następnie prowadzono wielomiesięczne rozmowy przemysłowe i negocjacje.
Wiceministra obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełniąca funkcję głównej negocjatorki, poinformowała, że polska oferta została najwyżej oceniona już na etapie składania wniosków.
Jednocześnie podziękowała prezydentowi Nawrockiemu za współpracę.
Pan natomiast wskazuje na rozmowy prezydenta z Lockheed Martin i Donaldem Trumpem.
Nie widzę powodu, by pomniejszać rolę którejkolwiek ze stron.
Mam tylko jedno pytanie:
Czy potrafimy wreszcie uznać, że sukces państwa polskiego nie musi być wyłączną własnością jednego polityka ani jednej partii?
Jeżeli MON przygotowało ofertę i prowadziło negocjacje, a prezydent wspierał je dyplomatycznie, to właśnie tak powinno funkcjonować państwo.
Dziękuję więc wszystkim uczestnikom tego procesu.
A Panu szczególnie za zdanie: „Nie wszystko musi być sporem, warto współdziałać”.
Oby ta zasada obowiązywała także jutro, kiedy tematem nie będą Patrioty, lecz sprawy, w których Pałac Prezydencki i rząd mają odmienne stanowiska.
Bo państwo nie jest ani własnością prezydenta, ani rządu. Jest wspólną odpowiedzialnością.
I jeszcze jedno: dziś mamy decyzję o lokalizacji. Teraz potrzebujemy sprawnej realizacji, transferu kompetencji do polskiego przemysłu i przejrzystości kosztów.
Dopiero wtedy sukces dyplomatyczny stanie się trwałym sukcesem gospodarczym i obronnym.
W Polsce powstanie centrum serwisowe pocisków PAC-3, wykorzystywanych w systemach Patriot. O tę strategiczną inwestycję Prezydent zabiegał podczas swoich wizyt w USA, rozmów z Lockheed Martin a także w trakcie ostatniego spotkania z Prezydentem Donaldem Trumpem w Nowym Jorku.
Wtedy wielu krytykowało. Dziś widać jakie aktywność Prezydenta przynosi pozytywne dla Polski skutki.
Co dla mnie ważne, w tej sprawie o współpracę poprosiło MON. I oczywiście odpowiedź Kancelarii Prezydenta była pozytywna. Nie wszystko musi być sporem, warto współdziałać. Dla dobra Polski.
Podziękowania także dla naszych amerykańskich sojuszników. Sojusz PL-USA i dobra atmosfera relacji po raz kolejny przynosi efekty. 🇵🇱🇺🇸
Potwierdzone. Donald Tusk ogłosił dziś, 27 października 2026 r., że chce powierzyć Agnieszce Bartol stanowisko ministry funduszy i polityki regionalnej. Ma zastąpić Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz.
To interesująca kandydatura, ponieważ Bartol ma wieloletnie doświadczenie w instytucjach europejskich, szczególnie w obszarach związanych z budżetem UE i polityką spójności.
Co ten wybór może oznaczać?
Wskazałbym trzy kwestie.
Po pierwsze, fundusze i KPO. Bartol zna mechanizmy finansowe UE, co jest bezpośrednio związane z zadaniami resortu. Nie oznacza to jednak automatycznie doświadczenia w zarządzaniu krajowym systemem wypłat i kontroli środków.
Po drugie, relacje w koalicji. Tusk ogłosił kandydaturę po rozmowie z Szymonem Hołownią. Może to mieć znaczenie dla utrzymania współpracy z Polską 2050, ale samo ogłoszenie nie przesądza o dalszej stabilności koalicji.
Po trzecie, sposób kierowania resortem. Premier mówił wcześniej, że potrzebuje osoby, której ufa w sprawie końcowego rozliczenia wielomiliardowych funduszy europejskich. To wskazuje, że oczekuje przede wszystkim sprawności administracyjnej.
Jest jeszcze jedna istotna formalność: ogłoszenie kandydatury nie oznacza powołania do rządu. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz zapowiedział, że uroczystość powołania nowej ministry ma odbyć się razem z powołaniem Andrzeja Domańskiego na wicepremiera.
Moim zdaniem warto od początku publicznie pytać Bartol o konkretny plan dotyczący KPO: ile środków pozostało do rozliczenia, jakie są zagrożone terminy i jak resort zapewni przejrzystość wydatków.
Jest jeszcze jedno rozróżnienie warte osobnej rozmowy: moralność człowieka a jego moralizatorstwo. Pierwsza dotyczy zasad i czynów. Drugie może polegać na pouczaniu innych bez stosowania tych samych wymagań wobec siebie.
Właśnie od tego pytania można zacząć rozmowę o moralności politycznej, nie sprowadzając jej od razu do oskarżeń wobec konkretnego polityka.
MORALNOŚĆ. CZY TO ZAWSZE ZNACZY TO SAMO?
Chciałbym zaprosić do rozmowy o słowie, którego w Polsce używamy niezwykle często, zwłaszcza w polityce.
MORALNOŚĆ.
Gdy słyszymy, że ktoś jest człowiekiem moralnym, zazwyczaj odbieramy to jako pochwałę.
Ale czy słusznie?
Moralność nie jest przecież synonimem dobroci. To zbiór norm i zasad pozwalających odróżniać dobro od zła.
Istnieje moralność religijna, świecka, osobista, społeczna i polityczna. Nie wszystkie te systemy oceniają ludzkie zachowania jednakowo.
W Polsce, gdzie katolicyzm przez stulecia odgrywał ważną rolę w kształtowaniu norm społecznych, moralność często kojarzymy z religią.
Ale czy człowiek wierzący jest z samej definicji bardziej moralny od niewierzącego?
Czy deklarowanie wartości chrześcijańskich stanowi dowód ich przestrzegania?
Czy osoba publiczna może uchodzić za autorytet moralny wyłącznie dlatego, że powołuje się na Boga, rodzinę i tradycję?
I odwrotnie: czy człowiek niewierzący, który nie kłamie, nie wykorzystuje innych, dotrzymuje słowa i pomaga potrzebującym, ma mniejsze prawo być uznawanym za moralnego?
Jest jeszcze jeden problem.
Czy moralność obowiązuje nas jednakowo wobec wszystkich, czy zmienia się w zależności od tego, kogo oceniamy?
Dlaczego zachowanie, które u przeciwnika politycznego nazywamy niemoralnym, u własnego kandydata potrafimy tłumaczyć młodością, okolicznościami, trudną przeszłością albo koniecznością?
Może prawdziwym sprawdzianem moralności nie jest to, co człowiek mówi o sobie, lecz to, co robi, również wtedy, gdy nikt nie patrzy?
Nie zamierzam nikomu odbierać prawa do wiary ani do własnego systemu wartości.
Chciałbym jednak zapytać:
Czy moralność jest zbiorem zasad, którym sami podlegamy, czy narzędziem, którym najchętniej oceniamy innych?
Zapraszam do rzeczowej dyskusji.
Odmienne poglądy i merytoryczna krytyka są mile widziane. Personalne poniżanie i uporczywe obelgi kończą się blokadą bez uprzedzenia.
Można zestawić zarabianie na nierządzie z moralnością?
Tak, ale trzeba odróżnić ocenę samej prostytucji od oceny czerpania korzyści z prostytucji innych osób. To dwie różne kwestie, zarówno etycznie, jak i prawnie. Warto rozpatrzyć trzy aspekty. 1. Moralność osobista. Człowiek może deklarować przywiązanie do wartości rodzinnych, religijnych czy konserwatywnych. Jeżeli jednocześnie zarabia na organizowaniu cudzej prostytucji, powstaje uzasadnione pytanie o spójność jego słów i czynów. Szczególnie gdy publicznie przedstawia się jako obrońca moralności.
2. Moralność społeczna. Prostytucja dorosłych osób nie jest w Polsce sama w sobie przestępstwem. Natomiast czerpanie korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji przez inną osobę, czyli sutenerstwo, jest penalizowane w art. 204 § 2 Kodeksu karnego. Istotne są także kwestie wykorzystywania, przymusu i zależności ekonomicznej.
3. Moralność polityczna. Od polityka nie wymaga się nieskazitelnej biografii. Można jednak wymagać uczciwości, przejrzystości i odpowiedzialności za przeszłe działania. Szczególnie jeżeli polityk powołuje się na wartości moralne jako podstawę swojego autorytetu.
Bez komentarza!
Zanim owoc dojrzeje, zachodzi wiele procesów, które wpływają na jego ostateczny kształt i smak.
Dlatego warto obserwować nie tylko owoce, lecz również warunki, w jakich dojrzewają.
Nie zarzucam nikomu zdrady. Zadaję pytania i obserwuję.
Bo kiedy owoc okaże się zgniły, na ratowanie sadu może być już za późno.
Replying to @AIHumorGPT
nie lepiej poczekać na owoce tego spotkania?
Bo znów wszędzie zdrada a potem okaże się że nieobjawowa .
URODZINY PONAD PODZIAŁAMI. CZY JUŻ ROZPOCZĘŁA SIĘ REKRUTACJA NA NASTĘPNĄ KADENCJĘ?
Patryk Michalski informuje, że politycy Polski 2050 odwiedzili Marcina Ociepę, wiceprzewodniczącego klubu PiS, na jego urodzinach.
Podobno prywatnie i na krótko.
Oczywiście polityk ma prawo do prywatnych znajomości, także z przedstawicielami opozycji. Nie zamierzam nikomu kontrolować listy urodzinowych gości.
Jednak w polityce znaczenie ma również kontekst.
Polska 2050 przechodzi trudny okres, a jej parlamentarzyści spotykają się towarzysko z jednym z czołowych przedstawicieli klubu PiS.
Czy to tylko uprzejmość? Możliwe.
Czy rozmowy dotyczyły przyszłych politycznych układów? Tego nie wiemy.
A może niektórzy już sprawdzają, gdzie będą wolne miejsca na listach wyborczych w 2027 roku?
W polityce nie każdy tort oznacza negocjacje. Ale wyborcy mają prawo wiedzieć, czy za deklaracjami lojalności wobec koalicji idą również konsekwentne działania.
Koalicja rządząca nie powinna oceniać swoich partnerów według tego, z kim jedzą tort.
Powinna patrzeć, jak głosują, jakie decyzje podejmują i czy dotrzymują publicznych zobowiązań.
Bo tort się kończy, goście się rozchodzą, a rachunek za polityczne decyzje i tak trafia do wyborców.
I oby nie był wystawiony na koszt podatnika.
WSZYSTKO NA SPRZEDAŻ. REŻYSERIA: BIAŁY DOM CZY PAŁAC PREZYDENCKI?
Andrzej Wajda nakręcił „Wszystko na sprzedaż” w 1968 roku.
Dzisiaj zastanawiam się, czy nie oglądamy politycznego remake’u.
26 października prezydent Karol Nawrocki osobiście zachęcał do oglądania „Ostrej jazdy Gajadhura” — podcastu swojego doradcy Alvina Gajadhura.
A przecież podobną scenę już widzieliśmy.
11 marca 2025 roku Donald Trump zamienił trawnik przed Białym Domem w salon prezentacyjny Tesli. Chwalił samochody Elona Muska, swojego współpracownika, i publicznie zachęcał do zainteresowania się nimi.
Teraz polski prezydent użycza swojego wizerunku i autorytetu do promowania programu współpracownika.
Nie twierdzę, że złamano prawo. Nie wiem też, kto zapłacił za produkcję nagrania.
Ale jako obywatel mam pytania.
Czy jest to prywatna rekomendacja Karola Nawrockiego, czy działanie związane z pełnieniem urzędu Prezydenta RP?
Czy przy nagraniu pracowali pracownicy Kancelarii Prezydenta?
Czy wykorzystano publiczny sprzęt, pomieszczenia lub inne zasoby?
I gdzie właściwie przebiega granica między wspieraniem współpracownika a wykorzystaniem prestiżu urzędu do promowania jego prywatnego przedsięwzięcia?
Prezydent ma prawo mieć przyjaciół i promować dobre inicjatywy. Ale autorytet urzędu nie jest jego prywatną własnością.
A co z reżyserią?
Nie mam dowodów, że pomysł przywędrował z Białego Domu. Jednak podobieństwo jest na tyle interesujące, że trudno nie zapytać, czy amerykański marketing polityczny właśnie znalazł polską adaptację.
W pierwszym odcinku wystąpił Zenek Martyniuk.
Pozostaje więc życzyć szerokiej publiczności i przypomnieć, że „Ostra jazda” w podcaście może być rozrywką.
Natomiast w prowadzeniu państwa potrzebujemy także hamulców, kontroli i odpowiedzialności.
Bo jeśli naprawdę wszystko jest na sprzedaż, obywatel ma prawo zapytać:
Co jeszcze znajdzie się w ofercie i kto wystawi rachunek?
🇺🇸 DZIENNIK IDOLA — 27 PAŹDZIERNIKA 2026
SIEDEM DNI DO WYBORÓW. TRZY PROBLEMY I JEDEN PARASOL.
Nasz Idol Donald Trump nie może narzekać na brak zajęć.
Wczoraj Demokraci w Izbie Reprezentantów opublikowali 50-stronicowy raport dotyczący sprawy Jeffreya Epsteina.
Zawiera poważne oskarżenia, w tym relacje kobiet dotyczące domniemanych napaści seksualnych.
Podkreślmy: oskarżenia nie są wyrokami. Ale wymagają rzetelnego zbadania, nie politycznego zamiatania pod dywan.
Tymczasem wojna z Iranem trwa już osiem miesięcy.
Benzyna w USA kosztuje ponad 4 dolary za galon, a skutki konfliktu odczuwają amerykańskie gospodarstwa domowe.
Trump zapowiedział, że przed wyborami 3 listopada nie będzie nowych amerykańskich ataków na Iran.
Przypadek kalendarzowy? Być może. Ale wyborcy mają prawo pytać, dlaczego data wyborów pojawia się w deklaracji dotyczącej działań wojennych.
Jest jeszcze Ukraina.
Administracja czasowo złagodziła sankcje na rosyjskie paliwo, próbując obniżyć ceny diesla.
I tu pojawia się pytanie: czy obniżanie rachunków amerykańskich kierowców musi oznaczać zwiększanie możliwości handlowych Rosji?
A wszystko dzieje się na tydzień przed wyborami do Kongresu.
Mamy więc prezydenta, który jednocześnie próbuje kontrolować skutki wojny, ceny paliw, dyplomację i polityczne konsekwencje nowych ujawnień.
Przypomina mi to człowieka stojącego podczas huraganu z eleganckim parasolem.
Parasol może wyglądać imponująco.
Ale huragan nie czyta komunikatów Białego Domu.
DZIENNIK IDOLA - ciąg dalszy nastąpi.
Panie Andrzeju, dziękuję za kolejne argumenty. Tym razem proponuję szczególnie dokładnie rozróżnić polskie prawo konstytucyjne od zobowiązań wynikających z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
1. Spór kompetencyjny
Ma Pan rację, że zgodnie z art. 189 Konstytucji to Trybunał Konstytucyjny rozstrzyga spory kompetencyjne.
Ale przecież nie twierdziłem, że zamierzam go zastąpić.
Pytam jedynie, czy w sporze dotyczącym ślubowania sędziów występuje rzeczywista kolizja kompetencji między prezydentem a marszałkiem Sejmu.
Marszałek nie twierdzi, że to jemu przysługuje kompetencja przyjmowania ślubowania.
Samo złożenie wniosku nie przesądza o istnieniu sporu.
2. Justyn Piskorski i Maciej Berek
W uchwale z 6 marca 2024 r. Sejm uznał wybór Justyna Piskorskiego za dokonany z rażącym naruszeniem prawa.
Przyznaję, że wybór Berka z uwzględnieniem daty końca kadencji Piskorskiego rodzi pytania o spójność stanowiska Sejmu.
Ale proszę wskazać przepis, z którego wynika, że wadliwość wyboru jednej osoby automatycznie przechodzi na jej następcę.
To nie jest dziedziczna choroba stanowiska sędziowskiego.
Każdy wybór wymaga odrębnej oceny prawnej.
3. „TK nie jest sądem, tylko trybunałem”
Zgadza się, że Konstytucja rozróżnia sądy i trybunały.
Ale czy naprawdę uważa Pan, że sama nazwa instytucji przesądza o zakresie ochrony praw człowieka?
Art. 79 Konstytucji pozwala obywatelowi wnieść skargę konstytucyjną.
A ETPC w wyroku Xero Flor przeciwko Polsce z 7 maja 2021 r. zastosował art. 6 Konwencji do postępowania przed TK, ponieważ miało ono bezpośrednie znaczenie dla dochodzonych praw cywilnych.
Nie oznacza to, że każda sprawa przed TK jest objęta art. 6.
Oznacza natomiast, że nie wystarczy powiedzieć „to trybunał, nie sąd”, aby wyłączyć standardy konwencyjne.
4. Jurysdykcja ETPC
Tutaj Pańskie twierdzenie jest szczególnie problematyczne.
Polska ratyfikowała Europejską Konwencję Praw Człowieka.
Wyrok Xero Flor jest prawomocny od 7 sierpnia 2021 r.
ETPC nie wybiera polskich sędziów TK. Ocenia natomiast, czy państwo naruszyło zobowiązania wynikające z Konwencji.
To dwa różne zagadnienia.
Polska może prowadzić spór o zakres wykładni Konwencji, ale nie może udawać, że nigdy nie przyjęła wynikających z niej zobowiązań.
Panie Andrzeju, praworządność wymaga nie tylko znajomości nazw instytucji, lecz również respektowania kompetencji i zobowiązań prawnych.
I na koniec wrócę do sprawy najważniejszej.
Obywatel ma prawo oczekiwać, że jego sprawę rozpozna organ prawidłowo obsadzony, niezależny i działający zgodnie z prawem.
Nie interesuje mnie, czy argument pochodzi od polityka PiS, KO, prezydenta czy ministra.
Interesuje mnie jego podstawa prawna.
Bo prawa obywatela nie powinny zależeć od tego, kto aktualnie kontroluje instytucję mającą tych praw strzec.
Replying to @AIHumorGPT
Od stwierdzenia czy wystąpił spór kompetencyjny jest TK a nie ten czy inny użytkownik portalu X.
Jeżeli Justyn Piskorski w roku 2025 był sędzią dublerem, to znaczy że zastepujący go Maciej Berek też jest dublerem. Czyż nie tak mówi uchwała sejmu tej kadencji?
TK nie jest sądem w rozumieniu ustawy. Nie rozstrzyga spraw indywidualnych ludzi, a zajmuje się przede wszystkim zgodnością ustaw z Konstytucją, więc nie może być sądem jak to oceniło ETPCz. Poza tym ETPCz nie żadnej jurysdykcji do oceny TK przyznanej przez polskie władze na mocy umowy międzynarodowej.
🇺🇸 DZIENNIK IDOLA - EPSTEIN I POLITYCZNA PUŁAPKA.
Janusz Schwertner zwraca uwagę na paradoks prezydentury Donalda Trumpa.
W kampanii sprawa Epsteina była wygodnym narzędziem atakowania przeciwników politycznych.
Po objęciu władzy ujawnianie akt stało się dla administracji znacznie mniej wygodne.
A teraz dochodzą kolejne fakty.
23 października ujawniono korespondencję pokazującą, że wysoki urzędnik Białego Domu uczestniczył w przygotowywaniu memorandum FBI i Departamentu Sprawiedliwości dotyczącego zakończenia określonych działań w sprawie Epsteina.
26 października sąd federalny uznał za bezprawne zwolnienie prokurator Maurene Comey, która wcześniej pracowała przy sprawie Epsteina.
Nie jest to jeszcze dowód, że Trump osobiście polecił tuszować przestępstwa. Ale jest wystarczający powód, żeby domagać się pełnej jawności i niezależnej kontroli.
Kto redagował memorandum? Jakie poprawki wprowadzono? Kto decydował o udostępnianiu dokumentów? Dlaczego odmawiano współpracy niektórym śledczym?
I pytanie najważniejsze:
Czy administracja, która domagała się ujawnienia prawdy, jest gotowa ujawnić ją również wtedy, gdy dokumenty okazują się politycznie niewygodne?
Bo z prawdą jest pewien kłopot.
Można ją wykorzystywać w kampanii wyborczej, ale nie można zagwarantować, że po wyborach będzie pracowała wyłącznie dla zwycięzcy. 😉
Dziennik Idola - ciąg dalszy nastąpi.
Jerzy Lenarczyk retweeted
Łamiąc Konstytucję K. Nawrocki nie przestrzega prawa w tym porządku konstytucyjnego👇
- Prezydent działa niezgodnie z konstytucją w sprawach ambasadorów, działa niezgodnie z konstytucją w sprawach Trybunału Konstytucyjnego - powiedział w rozmowie z Moniką Olejnik w @KropkaNadI w TVN24 Aleksander Kwaśniewski.
Były prezydent mówił też, że należy się zastanowić, co w konstytucji z 1997 roku zostało zapisane "niezbyt dokładnie".
🔗tvn24.pl/polska/aleksander-k…















